Spis treści Świat Mroku

W bezdni Maelstromu


Paweł 'ShandoR' Marczewski

Nie tylko szczęk łańcuchów...

Z ilustracją muzyczną do Wraith'a jest problem... No bo jak tu znaleźć utwory, od których graczom po plecach chodziłyby ciarki, a które zgodne by były z duchem systemu, tj. podniosłe, ale nie pompatyczne, brutalne, ale i niosące ze sobą ładunek poezji? Niełatwe to zadanie. Ja sam, choć prowadzę WtO już ładny kawałek czasu, wciąż poszukuję nowych utworów i płyt, które mógłbym wykorzystać na sesjach. Dwa krążki, mogące z powodzeniem służyć za ilustrację do przygód dziejących się w Zaświatach, opisałem już w Inkluzie # 22 w artykule "Klimat - tak, marudzenie - nie", opublikowanym w dziale Jam Session. Dziś chciałbym wskazać Wam kilka muzycznych perełek. Uważam, że doskonale nadają się na sesje WtO. Co więcej - wątpliwe, by równie dobrze nadały się do jakiegokolwiek innego systemu, choćby nie wiem jak mrocznego. Dlaczego? Z racji pewnej trudności w ich odbiorze. Jestem niemal pewien, że podczas przygód rozgrywanych w Barsawii czy Starym Świecie nie mielibyście z nich pożytku. Są zbyt... dziwne. Zbyt melancholijne, zbyt ponure, nawet jak na ociekający deszczem świat Warhammera. Ich miejsce jest przy stole, gdzie zasiadła grupka upiorów, spowita w łańcuchy i groteskowe maski.

Primo:
Krzysztof Penderecki - "Threnody for the Victims of Hiroshima" i "De natura sonoris II for orchestra"

Chyba każdy z Was słyszał kiedyś nazwisko Krzysztofa Pendereckiego, jednego z największych współczesnych polskich kompozytorów. Założę się jednak, że niewiele osób pomyślało o jego muzyce w kontekście sesji RPG. Muzyka to bowiem niełatwa, odrzucająca nawet niektórych osłuchanych z klasyką melomanów. Twórczość Pendreckiego jest niepokojąca, niepowtarzalna, jednocześnie na wskroś nowoczesna i nosząca piętno mistrzów z ubiegłych stuleci.

Do sesji w WtO wybrałem dwa utwory - słynny "Tren dla ofiar Hiroszimy", jeden z najlepiej znanych utworów słynnego kompozytora, i "De natura sonoris II". Oba trwają niespełna dziewięć minut, lecz niezwykle interesująca aranżacja, jak i niesłychana precyzja w doborze dźwięków sprawiają, że kompozycje mają niepowtarzalną atmosferę.

Ascetyczny "Tren...", pełen tajemniczych pogłosów, niepokojących zawodzeń przywołujących na myśl syreny alarmowe ginącego miasta, robi wrażenie piorunujące. Maestria w operowaniu ciszą i partiami wręcz dysonansowymi sprawia, że "Trenu..." słucha się siedząc jak na szpilkach.

Nie inaczej jest w przypadku "De natura...". Utwór przykuwa uwagę, zaskakuje. Mimo że jest to "zaledwie" miniatura, to bogactwo nastrojów sprawia, że czujemy się, jakbyśmy słuchali rozbudowanej symfonii. Wyjątkowo mrocznej, trzeba dodać. Jeśli chcesz zafundować graczom dziewięć minut strachu, sięgnij koniecznie po ten utwór. Skrzypiące podłogi, wycie Widm, cichy szum Burzy - to wszystko tu jest.

Szczerze polecam Wam skorzystanie z owoców talentu Pendereckiego na sesjach. Jeśli nie dysponujecie zbyt dużymi zasobami finansowymi, to dobrym rozwiązaniem jest kupno składanki pt. "Penderecki - Orchestral Works Vol. 1", wydanej przez firmę Naxos w ramach niedrogiej serii z klasycznymi kompozycjami wybitnych twórców. Oprócz omówionych dwóch utworów znajdziecie tam również "Trzecią symfonię" i "Fluorescences for orchestra".

Secundo:
Henryk Mikołaj Górecki "III symfonia"

Pozostajemy w kręgu klasyki. Kolejną propozycją jest słynna "III symfonia" kolejnego z polskich tytanów kompozycji, czyli Henryka Mikołaja Góreckiego.

Utwór to niezwykły, równie mroczny i pełen smutku co "Tren dla ofiar Hiroszimy", a jednak podobny efekt osiągnięty został zupełnie innymi środkami. Przede wszystkim tchnie z tej symfonii rezygnacja; spokój, jaki unosi się nad konduktem żałobnym. Jest w tej muzyce głęboki namysł nad sprawami ostatecznymi, nad śmiercią i bólem. Nie ma tu jednak histerii, strachu, raczej atmosfera pełna zadumy i smutku. Jest to jednak muzyka niezwykle emocjonująca - partie sopranu są niezwykle piękne, głębokie, natychmiast przykuwają uwagę. Pojawiają się dopiero w piętnastej minucie trwającego niemal godzinę dzieła, lecz owo wejście niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Maestria w zastosowaniu prostych środków wyrazu, pojedynczy żeński głos unoszący się nad szemrzącą cicho orkiestrą pozostawiają niezatarte wrażenie.

Szczerze polecam Wam "III symfonię" Góreckiego. Trzeba dodać, że jest to muzyka niezwykle prosta "w obsłudze". Wystarczy w odpowiednim momencie wrzucić płytę do odtwarzacza i spokojnie prowadzić narrację, nie zmieniając już niczego. Możecie od razu ustawić sprzęt tak, aby powtarzał całą płytę i z tą ilustracją dźwiękową poprowadzić całą sesję. Zróbcie eksperyment - dostosujcie głos i tempo mówienia do tego, co dzieje się w kompozycji. Potem krok dalej - spróbujcie operować nastrojem zgodnie ze skokami napięcia w "III symfonii". Zaufajcie kompozytorowi - pozwólcie, by nastrój muzyki wpływał nie tylko na graczy, ale i na styl Waszego opowiadania. Efekt gwarantowany!

Myślę, że nie ma kompozytora, który równie dobrze nadawałby się do sesji WtO. Nawet kawałki Pendereckiego, jakkolwiek świetne, nie mają w sobie tej melancholii i głębi. Przyznam się, że pomysł napisania tego tekstu zrodził się właśnie podczas słuchania "III symfonii".

Tertio:
Emperor "Prometheus - the Discipline of Fire and Demise"

Na koniec coś mniej zaskakującego - ostatni krążek grupy Emperor, moim skromnym zdaniem jej opus magnum. Po jego nagraniu grupa postanowiła zawiesić działalność. Wedle słów Ishahna, autora niemal całego materiału na ostatniej płycie, członkowie zespołu "czuli się artystycznie spełnieni na 100%". Zwykle traktuję podobne wypowiedzi z przymrużeniem oka, jednak gdy słucham "Prometheus..." mój sceptycyzm pryska. Uważam, że jest to jeden z najciekawszych krążków, jakie kiedykolwiek nagrał jakikolwiek zespół blackowy.

Obecność kompozycji Emperor w tym zestawieniu może nieco dziwić. Choć utwory na "Prometheus..." są dość złożone, to jednak nie mogą się równać pod względem komplikacji czy wyczucia dźwięku z arcydziełami światowej muzyki symfonicznej, chociażby ze względu na pewne ubóstwo aranżacyjne związane z ograniczonym instrumentarium, jakim dysponuje zespół. A jednak jedno jest wspólne - emocje, myśl o sprawach ostatecznych i niezwykła atmosfera.

O ile Pendrecki to rozpacz i strach, Górecki - melancholia, to na płycie Emperor do wszystkich tych uczuć dochodzi jeszcze wściekłość. Zimna, precyzyjna, wyrażona niezwykle ciekawymi partiami gitar i bębnów. Jeśli chcesz ożywić swoją sesję, zmusić graczy do buntu przeciwko szarzyźnie i schematyzmowi Hierarchii; jeśli chcesz, by zbuntowali się przeciw bezsensowi życia w Zaświatach, skorzystaj koniecznie z kompozycji Emperor. Niech zabrzmią pełne patosu i wściekłości dźwięki "The Eruption", pierwszego utworu na płycie. Wzmocnij je jeszcze sugestywną narracją, dopasuj swój głos do połamanej rytmiki tego kawałka... Ani się obejrzysz, a Twoi gracze, niczym Pometeusz, zaniosą innym upiorom ogień nadziei, a przy tym nie stracisz nic z pieczołowicie konstruowanej atmosfery osaczenia i strachu.

Na górę strony