|
Cirdan
O Hobbitach
|
WSTĘP
Witaj!
Tekst, który właśnie zacząłeś czytać traktować będzie o hobbitach. Dowiesz
się z niego, kim są hobbici, jaki prowadzą tryb życia i czym się zajmują.
Poznasz cechy ich charakteru, kulturę i uzyskasz nieco wskazówek, dotyczących
wcielania się w postać hobbita na sesjach RPG.
Jeśli uważasz się za człowieka uczonego [być może trafniej byłoby napisać
"osobę uczoną", bo tekst ten trafić może również w ręce elfa
lub krasnala - jednak w naszych czasach możliwość taka wydaje mi się niezwykle
mało prawdopodobna], i sądzisz, że na temat tej rasy wiesz już wszystko
to mimo tego zachęcam Cię do lektury, która być może sprawi, iż zweryfikujesz
swoje lub moje poglądy na te sprawy.
Sądzę, iż wielu badaczy pradawnej historii, na wstępie umieściłoby prostą
notkę, którą można dziś znaleźć w niemal każdej encyklopedii; coś w stylu:
"Hobbit - (łac. Hobbitus vulgaris) - w zamierzchłych czasach
niewielki mieszkaniec nor ziemnych; istota inteligentna, posiadająca własny
język i kulturę; współcześnie H. uważany jest za gat. wymarły. Patrz także:
Wojna o Pierścień."
W niejednym opracowaniu na temat hobbitów następuje w tym miejscu krótkie
ustosunkowanie się do definicji encyklopedycznej i wyjaśnienie kilku mniej
znanych zwrotów zakończone notą bibliograficzną.
Przyznać należy, że taka zwięzłość może być przydatna - np. dla gimnazjalisty,
który po lekcji historii musi zrobić notatkę w zeszycie i na tym poprzestać.
Istnieje, na szczęście, grupa ludzi bardziej dociekliwych i wymagających
(nierzadko zdarza się, że są to osoby związane z RPG, a poprzez to poszukujące
nie tylko suchych faktów, ale też szerszych analiz postaci hobbitów, przemyśleń
na temat ich charakteru i osobowości oraz wniosków na temat tej wspaniałej
kultury, jaką wytworzyli w okresie I-IV Ery).
To opracowanie, choć nie tak obszerne, jak by sobie tego życzył jego
autor, posuwa się dalej od tych wspomnianych powyżej, starając się wyjawić
Czytelnikowi prawdziwą naturę hobbitów - ukazać mu świat, jaki mógłby
zobaczyć cofając się w czasie o tych kilka tysięcy lat dzielących nas
od okresu, gdy hobbici tłumnie i jawnie chodzili po świecie.
CZĘŚĆ WŁAŚCIWA
Aby prawdziwie poznać hobbitów użyjmy swej wyobraźni i cofnijmy się do
czasów, gdy (jak twierdzą historycy), kultura hobbicka była u szczytu
swej świetności:
Jest majowy poranek 3002 roku Trzeciej Ery. Znajdujemy się w Shire, niewielkim
kraiku stworzonym, zamieszkałym i rządzonym przez hobbitów, a znajdującym
się w północno-zachodniej części Śródziemia (mniej więcej między Górami
Mglistymi, a Zatoką Księżycową). Krajowi przyjrzymy się nieco później,
teraz natomiast zajrzyjmy do norki typowego hobbita, Teddy'ego Hairfoota,
mieszczącej się na obrzeżach Michel Delving - stolicy Shire.
Niech nikogo nie zmyli słowo "norka". Tak naprawdę to dość
obszerny i przyzwoicie wyposażony domek mieszczący się we wnętrzu kopulastego
pagórka. Jedno ze zboczy zostało na niewielkim odcinku stromo ścięte,
a w pionowej ścianie, która dzięki temu powstała umieszczono spore okrągłe
drzwi oraz cztery okrągłe okna. Większość detali jest starannie wykończona
i pomalowana na żółto, zielono lub brązowo, gdyż w takich właśnie barwach
hobbici lubują się najczęściej. Przed domem rozciąga się malutki, kwietny
ogródek, na którego, wyłożonych łupanym kamieniem ścieżkach, ustawiono
wygodną drewnianą ławeczkę, by hobbit mógł opalać się wśród kwiatów w
słoneczne poranki jak ten.
Na razie jednak ławeczka jest pusta. Zajrzyjmy więc do środka norki.
Już po uchyleniu drzwi wejściowych widzimy, że wnętrze jest przytulne
i wręcz zapraszające. Korytarz ukazujący się naszym oczom ma kształt rozciętej
wzdłuż rury. Ściany wyłożone są giętym ciemnym drewnem pomalowanym i polerowanym
niemal do połysku. Prawie każde wolne miejsce wykorzystano by zawiesić
obraz, świecznik lub uchwyt na doniczkę z kwiatami. Tuż za drzwiami znajduje
się pięknie rzeźbiona, długa ława, wiekowa, drewniana skrzynia na ubrania
i dwa rzędy wieszaków. Dla niektórych to "aż dwa rzędy", ale
dla hobbita, to "tylko dwa rzędy", gdyż hobbici uwielbiają gości.
Odwiedzają się więc tak często jak tylko mogą i w miarę możliwości co
drugi dzień spędzają poza domem, pozostawiając resztę wieczorów na przyjmowanie
gości u siebie.
Idąc korytarzem zapuszczamy się w głąb pagórka. Co rusz po jednej i po
drugiej stronie ukazują się w ścianie drzwi prowadzące bądź do rozmaitych
pokoi i magazynków, od których w każdej przyzwoitej norce aż się roi,
bądź do szaf zapchanych przeważnie po sam sufit najróżniejszymi rupieciami,
które nazbierają się w domu przez lata - hobbici nie lubią rozstawać się
nawet z przedmiotami, dla których nie potrafią znaleźć praktycznych zastosowań,
śmiało można o nich powiedzieć, że są "kolekcjonerami".
Dochodzimy po chwili do drzwi, przez które słychać chrapanie. Jest dopiero
ósma rano, więc nic dziwnego, że Tedy, przyzwyczajony do wygodnego i dostatniego
trybu życia jeszcze śpi. Skorzystamy więc z okazji i zakradniemy się do
sypialni, by przyjrzeć się hobbitowi. Spod niezbyt grubej, puchowej kołdry
wystają jego stopy. Ich górna część jest obrośnięta gęstymi, ciemnymi,
kręconymi włosami - odróżniającymi wyraźnie hobbitów od innych ras. Spód
stopy przypomina bardziej podeszwę niż skórę, gdyż hobbici nie noszą butów,
przez co z biegiem czasu ich stopy (i tak dobrze przystosowane od urodzenia),
stają się twarde i odporne na kamienie i wszelkie inne nierówności. Głowa
Teddy'ego wystająca spod kołdry kilka stóp dalej jest również dosyć mocno
owłosiona. Niech nikt nie pomyśli, że hobbici mają sierść, czy coś podobnego.
Tak naprawdę, to bardzo niewielu nosi choćby brodą czy wąsy. Jednak czupryna
wieńcząca głowę jest bujna i gęsta. Twarz typowego hobbita jest przeważnie
okrągła (na skutek nieustannego jedzenia), ma poczciwe rysy i takie coś,
co sprawia, że od razu można go polubić. Hobbici nie mają z natury zaciętych
ani chmurnych rysów. Buzia Teddy'ego posiada za to liczne drobne zmarszczki
w kącikach ust i oczu - jak domyślacie się powstałe w skutek ciągłego
uśmiechania się do wszystkich i wszystkiego w około, a także do samego
siebie przy braku lepszych sposobności.
Czy wspomniałem już, że hobbici są niskiego wzrostu? Nie? W takim razie
właśnie to czynię. Wzrost hobbitów waha się w granicach 2-4 stóp, choć
zdarzają się wyjątki. Przy takim wzroście świat może wydawać się groźny.
Być może właśnie to wpłynęło na naturę hobbitów - są płochliwi i nieufni
wobec obcego świata - czyli całego poza ich krajem. Można wręcz powiedzieć,
iż cechuje ich umiłowanie do spokojnego, osiadłego trybu życia, pełnego
wygód i jedzenia. Stronią więc od przygód i wszelkich niebezpieczeństw
- dla przykładu większość hobbitów (nie wliczając tych żyjących w Bucklandzie)
unika pływania tak wpław jak i łódkami uważając takie narażanie życia
za objaw niezdrowego braku rozsądku.
My tu gadu, gadu, a pan Hairfoot właśnie się budzi. Zostawmy go na chwilę,
by mógł w spokoju wykonać codzienną toaletę i rzućmy okiem na resztę domu.
Wszystkie pokoje znajdują się na jednym poziomie (nie licząc drobnych
pochyłości korytarza), ponieważ hobbici nie lubią schodów, a co ważniejsze
nie lubią pięter. Tradycyjne hobbickie nory zawsze były jednopiętrowe.
Mieszkanie przy samej ziemi weszło im w krew. Nadmienić jednak muszę,
że w miastach część domów jest murowanych z cegły i kamienia (zdarzają
się też, choć rzadko, piętra), są to jednak głównie budynki, w których
mieszczą się jakieś instytucje typu ratusz, lub budynki użyteczności publicznej
jak młyny czy zwykłe sklepy. Wróćmy jednak do norki Teda. Trzecią część
pomieszczeń zajmują tu magazyny i szafy, z których większość pełni rolę
spiżarni. Tak, spiżarnie i piwniczki, to ulubione miejsca hobbitów. Są
zazwyczaj pełne i dobrze wyposażone, a co ważniejsze bardzo często odwiedzane
gdyż hobbici w miarę możliwości starają się jeść, co najmniej cztery sute
posiłki dziennie. Pozostałe pokoje nie licząc kuchni (która czasem składa
się z kilku pomieszczeń) mieszczą sypialnie dla gości, pokoje dla gości
i saloniki, w których można rozmawiać godzinami przy wieczornej kolacji
lub kolejnych dokładkach placka z jabłkami, wina i piwa.
Ponieważ pan Hairfoot wciąż się kąpie wspomnijmy może nieco o historii
małego ludu - jak zwykły zwać hobbitów inne rasy. Ich pojawienie się na
Ardzie miało miejsce gdzieś w Pierwszej Erze, lecz ważne wydarzenia, które
wtedy miały miejsce nie dotknęły ich bezpośrednio, przez co ich obecność
nie została dostrzeżona przez ówczesnych kronikarzy.
Dzieje tego narodu nie są praktycznie wcale znane aż po XI wiek Trzeciej
Ery, gdy to trzy szczepy: Harfootowie, Fallohidowie i Stoorowie, żyjący
wówczas nad Anduiną, między Mglistymi Górami, a Mroczna Puszczą (która
zwała się wtedy Wielkim Zielonym Lasem), podjęli wędrówkę na zachód w
ucieczce przed złem nawiedzającym Mroczną Puszczę. Po dotarciu do Eraidoru
hobbici po raz pierwszy zetknęli się z ludźmi (z elfami i krasnoludami
spotykali się na obrzeżach gór i lasu). Za główną swoją siedzibę obrali
Bree wraz z przyległymi terenami. W tym czasie nauczyli się Wspólnej Mowy,
czytania i pisania i zaczęli stopniowo odchodzić od używania swego własnego
języka pozostawiając sobie jedynie na codzienny użytek część dawnych nazw
własnych.
Oho, Tedy właśnie zasiada do śniadania - pierwszego śniadania, z co najmniej
dwóch. Niech nikt się nie dziwi widząc go, z natury leniwego, uwijającego
się teraz jak pszczółka. Kursuje tam i z powrotem między kuchnią, a salonikiem
zanosząc na stół coraz to nowe tace z jedzeniem. Gdy już cały blat pokrył
się talerzami, półmiskami, koszami z owocami i dzbanami, Tedy siada wygodnie
za stołem i rozpoczyna ucztę, która może trwać ponad godzinę. W tym czasie
możemy powrócić do przerwanej przed chwilą historii pozostawiając hobbita
pałaszującego kolejne porcje.
Prawdziwa historia hobbitów zaczyna się w roku 1601 Trzeciej Ery, gdy
dwaj bracia: Blanco i Marcho, wyruszają z Bree na dalej zachód ciągnąc
za sobą liczną grupę współplemieńców stęsknionych odmiany i własnego kąta
do życia. Emigranci minęli Stary Las i przekroczyli Most Kamiennych Łuków
spinający brzegi Branduiny (przez hobbitów zwanej Brandywiną). Wtedy to
Argeleb II - król Fornostu, wyraził zgodę na założenie oddzielnego państwa
hobbickiego, rozciągającego się od Mostu po Dalekie Wzgórza na zachodzie
(ok. 120 mil). W zamian hobbici zobowiązali się uznać zwierzchność Północnego
Królestwa, dbać o stan dróg i mostów w obrębie ich kraju oraz udzielać
pomocy i schronienia królewskim gońcom podróżujących tamtędy. Tak powstało
Shire i wtedy rozpoczęła się pisana historia narodu hobbickiego, a wraz
z nią ich własne rachuba lat (1601 rok Trzeciej Ery stał się dla nich
1 rokiem Rachuby Shire). Od tej pory ich ziomkowie tłumnie zaczęli przybywać
w te strony. Jedną z większych grup był odłam Stoorów, który przybył do
Shire w 30 roku RS z Dunlandu, gdzie przemieszkiwał do tej pory.
Po upadku Północnego Królestwa w 1970 roku Trzeciej Ery (370 rok Rachuby
Shire), hobbici oficjalnie przejęli na własność rządy nad krajem (choć
do tej pory król z północy nie mieszał się do ich spraw i w Shire rządzili
thanowie wybierani przez lud), bo brakło kontynuatorów linii królewskiej,
którzy chcieliby rościć sobie prawa do tych ziem. Kraj małych ludzi był
w tym czasie piękny, spokojny i dobrze zagospodarowany, gdyż ziemia była
tam niezwykle urodzajna, a hobbici uchodzili za jednych z najzręczniejszych
rolników w całym Śródziemiu. Od tej pory świat zewnętrzny stopniowo zaczął
zapominać o istnieniu mniejszych sąsiadów i pewnie zostali by w ogóle
zapomniani, gdyby nie Wielka Wojna o Pierścień, która wybuchła w 3018
roku TE. Kilku hobbitów odegrało w niej doniosłą rolę decydującą w dużej
mierze o przyszłych losach świata - trafiając dzięki temu na karty historii
- lecz to już zupełnie inna opowieść. Pamiętajmy, że jesteśmy obecnie
w 3002 roku, a wtedy nikt tu nie słyszał jeszcze o Sauronie, Sarumanie
czy wojnie na wschodzie i południu.
Ponieważ Tedy skończył już śniadanie i nawet pozmywał talerze (dochodzi
dziesiąta), udajmy się wraz z nim, by poprzyglądać się, co też będzie
on teraz robił: W holu hobbit zarzucił na plecy zielone palto, wcisnął
na głowę twarzowy, niebieski kapelusz z dość szerokim rondem i raźnym
krokiem wyszedł z norki w wiosenny, pachnący poranek. Przekręcił duży,
ozdobny klucz w drzwiach i dobrodusznie schował go pod wycieraczką. Mimo,
iż w Shire włamania zdarzają się niesłychanie rzadko, to jednak solidne
drzwi zabezpieczające cały dorobek życia pozwalają na spokojniejszy spacer.
Jak widzimy pan Hairfoot kieruje się w stronę ulicy Kaniowej, więc prawdopodobnie
zmierza do sadu. Sad jabłkowy usytuowany tuż za granicami miasta jest
w rodzinie Hairfootów już od pięciu pokoleń. Tedy utrzymuje się z niego
i dzięki sprzedaży jabłek odłożył już wcale niezłą sumkę, która zapewni
mu i jego ewentualnej przyszłej rodzinie spokojną i dostatnią starość,
gdy nie będzie już dość sił, by chodzić do sadu doglądać drzewka.
O! Właśnie ścieżką z naprzeciwka nadchodzi Dan, wieloletni przyjaciel
Tedy'ego, właściciel sąsiedniego sadu owocowego.
- Witaj Danny! Piękny dziś mamy dzień.
- Tedy! Nie widziałem cię już od kilku dni. Jak się miewasz, jak Twoje
zdrowie?
- Dziękuję ślicznie. Wszystko u mnie jest w najlepszym porządku. Powiedz
mi jednak, co u Ciebie? Jak się czuje Betty i dzieciaki?
- Wprost cudownie. Mały rośnie jak na drożdżach...
Taka hobbicka gadanina pełna uprzejmości i zachwytów może trwać prawie
tak długo jak ich posiłki. Należy przy tym zaznaczyć, iż hobbici nie silą
się na tanie grzeczności "bo tak wypada", lecz mówią szczerze
i z prawdziwym zainteresowaniem.
- Będziesz dziś u Toma Blackbirda? - spytał Dan.
- To już dzisiaj!? Myślałem, że to dopiero za tydzień. Nie przygotowałem
jeszcze żadnego urodzinowego prezentu! Wybacz mi drogi, lecz muszę już
lecieć - i nie zwlekając ani chwili przyciskając mocno kapelusz ręką,
puścił się w drogę powrotną do domu.
Ze scenki, której właśnie byliśmy świadkami można nauczyć się dwóch ważnych
rzeczy. Po pierwsze, hobbici rzadko miewają zmartwienia większe niż przegapione
przyjęcia czy nie napisane listy. Nigdy nie martwią się o pracę, pieniądze
czy podatki. Być może dzieje się tak za sprawą ich niebywałej uprzejmości,
usłużności i ogólnej dobroci, od której ten mały ludek wprost promieniuje.
Wszystkie sprawy udaje im się zawsze załatwić wspólnymi siłami i każdy
z nich wie, że w chwili potrzeby może liczyć na cały sztab przyjaciół
wyczekujących tylko na okazję, by zaofiarować swą szczerą pomoc.
Drugą istotną kwestią, której nie poruszaliśmy do tej pory są przyjęcia
urodzinowe. Jak wiadomo każde przyjęcie jest okazją do zjedzenia czegoś,
a "urodziny" dodatkowo gwarantują nam otrzymanie prezentu. Dlatego
to hobbici zawsze urządzają przyjęcia huczne i tłumne zapraszając w miarę
możliwości finansowych całą okolicę. Ponieważ hobbitów mieszkających w
najbliższej okolicy jest znacznie więcej niż dni w roku, to codziennie
nadarza się okazja do ucztowania u tego czy tamtego. Nieraz wybór przyjęcia,
które odbywają się tego samego dnia jest tak trudny, że hobbici, by uniknąć
podobnych niezręcznych wyborów starają się zawczasu znaleźć w sąsiedztwie
osoby obchodzące urodziny w ten sam dzień, co oni i decydują się na wydanie
wspólnych balów - znacznie wystawniejszych i dłuższych. Warta wspomnienia
jest tu też sprawa samych prezentów: najczęściej są to drobne przedmioty
mające przypominać solenizantowi ofiarodawcę, choć zdarza się, że co sprytniejsi
wykorzystują taką okazję, by pozbyć się z norki dziesiątków nietrafionych
podarków z własnych, poprzednich urodzin. W ten sposób duża część prezentów
wędruje przechodnio między hobbitami i przez co, co jakiś czas dochodzi
do niezręcznych sytuacji, gdy prezent po pewnym czasie wraca do ofiarodawcy,
z rąk kogoś zupełnie innego, niż pierwotny adresat upominku. Rzeczą niespotykaną
chyba nigdzie indziej, a wśród hobbitów nieraz praktykowaną jest ofiarowywanie
różnych drobiazgów gościom przez solenizanta. Ten miły gest jest kolejnym
powodem tak dużej popularności tych imprez wśród hobbitów.
Tedy po dotarciu do norki zabrał się za przeszukiwanie szaf, mrucząc
przy tym pod nosem. Wybór prezentu dla Toma okazał się trudniejszy niż
biedny pan Hairfoot się spodziewał. Nie chciał dać Tomowi niczego niegustownego,
gdyż bardzo lubił tego hobbita. Po długich poszukiwaniach zdecydował się
podarować mu talię bardzo starych i przepięknie zdobionych kart (które
nabył kiedyś całkiem tanio od wędrownego kupca). Resztę przedpołudnia
Tedy spędził na pakowaniu prezentu i przekąszaniu przy tym tego i owego.
Gdy skończył już tę pracę wyszedł z domku z zamiarem zakupienia kilku
produktów do swojej spiżarni. Południowe słońce uraczyło go swym ciepłem,
więc hobbit uśmiechnął się i przeciągnął rozanielony. Idąc w stronę centrum
Michel Delving spoglądał na przeciwległy pagórek ciągnący się ze wschodu
na zachód po przeciwnej stronie Gościńca przecinającego miasto. Prawie
cały poznaczony był zielonymi liniami stanowiącymi miedze oddzielającymi
pola i sady. Tedy przez chwilę pogwizdywał wesoło, lecz po kilku minutach
przerwał i począł wsłuchiwać się w odgłosy miasta i dzikiej przyrody.
Hobbici nauczyli się wyśmienicie współżyć z naturą. Pielęgnowali lasy,
w zamian biorąc tyle drewna ile im było potrzeba. Pola uprawne nigdy nie
były większe niż wymagało tego utrzymanie rodziny, więc nie było potrzeby
karczowania dużych powierzchni lasu. Pomimo iż dziczyzna była niewątpliwym
przysmakiem w hobbickich gospodach, to jednak zapotrzebowanie na ten produkt
nigdy nie był zbyt wygórowany, dzięki czemu okoliczne lasy wprost roiły
się od zwierzyny. Shire było krajem zielonym i czystym. Nigdzie nie uświadczyłbyś
nawet jednego papierka rzuconego na ziemię - i to nie za sprawą szeryfów
pilnujących porządku, których w całki kraju była zaledwie garstka, lecz
dzięki dobremu wychowaniu małych hobbitów i ich niewątpliwemu zamiłowaniu
do przyrody.
Nic więc dziwnego, że Tedy idąc ścieżką słuchał zarówno śpiewu tuzinów
ptaków mających gniazda na okolicznych drzewach (porastających niemal
każdy wolny skrawek ziemi), jak i muczenia bydła na pastwiskach i pienia
kogutów w kurnikach.
Ścieżka doprowadziła go po kilkunastu minutach do większego budynku mieszczącego
sklep z warzywami prowadzony przez panią Belladonnę Warwick zwaną przez
okoliczna dzieciarnię babunią z okienka (a to z powodu jej ciągłego przesiadywania
w swoim sklepiku, z którego wyglądała całymi godzinami przez małe okienko
zachęcając przechodniów do nabywania jej towarów).
- Dzień dobry pani Warwick, jak się pani dziś miewa? - przywitał się
grzecznie Tedy.
- O! Młody Hairfoot. Jakże się cieszę, że pana widzę - odparła. - Mam
się całkiem dobrze, nawet to uporczywe strzykanie w plecach już trochę
zelżało.
- Naprawdę miło mi to słyszeć.
- Czymże dziś mogę służyć Tedy?
- Poproszę tuzin jaj, worek mąki i kilka szczypt tymianku - wyrecytował
Tedy martwiąc się, by czegoś nie pominąć.
- Służę uprzejmie - odpowiedziała babunia podając klientowi zamówione
produkty.
- Dziękuję bardzo, pani Warwick.
- Niech pan częściej do mnie zagląda. Jutro będę miała kilka rzadkich
przypraw z Bree.
- W takim razie wpadnę na pewno - zapewnił Tedy.
- Czy słyszałeś już, że dziś u Blackbirda będzie nawet burmistrz?
- Proszę, proszę, a to się Tom urządził - zaśmiał się hobbit. - Tomba
Whitfoot na przyjęciu Blackbirda, kto by pomyślał.
Burmistrz Michel Delving był jedynym realnym urzędem w Shire. W jednej
osobie łączył funkcje zarządzania miastem i częściowo całym kraikiem,
a także nadzorował szeryfów patrolujących granice Shire i jako Najwyższy
Poczmistrz doglądał pracy listonoszy (tych w Shire było całe mrowie, ponieważ
hobbici pisywali do siebie chętnie i często - nawet do osób, do których
mogli dojść spacerkiem w ciągu jednego popołudnia). Do jego funkcji, choć
nie mówiło się o tym głośno należało też w miarę częste odwiedzanie wszelakich
bankietów i imprez okolicznościowych.
Tedy pożegnał się ze sklepikarką i skierował się do domu. Nie będziemy
mu więcej przeszkadzać i pozwolimy w spokoju przygotować się do wieczornego
przyjęcia. Skupimy się za to na podsumowaniu tego, czego dowiedzieliśmy
się o hobbitach.
PODSUMOWANIE
Hobbici, to niewielki ludek zamieszkujący norki ziemne w swoim własnym
kraju - Shire (część z nich żyła także w sąsiednim Bree). Wiodą spokojne,
sielankowe życie pełne jedzenia, zabawy i jedzenia. W pracy zajmują się
głównie rolnictwem i wytwarzaniem przedmiotów użytku codziennego. Są płochliwi
i nieufni w stosunku do innych ras, za to kochają i szanują przyrodę.
Pomimo małego wzrostu i puszystej budowy ciała nie brakuje im odwagi -
zawsze gotowi są stanąć w obronie własnej ziemi lub pomóc innym w potrzebie.
Grzeczność i uprzejmość, to ich metoda na wygodne codzienne życie.
Na tym zakończymy nasze spotkanie z hobbitami i ich światem. Mam nadzieję,
iż dzięki temu opracowaniu uzyskałeś Drogi Czytelniku wyraźną odpowiedź
na pytanie: kim są hobbici? Osoby bardziej wymagające odsyłam do lektury
"Hobbita" oraz "Władcy Pierścieni", książek stanowiących
pokaźny wypis z kronik końca Trzeciej Ery sporządzonych w połowie minionego
stulecia przez wyśmienitego badacza kultur tamtego okresu - Johna Ronalda
Tolkiena.
Kończąc życzę Ci jeszcze, aby Twoje życie jak najbardziej przypominało
żywot hobbicki - pełne było spokoju, wygody i dobrego jedzenia.
|