W raportach będę raczej starał się pokazywać oczami postaci jak wygląda świat
CP2020 w czasie wykonywania najprzeróżniejszych misji i zadań. Czasem będę
również pokazywał jakie rozterki moralne przeżywają postaci. Po co to? Może żeby
gracze mogli bardziej się wczuć i zrozumieć świat CP2020, przynajmniej po mojemu.
      
Stąd widać tylko niebo lub całe miasto jeśli spojrzy się w dół. AV'ka medyczna
na tej wysokości to pewnie kolejny niezidentyfikowany obiekt na czyichś radarach.
Zatrzymaliśmy się. Ostatnie namiary sygnału z karty.
- Jesteście gotowi!? - krzyknął pilot.
- Ruszaj! - odpowiedział jeden z medyków, przypinając się do fotela.
Silniki przygasły. Kilkutonowy pojazd o napędzie wektorowym zaczynał niemal
bezwładnie spadać w dół. Przeciążenie chciało wgnieść nas w sufit.
- 10...9...8 - miarowy głos komputera odliczał czas do odpalenia silników. Jeśli
teraz komuś było choć przez chwilę niedobrze to hamowanie go załatwi.
- 3...2...1.
      
Teraz huk silników dało się odczuć. Fotele ustawione były tak by jak najlepiej
złagodzić przeciążenie, jednak były to chyba pozory, bo jakieś 8G to nie byle co.
AV'ka stanęła w miejscu. Jeden z Riperdock'ów nie wytrzymał, zemdlał. Cholera,
jednego mniej, gorzej dla akcji. Drugi lekko otrząsnął się dając do zrozumienia,
że żyje, a tym samym nie reaguje dobrze na takie przeciążenia. Sama AV'ka
zatrzymała się jakiś metr od sterty gruzów i sygnału z karty Trauma Team.
- AKCJA! - Krzyknąłem i po ostatnim rzucie okiem na ekran z sygnałem otworzyłem
drzwi pojazdu wystawiając najpierw ciężki karabin. Doktor ze wszystkimi
potrzebnymi zabawkami wyleciał zaraz po oddaniu przeze mnie serii ostrzegawczej. Z
głośników już od jakichś 3 sekund wydobywało się ostrzeżenie: Jesteśmy zespołem
Trauma Team... dalej będzie, że przylecieliśmy tylko po rannego i że
ostrzeliwanie nas jest niezgodne z prawem federalnym bla, bla, bla.
- Tutaj! Krzyknął drugi z Solo wskazując miejsce, gdzie leżał nasz klient, lufą od
karabinu. Lekarz ruszył natychmiast. Gdy kurz opadł prawie całkowicie można było
zobaczyć, już bez gogli, kilku przerażonych i pijanych punków stojących niemal w
bezruchu i patrzących jak zabieramy jednego z nich. Właściwie dopiero wtedy
odsapnąłem. Czysta akcja to kolejny wrzód mniej. Czasem jednak nie jest tak
łatwo, a te kilkanaście sekund to cała wieczność...
- Ten będzie OK.
- Masz o nim dane?
- Powinny być w Newtonie, zaraz poszukam.
- Dobra bierzemy go, oceniam wahania na 10-15%.
      
Szybkim ruchem, niemal płynnym, otworzył drzwi od strony kierowcy. Zanim je
zamknął obok siedział już jego pasażer ze wzrokiem utkwionym w ekran Newtona.
- Nie mogę znaleźć, może pod innym hasłem.
      
Nie czekał długo i ruszył natychmiast, zostawiając po sobie niemal rozpuszczony
asfalt w miejscach napędu magnetycznego.
- Kurwa. Mamy ogon.
- Psy? To niemożliwe.
- To nie Psy to konkurencja z centrum. Mieli fuksa, namierzając nas. Skurwysyny,
chcieliby namierzyć nasz warsztat. Spróbujemy im uciec. Trzymaj się.
- Aaaa, czekaj co z parametrami?
- Będę improwizował.
      
Pasażer jeszcze szybciej zaczął manipulować urządzeniem w poszukiwaniu danych.
Kierowca natomiast włączył tylko systemy bezpieczeństwa na maksimum i
przyspieszył. Po dopasowaniu foteli i przypięciu pasażera i kierowcy, samochód
wyrwał niemal z miejsca, a licznik wskazywał jakieś 200 km/h.
- Kurwa, ma blokadę już przy dwustu. Zostaw dane, rozwalaj blokadę.
Pasażer szybkim ruchem podłączył się do pokładowego komputera i w chwilę później
"wbiło" ich w fotele.
- Nie są źli. Teraz jak wiedzą, że my wiemy możemy się już tylko pościgać.
- Poczekaj zaraz znajdę dane.
- Pieprzę dane, mówiłem ci - do 15%.
      
W niespełna chwilę znaleźli się na autostradzie międzymiastowej. Było po
południu. Samochody jak zwykle tasowały się wzajemnie zgodnie ze znakami
drogowymi, mknący samochód między niemal stojącymi pudełeczkami z ludźmi zdawał
się nie widzieć znaków. Licznik i tak kończył się przy 300km/h jednak czuć było
powolny przyrost prędkości.
- Przestań, bo nas wyślesz do szpitala.
- W dupie mam szpital, dane których nie możesz znaleźć i ich, bo siedzą nam na
ogonie. Trzymaj się, zrobimy numer z kolejką górską.
      
Szybkim ruchem zjechali z autostrady zawieszonej na jakieś 5, może 7 metrów nad
ziemią. Było widać, że zna doskonale trasę, bo gdy samochód zjechał z autostrady
i ruchem spiralnym zaczął okrążać zawieszoną w powietrzu drogę, na twarzy
kierowcy uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej.
- Mam dane. KURWA, mamy 28.6% PRZESTAŃ.
      
Właściwie to niemal w tej samej chwili leżeli już poziom niżej podwoziem do
góry, a gaz wypełniający był wszędzie. Kierowca wysiadł pierwszy, pokiwał głową i
ruszył w kierunku drogi, oddalonej o jakieś 5 metrów. Płynny gaz powoli zaczął
wylewać się z samochodu jak galaretka. Pasażer zakasłał kilka razy i otrzepując
się ruszył za kierowcą, który nawet nie zareagował w zbliżony sposób.
- Musimy złapać stopa, albo będziemy walić pieszo jakieś 1,5 km do najbliższego
telefonu pomocy drogowej.
      
Właściwie gdy to mówił wzrok jego utkwiony był w wielki drogowskaz z nazwami
miast i napisem AUTOPOMOC 1,5 km. Teraz dopiero żałował, że nie kupili komórek
przerobionych do używania na autostradach.