NATCHNIENIE, czyli pisanie i krytyka to nie wszystko.



       Dziś o czymś nieuchwytnym, o czymś czego w zasadzie nie widać, a ma wielki wpływ na wszystkich tworzących. Wszystkie poniższe przykłady to moje doświadczenia i nie wiem czy i jak zadziałają u innych, jednak spróbować warto.
       Czasami siedzę przed klawiaturą i nie mogę nic wymyślić. Robię ćwiczenia rozgrzewkowe (wygląda to tak, że rzucam sobie jakieś hasło i wypisuję wszystkie skojarzenia, czasami przeprowadzając analizę czegoś takiego pomysły same wpadają do głowy) ale niekiedy również nie pomagają. Zostawiam więc pisanie i idę z psem na spacer i o dziwo niemal zawsze gdy przyjdę to coś napiszę. Chcę właściwie powiedzieć, że nie ma idealnego sposobu by mieć natchnienie. Zresztą co to jest natchnienie? Niekiedy siedzę i coś wpadnie mi do głowy, a zawsze pod ręką trzymając dyktafon, nagrywam moje myśli i niekiedy kilka zdań wystarczy by coś napisać, a czasem z całej kasety pomysłów tylko kilka znajdzie zastosowanie. Jednak natchnienie, moim zdaniem, powinno być raczej interpretowane jako tworzenie. Samo pisanie to już poddawanie się natchnieniu.
       Ile razy jesteśmy pochłonięci jakąś czynnością nawet nie potrafimy stwierdzić czy robiliśmy to pod wpływem natchnienia, jednak lepiej jest wiedzieć, że takowe się posiada (przynajmniej okresowo). Chcę powiedzieć, że natchnienie to raczej droga, którą idąc przemierzamy szlak naszych działań. Gdybyśmy niekiedy nie odczuwali niemożności tworzenia to nie wiedzielibyśmy czym owo tworzenie jest naprawdę. Czasami wieczorami po kilka godzin siedzę przed ekranem monitora i wystukuję mozolnie zdania i wiem, że to co robię to jakby przeniesienie wewnętrznej energii na wyrazy, zdania, strony. Jednak największymi natchnieniem jest chyba uczucie. Miłość i jej stany to wspaniałe bodźce do tworzenia i widać to zresztą w sztuce.
       Czasem łatwiej jest napisać coś do kogoś kogo się kocha, niż tak po prostu dla samego napisania. Inaczej się spogląda na świat gdy jesteśmy zakochani, smutni lub kogoś nienawidzimy. Nie twierdzę, że powinniśmy sobie znajdować sytuacje w których moglibyśmy być poddawani takim uczuciom, ale nawet zbytnio nie musimy się wysilać by odczuwać stany, które by nas natchnęły. Bardzo ważne jest tutaj nastawienie. Jeśli wstanę rano i powiem sobie, że dzisiaj spotka mnie coś co skłoni do napisania wiersza i uwierzymy w to, to zanim się obejrzymy wiersz ów będzie skończony. Tematów do opisywania jest mnóstwo - wzięcie zwykłej gazety i ustosunkowanie się do jakiegoś artykułu to już dużo. Ja używam niekiedy dość dziwnej metody szukania pomysłów (czyli w zasadzie natchnienia). Siadam przed telewizorem i oglądam teledyski, przed sobą mam kartkę i ołówek. Teledyski to takie krótkie filmiki na których dzieje się wiele i mój mózg (przynajmniej tak mi się wydaje) poddawany jest bombardowaniu setkami skojarzeń na minutę co w rezultacie niemal zawsze owocuje pomysłami, potem wystarczy je dobrze przemyśleć i coś z nich wyciągnąć. Wiele moich pomysłów czeka na opracowanie i chyba na natchnienie. Czyli w takim razie same pomysły to jeszcze nie natchnienia?
       Oczywiście natchnienie nie przychodzi z nikąd. Musimy pobudzać nasz mózg by stał się receptorem natchnienia, bo bardzo łatwo jest powiedzieć, że się nie miewa takowego. Nie mówię o wielkich rzeczach. Osobiście myślę, że w moim przypadku granie w RPG również wywarło duży wpływ na moją twórczość w ogóle. Gry fabularne to kopalnie zachowań i pomysłów na wszelkie przejawy twórczości.
       Wracając jednak do samego natchnienia to wydaje mi się, że każdy ma własną definicję tego tworu. Dla mnie odzwierciedleniem natchnienia są moje prace i choć nie są one wybitne to powstawały w atmosferze niemal euforycznej. Jeśli wiem, że pisanie sprawia mi przyjemność to czy powinienem szukać czegoś co ma mi w tym pomagać, czy też po prostu pisać, a owo coś przyjdzie samo? Zatem określenie natchnienia jako pracy w niemal oderwaniu od rzeczywistości (utrata poczucia czasu, miejsca itp.) to chyba prawda. Dlaczego zatem nie mówimy, że przeczytaliśmy książkę pod natchnieniem, albo oglądnęliśmy film. Czasem ktoś tak powie i przechodzi to jakby niezauważone, bo zwykliśmy uważać natchnienie jako coś większego, a tak naprawdę w każdej dziedzinie życia jest nam ono potrzebne i choć nazywamy je chęcią do pracy czy ochotą na zrobienie czegoś to niewątpliwie jest to dość enigmatyczne zjawisko, a poszukiwanie go powinniśmy traktować za zakończone gdy chcemy coś robić.



GTS