Długie chwile (Arkham cz. 3)



       Ze względu na to iż gazeta (Arkham Voyager), publikuje wiele różnych artykułów, i właściwie chodzi jej jedynie o czytelników, a w tej sprawie dość energicznie owi się udzielają - postanowiono zająć się sprawą pacjenta zakładu psychiatrycznego dogłębniej i dlatego publikują oni twórczość owego człowieka wraz z komentarzami prowadzonego dochodzenia w jego sprawie. Dodano również tytuł i utworzono dział, by czytelnicy mogli znaleźć w nim również inne podobnie tematycznie rzeczy. Tytuł ten brzmi "Długie chwile" - był to komentarz na jednej ze stron notatek naszego twórcy, dotyczący jego zapisków.





       Pacjent nadal jest w śpiączce. Szpital jednak udostępnił nam pamiętnik, a raczej luźne zapiski sprzed kilku miesięcy. Po zredagowaniu i dekryptowaniu, bo dopiero czwarty grafolog mógł je odczytać, prezentujemy ich fragmenty - te które mogliśmy odczytać. Mimo iż są one niekompletne postanowiliśmy je zamieścić.





       Cały błękit jaki w życiu widziałem, wszystkie jego odcienie, były niczym w porównaniu z tym co tam widziałem. Cały spokój jaki byłem sobie w stanie kiedykolwiek zapewnić, był niczym w porównaniu ze spokojem jaki tak widziałem. Jednak nie wiem dlaczego postanowiłem, bo nie potrafię znaleźć teraz jakiegokolwiek logicznego powodu, by wrócić. Będę nadal szukać tego co tam widziałem i czułem tutaj, w świecie w którym tak łatwo zatracić wszelkie czyste sądy, wszelkie wartości...

Umknąłem.
Chciałem uciec.
Pozorna chwila.
Wszystko ulatuje.
Chyba coś mi zostało?
Nawet nie pamiętam.

       Ile jest warta chwila? Mówią, że życie jest bezcenne, a codziennie wyceniamy je na nowo, choćby w czasie wojny życie jest warte mniej niż w czasie pokoju. Gdyby tak wycenić chwile: niech każdy wyceni tylko radość lub szczęście. Skoro to taka abstrakcja to dlaczego nie umiemy dawać tych uczuć - nas to czasem nie kosztuje nic...

       Kiedyś widziałem dwóch młodzieńców, bodaj z pobliskiego uniwersytetu, siedzących w parku. Słysząc jednak dość dziwny dialog owych młodych ludzi zacząłem poważniej zastanawiać się nad ich zachowaniami. Dialog ów brzmiał mniej więcej tak:

- Wierzysz w to?
- Tak.
- Potrafisz to wyjaśnić?
- Nie za bardzo.
- To w co ty wierzysz?
- ...

       Jako ścisły umysł zacząłem analizować owe zachowania znanymi mi naukowymi podstawami psychologii. Jednak, nie wystarczały mi one w sposób bardzo wyraźny, i muszę dodać iż nie było to brakiem moich kompetencji. Zacząłem przyłapywać się na myśleniu iż wolę zakładać, że mamy możność tworzenia rzeczy niemal mistycznych, magicznych, czy po prostu tak bardzo niezrozumiałych przez innych, a dopiero po bardzo głębokiej analizie potrafiących olśnić, bez jakiejkolwiek wyjaśniania. Jednak wielu próbując wyjaśniać dochodziło do wniosku iż są rzeczy w które po prostu trzeba uwierzyć. Myślę iż jest to tylko jeden z punktów widzenia - o ślepcach mówi się iż nie widzą, czy to zawsze prawda.
       Tak, ludzie mają jeszcze wiele tajemnic, które chciałbym poznać. Cały czas błądzimy z promykiem światła i uznajemy go za całe istniejące światło. Niekiedy udaje nam się odkryć, że może istnieje dzień: nazywamy go, definiujemy i dalej wielbimy promień...





       Musimy przyznać iż nie było nam wiadome, że pacjent był kiedyś naukowcem, nigdzie nie ma jakiejkolwiek o tym wzmianki. Nie wiemy, czy jest to objaw choroby - wymyślanie rzeczy w których się nigdy nie uczestniczyło, czy może jest w tym trochę prawdy. Lekarze nadal utrzymują iż pacjent jest anonimowy, a nasze dochodzenie nie przyniosło żadnych rezultatów w sprawie ustalenia jakichkolwiek danych pacjenta. Na razie pozostaje nam czekać aż przebudzi się ze śpiączki i może cokolwiek nam wyjaśni.



Redaktor Naczelny "Arkham Voyager"
GTS