Twierdza



- Przestań się obawiać, nic nam się nie stanie - odrzekł ze zniecierpliwieniem Norahim.
- Jeśli Ci ludzie z wioski mówili prawdę, to nie wyjdziemy z tego zamku żywi, tak jak cała reszta śmiałków, którzy próbowali odkryć tajemnice tego miejsca - wahał się Roton.
- Słuchaj, każda twierdza, choćby nie wiem jak pilnie byłaby strzeżona, jest do zdobycia i właśnie ja tego dokonam, z tobą, albo bez ciebie. A z tego co mówili wieśniacy, to tam nikogo, nigdy nie widziano, więc czego się bać. A jeśli chodzi o tych co byli tu przed nami, to pewnie znaleźli oni tam skarby o jakich nam się nie śniło, a że nie chcieli się tym z nikim chwalić, więc wzięli co mogli i uciekli w odległe strony, aby tam żyć w dostatku - wywnioskował. Bierz swój plecak i wchodzimy do środka.
- Jesteś pewien, że powinniśmy wejść główną bramą - zapytał Roton.
- Nie mamy czasu na biadolenie. Idziesz czy nie? - odparł zniecierpliwiony do granic Norahim.
- A jeśli... no dobra, idę.
       Zarzucili swoje ciężkie pakunki na plecy i zaczęli piąć się pod górę. Zamek stał na szczycie wzgórza. Był to bardzo stary zamek, nawet najstarsi nie pamiętają kiedy został zbudowany, a co dziwne ma on tylko jedną wieżę, ale za to ogromnych rozmiarów. Nie otaczał go żaden mur. Jeszcze nie tak dawno zamek ten był siedzibą orków, którzy na polecenie Saurona "opiekowali" się tymi okolicami. Nadeszły jednak dziwne czasy i przestano ich widywać w tych rejonach, zamek opustoszał, przyciągając co raz większą uwagę okolicznych mieszkańców. Chciano się dowiedzieć co spowodowało, tak szybkie zniknięcie tych wstrętnych potworów. Mimo, że wielu śmiałków, ze wszystkich stron Śródziemia nadciągało w te okolice, aby odkryć tajemnice zagadkowej twierdzy, do dnia dzisiejszego żaden stamtąd nie wrócił. Legenda głosi, że pod zamkiem znajduje się ogromny tunel, który wykopali słudzy Czarnego Władcy. Prowadzi on na drugą stronę łańcucha górskiego. Jednak nikt nie jest w stanie potwierdzić, że ten mit znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zamek jest otoczony z trzech stron górskimi szczytami, jedynie od strony południowej był on odsłonięty. Z tej właśnie strony nadciągali wędrowcy. Jako, że zbocze było dość strome zmęczyli się oni niemiłosiernie.
- Przeszliśmy już połowę tego pagórka, może przysiądziemy w cieniu, pod tym drzewem - zaproponował Roton, wskazując na jedyne drzewo stojące na tej pochyłej polanie. Było to stare, duże drzewo o koronie rozpościerającej się na wszystkie strony.
       Roton i Norahim z chęcią usiedli w cieniu drzewa delektując się chłodem cienia, jako, że słońce świeciło dziś mocniej niż zwykle. Spoceni i zmęczeni regenerowali swoje siły popijając wody z bukłaków. Wiaterek lekko powiewał, co powiększało ich ukojenie. Już od 15 dni maszerowali i mimo, że tak blisko są celu czują co raz większe zmęczenie. Dzisiejsza wspinaczka wycieńczyła ich do granic, dlatego minęło dużo czasu zanim byli zdolni iść dalej. Zjedli parę sucharów, a także trochę wędzonego mięsa, po czym Norahim nie mogąc, ze zmęczenia, powstrzymać powiek od zamknięcia, zasnął w wysokiej trawie, oparty o plecak. Roton w tym czasie szwendał się po okolicy. Jako, że słońce zachodziło już za horyzont, to postanowił wrócić do miejsca, w którym spał jego kompan.
- Jak się spało? - zapytał Roton.
- Bardzo dobrze, czuje się jak nowo narodzony. A czym ty się zajmowałeś podczas mojej nieobecności?
- Szukałem jakiś ciekawych okazów ziół, ale nie znalazłem nic szczególnego.
- Myślę, że do zamku powinniśmy udać się o świcie - zaproponował Norahim.
- Niezły pomysł, a na razie możemy rozpalić ognisko i zjeść coś ciepłego.
Nazbierali trochę chrustu, po czym odgarnęli trawę i otoczyli kamieniami teren wyznaczony na palenisko. Roton wyjął swój polowy zestaw do gotowania, który składał się dwóch stojaków, kociołka, dwóch misek i kompletu sztućców. Umocował rusztowanie, po czym hubką rozpalił ognisko. Z wcześniej nazbieranych grzybów zaczął przyrządzać zupę. Następnie wyjął z plecaka dwie drewniane miseczki i nalał do nich przyrządzonej strawy.
- Niezła zupka - pochwalił Norahim.
- Dziękuje, starałem się jak mogłem. Prześpię się teraz, a ty tymczasem stój na warcie.
Roton oparł głowę o plecak i zasnął. Norahim natomiast zjadał ostatki grzybowej zupy. Dziwiła go zupełna cisza, która panowała w okolicy. Gdy skończył jeść, wstał i zaczął spacerować nie oddalając się od legowiska. Ognisko powoli gasło. Gdy znudziło mu się chodzenie, usiadł i oparł się o drzewo. Rozmyślał o swoim życiu. O rodzinie, którą zostawił w domu, o Rotonie, o tym jak się poznali.
       Nagle usłyszał świst strzały. Gdy się obrócił dostrzegł ją wbitą w drzewo tuż koło jego głowy. Energiczny ruchem chwycił za topór, który leżał w trawie. Chciał wstać, ale nie mógł się ruszyć. Nie miał czucia w nóg. Zaczął się czołgać. Chciał obudzić Roton'a, ale nigdzie go nie było. Słyszał za sobą szelest trawy, który stawał się co raz głośniejszy. Czuł, że ktoś jest coraz bliżej. Gdy się obrócił ujrzał wysokiego wojownika w czarnej zbroi i z ogromnym mieczem, który krzyknął: "GIŃ" i dźgnął go mieczem.
- Aaaaaa - krzyczał rozwścieczony Norahim.
- Spokojnie - odparł Roton. To był tylko sen.
Chwila minęła, gdy doszedł do siebie.
- Co? Męczą Cię koszmary nocne? - zapytał rozweselony Roton.
- Co się tak cieszysz? - burknął zły Norahim. Mi wcale nie jest do śmiechu. Myślałem, że to już po mnie.
       Słońce powoli zaczęło wynurzać się z za gór. Obaj podróżnicy założyli na siebie plecaki i ruszyli w dalszą drogę. Gdy byli już blisko zamku dostrzegli, że jego mury są w doskonałym, wręcz nie naruszonym, stanie. Wyglądał, jakby był wczoraj zbudowany.
       Norahim chwycił swój toporek w prawą rękę, Roton zaś wyjął swój oburęczny miecz z pochwy. Podeszli do bramy. Była lekko uchylona. Niepewnie weszli do środka. Ich oczom ukazał się długi wąski korytarz. W środku było jasno, mimo że nigdzie nie widać było okien ani pochodni. Pewnym krokiem zaczęli stąpać, obserwując ściany wykonane z doskonale obciosanych kamieni. Na samym końcu korytarza ujrzeli taką samą bramę jak wejściowa. Otworzyli ją i weszli do środka. Ich oczom ukazała się duża sala. Z lewej strony, z okien umieszczonych dość wysoko, do pomieszczenie wdzierały się promienie wschodzącego słońca. Po obu stronach stały dwa, bardzo długie stoły. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające malownicze krajobrazy okolic. Na wprost nich widniała ściana, na której wisiały miecze, kusze i łuki. W kątach sali stały posągi rycerzy.
       Nagle jedna z figur ożyła i zaczęła podążać w ich stronę z wyraźnym zamiarem ataku. Norahim nie czekał długo. Wskoczył na stół i zamachnął się toporkiem. Chybił. Napastnik dźgnął go mieczem. Roton nie wiedząc co ma robić zaczął uciekać w stronę drzwi, te jednak się zamknęły. Nie pomagały szarpania i kopania. Drzwi nie drgnęły. Obrócił się i zobaczył rycerza, który przed chwilą zabił jego towarzysza. Szedł w jego stronę. Wpadł w furię. Ścisnął mocniej miecz w dłoni i natarł na rycerza. Chwilę później głowa wojownika toczyła się po kamiennej posadzce. Kątem oka dostrzegł ruch w przeciwległym kącie sali, po czym poczuł jak jego pierś przeszywa strzała. Przez chwilę widział przed oczyma wszystkie wydarzenia z jego życia, po czym była już tylko ciemność.

Paweł Montwiłł