Szpieg



On patrzy wciąż na mnie kiedy chodzę nocą
W gałęziach ukryty jest lub gdzieś na dachu
On- w płaszcz ubrany jest swój czarnopióry
Widzi twarz ma bladą, pełną strachu

Nie zawsze ów śledził mię z piekła szpieg rodem
Spotkany w godzinie przeze mnie nieznanej
Kiedym w ciemnej alei stanął ponad grobem
Za bramą cmentarza, gdzie ma ukochana

Ptak to czy zgoła odmienne stworzenie
Co ślad mój nachodzi wszędzie dokąd idę
Na każdy z mych kroków czujne ma baczenie
Wtem - dreszcz mnie przechodzi. Słyszę łopot skrzydeł

Przyspieszam więc kroku za bramy z żelaza
Między wiązy, alejki- tam zgubię tę zmorę
Groby co długo czekały grabarza
Wiem już - najgorszą wybrałem dnia porę

Jakże tutaj strasznie gdy mrok tylko wokół
Przebiegnie przez myśl mą gdy patrzę dokoła
Wiedząc żem nie uciekł łypiącemu oku
Stworzenia co w górze zatacza gdzieś koła

Widziałem go chwilę na pochmurnym niebie
Gdzie księżyc nieczęsto objawia mi twarz swą
Złowrogi jak diabeł w głębokim Erebie
Skrzeczał, umarłym nie dając w nocy zasnąć

Mgła ciężka zasnuła ucieczki mej drogę
A zegar północy wybija hymn w dzwony
Odwracam się w biegu, uwierzyć nie mogę
A ciszę cmentarza drze krzyk przerażony

Ten szatan co kruka przywdziewa powłokę
Na grobie mej lubej siedzi niczym zmora
Swym krzywym hak- dziobem o kamień chrobocze
A nogi mnie niosą dalej. Dalej od potwora!

Coś trzyma mnie w miejscu, choć umknąć stąd pragnę
To wzrok ten i oka ów błysk tak znajomy
On siedząc spoziera swym okiem wciąż na mnie
Ja wzrok ten poznaję! Czyż jestem szalony?

Emocję pamiętam tym wzrokiem patrzoną
Lecz wówczas kto inny niż ptak tak spoglądał
Tą bliską osobą mi była ma żona
Zaś anioł jej nie ten ze światów oglądał

Więc strach mój człowieczy choć z trudem powściągam
I kroki niepewne w jej (?) kierunku stawiam
Ręce z nadzieją obydwie wyciągam
Choć rozum mój krzyczy "Co też ja wyprawiam ?"

Wtem wicher się zrywa, łopot skrzydeł nagły
Nim okiem mrugnąłem, ptaka już nie było
Księżyc chmurą się nakrył, ciemności zapadły
A we mnie pytanie "Czyż to się roiło ?"

I stojąc tak sam wśród cmentarza ciszy
Wiary dać nie mogąc marze uwidzianej
Smutku ogrom po stracie żony mej najbliższej
Wrócił. Padłem na kolana i rzewnie płakałem.


Nog