Po co ten dziennik?
      
Czasem trzeba postawić wszystko i choć los jest wówczas po twojej stronie,
jesteś bardziej "tam" niż gdziekolwiek indziej. Walka uczy przede wszystkim żyć.
Może to dziwne, że śmierć uczy życia, ale w końcu jest to ta sama moneta tylko
jej druga strona. Jeśli postawimy i wygramy zyskujemy coś więcej niż tylko
możliwość przeżycia życia dobrze, zyskujemy zdolność kroczenia po krawędzi.
Codziennie walczymy o utrzymanie się na krawędzi, bo codziennie chcemy żyć tak
jak chcieliśmy. Problemem jest znajdywanie celów tak odległych aby zapomnieć o
życiu i choć czasem zwykłe czynności dnia codziennego przypominają o naszej
drodze próbujemy je tłumić.
O mnie.
      
Zostałem Solo, nie dlatego, że chciałem ale dlatego iż los wybrał mi taką
drogę. Właściwie żyjemy, bo tak chciał los, codziennie się o tym przekonujemy.
Bycie Solo ma jednak dobre strony, jeśli jesteś dobry to eliminujesz swoich
wrogów nie poprzez zabicie ich ale poprzez przeżycie ich, a dobry na pewno nie
oznacza tu dobroci. Po wyjściu z wojska miałem chęć zostać kimś przeciwnym niż
zabójcą, nie oszukujmy się; wojsko w naszych czasach to licencja na zabijanie i
szacunek za to, że jesteśmy jeszcze zdrowi psychicznie, teraz mam potrzebę
niesienia pomocy i choć Trauma Team jest dobrym miejscem do tego, czegoś brakuje.
Czasem ratujemy jedno życie niszcząc kilka innych - gdzie tu jest sens. Gdzie
jest granica, gdzie przestajemy traktować ludzkie życie na równi ze swoim i
dajemy szansę. Na razie droga jest długa. Nie znajduję sensu ale wciąż jestem w
jednej z najlepszych drużyn, wciąż żyję, dlatego jest powód do radości, jest
powód by nadal szukać.
Wpis pierwszy, 27.II.2021
      
Kolejna akcja: Stanęliśmy cicho w powietrzu. Mieliśmy już obraz sytuacji na
dole i plan jak zabrać karciarza. Zraszacze przygotowane, pasy zapięte, doktorzy
w pogotowiu... Opadamy. Drzwi się otwierają i pada pierwsza seria tapując kilku
na raz. Teraz zaczynam się zastanawiać dlaczego nie posłuchali ostrzeżenia z
megafonu, pada następna seria usypiając kolejnych kilku - czy oni nigdy się nie
nauczą. Koniec akcji. Strat w ludziach zero, strat w sprzęcie: 100 pocisków, 2
granaty dymne, kilkadziesiąt litrów paliwa na całą akcję. Kolejna gwiazdka na
tablicy obok nazwy drużyny. Tłumaczenia, że sami są sobie winni nie wystarczają.
Ustalenie pierwszej zasady: nie strzelać do uciekających. Kolejne pomysły na
drugą i trzecią; usprawiedliwienia czy objawy człowieczeństwa?...
      
Kolejna akcja: Bezpośrednie i zaskakujące lądowanie, zanim pilot włączył
megafon doktorzy pakują kolejnego klienta do AV'ki. Kilka strzałów mojego cienia.
Kilku kolejnych do przemyślenia. Po kolejnej gwiazdce pomysły na bardziej
humanitarne akcje; na które i tak "nie ma czasu". Następne wezwanie i znów ubytki
w magazynkach. Za często używam słowa kolejny, może to oznaka znieczulenia;
bezosobowe ciała leżące na ulicy, przestałem je liczyć po kilku dniach służby. Po
powrocie jakaś papka w stołówce i pretensje barmana o siadanie na widoku co w
konsekwencji "płoszy" mu klientów; przez jakieś starcie po którejś z akcji -
wyrok w zawieszeniu ze względu na nienaganną służbę - już zatarłem twarz w
pamięci, za kilka dni zniknie nawet pamięć samego zdarzenia.
      
Koniec dnia: Mały pokój pozwala skupić myśli. Nie mogę pogodzić się z myślą o
kolejnym dniu i wymazywaniu twarzy. Liczę zabitych żeby pamiętać cenę mojego
zrozumienia. Pomysły na kilka usprawnień akcji. Czyszczenie sprzętu. Telewizja
dla zabicia myśli. Zasypiam na jakieś 6 godzin przed pobudką, przedtem
rozmyślając nad błędami z akcji; normalna procedura. Jeszcze przed zaśnięciem
rozważam nieoficjalne priorytety Traumy: Sprzęt, Załoga, Klient. Brak logiki
przejawia się poprzez instrumentalizację ludzi. Zasypiam na boku, rano i tak
zapomnę dzisiejszy dzień; rutyna.