|
Dimensions
przeszedł już kondukt
miastem umarłych
przez zmierzchu echo i uśpione budowle
gdzieś pośrodku świata
zwarł się czas
i zwarła się przestrzeń
łzy wyschły
nienawiścią spalone
jak ogniem wiecznym
nie potrafię już
bez lęku zasypiać
w trumnie moich myśli
i noce coraz dłuższe
powietrze coraz gęstsze
zbyt szybko
zbyt wiele
zbyt daleko by iść
siwy ze starości kot płacze
za oknem
na rozstaju dróg
z których nie ma powrotu
pod moimi powiekami
czai się obłęd
w postaci ziarenek piasku
to boli
Nocturne
bezsennie
na dach lasu weszłam
ze sznurem na szyi
ciało swe niosąc uduszone
noc czarnym aksamitem
łóżko mi pościeliła
w oparach chłodu
i patrzę na gwiazdy
uśmiechają się szyderczo
aż do granic absurdu
modlitwy szepcząc
nad trupem świata
w teraźniejszości czekam
więc mnie nie ma
czarny pies wyje
do księżyca
dotknięty płaszczem ciszy
jak kroplą krwi
wyniesioną na ołtarze
przez głupców
żyjących poza sobą
a więc nigdzie
Incarnation
idę tam gdzie nie ma światła
coraz cieńszą ścieżką idę
od snu do snu
na obcasach krwią płaczących
a jakbym tańczyła
i już nie wiem gdzie kończę się ja
a zaczyna
ktoś
inny
Funeral
ciemność jest moim światłem
w niej żyję w niej umrę
ścieżki poplątane
we krwi zatopione
noc od nocy bardziej rozdrapana
coraz ciemniej
coraz ciszej
schodzę w moje ciało
rozdarte
w środek piekła którym się stawałam
tak długo
od świtów w paranoi
i nocy do krwi pogryzionych
do snów zagubionych
gdzieś
na dnie
Styxu
|