Spis treści Świat Mroku

Odcienie Ciemności


Jean Paul Valley
CUD member

Wiersze Jean Paula Valleya

Traktat o stworzeniu


Było ich siedmiu. Każdy Archontem będąc, swemu wspólnemu Stworzycielowi, czoło kładł. Było ich siedmiu. Jeden wśród nich. Na oblicze spojrzawszy zmienił sześciu. Jeden wśrod nich.
Rozgniewany. Swego kochającego odesłał. Pustka. Jedyny. Nie prawdziwy.
Stworzyciela postać siódma. Nie ucieka. Zawieszony nad granicą Swego istnienia. Swego. SWEGO. Rzecz istnienia, objawiwszy. Gniew.
Niezrozumienie. Nad granicą Swego istnienia. Swego. SWEGO. Popatrzywszy załkawszy.
Łza. Pustka. Nie prawdziwy. SWEGO. Podniósł. Pustka. Było ich siedmiu.
Jedyny. Nie ma. Stworzyciel. SWEGO. Myśl, rzecz, uczynek. Pustka. Brud. SWEGO. Spojrzawszy na brud stał się władcą. Brud. Stworzyciel. Odegnany. Nie pamiętam...czoło kładł. Pustka ? Brud. Jam. Swego. Nikogo. Pytanie. Odpowiedź. Brud. Forma. Pustka.
Gdzie. Co. Kiedy. Nigdy. Forma. Znalazwszy brudny istoty rzeczy stan, przedarwszy sie poprzez...Pustka. Wiem. ARCHONT...Złość...Znalazwszy brudny istoty .... Bunt

***

Bylo ich jedyny. Kazdy Archontem będąc, swemu wspólnemu SWEGO, czoło kladł. Bylo ich jedyny. Jedyny wśrod nich. Na oblicze spojrzawszy zmienił brud. Jeden wsrod nich.
Brud elispoidalny. Brud wiele. Jam. Zakochawszy brud SWEGO, zszedł niżej. JAM. Bunt. Nic nie powstrzymawszy Brud na oblicze spojrzawszy zmienił SWEGO...

***

Kara. Pustka. JAM. Pamiętawszy Swego ... NIE! Pamiętawszy Stworzenie...
NIE! Pamiętawszy. KARA na brud. Jam Archont było ich siedmiu, jam jeden. Pamiętawszy. Jasności nie ma za wiele. Pustka ciemnością zatracona. JAM STWORZYCIEL. JAM STWORZYCIEL ! JAM ... też nie ...

 

Machina


Machina olbrzymia na
niebie zaryła swą nową scieżke błękitem.
Za nią na łańcuchach olbrzymich niesie piec granic.
Nie ma małpy na nizinach która nie patrzy za nią.
Ma cierniste lasy rąk z czeluści jej wnętrza wystających.
Wiezie na niziny kolejne małpy lapiąc.
Rusza fałszywa warga czerwieniąc swa droge.
Krew małpich kowadel znosi nizej.
Ogniowo gotując swe potrawy.
Ucieczka od machiny potwornej.
W głebi malpich gron się zaczyna gdy elektryczny wskazuje na granice.
Widoki malpich są nie czerwieniejące na machiny wglad.
Na grani nie ma już ich rak.
Jedna zaczeka na gar.
Potrawa.

 

Katalizator


Sluchał kiedyś wielu utworów literackich wraz z muzyką stworzonych w dwuwymiarowym małym świecie. Do ucha wpadało wiele głosek tworzących skomplikowane myśli. Tłumiące echo własnych idei niszczyło jego dusze.

Teraz siedzi samotny, pozbawiony jęków wielu głosów wypływających z tego cudownego pudła. Spogląda pustym wzrokiem w ściany koloryt, będący mieszaniną barw jakie mogą zaistnieć. Jego dusza jest teraz wolna, ale umysł tworzy ból pustki. Robi wymachy głowy w boczne kierunki jakby mógł w ten sposób zmiejszyc swe cierpienie.

Stal i betonowe dno jego klatki przypomina mu miejsce w którym był do tej pory. Koszula, o wielu mocnych włóknach, powoduje ból ramion. Siedzi już cicho odkad mniejszy zbiór włókien znalazł sie w jego ustach.

Pamieta wczorajszy dzień, gdy najbardziej dał upust swej tęsknocie do literatury z pudła płynącej. Wrzask i jęki musiały zniszczyć tą klatkę, taka była jego idea. Usmiechał sie w owy czas, wrzask przypominał mu o utraconej części umysłu, o echu głosów pulsujacych w skroniach. Ulgi nie doznal tylko cierpienie się wzmogło gdy znów cisza odebrała mu głos.

Przypomni sobie wszystko. Juz zaczął wspominać. Jego pusty wzrok, przypomina okna w opustoszałym domu, które są takie ciemne i opustoszałe.

Widzi swą wątłą sylwetkę unoszacą się nad kruczym scierwem. Jego sylwetka mimo słabości promieniuje siła. Uśmiechając sie dotyka martwej głowy.

Widzi swą wątłą sylwetkę niosącą ciężar planety. Malutcy ludzie obsługują go wielce zaaferowani jego potęgą. Te kruki krążyć zaczynają krążyć nad jego głową. Deszcz i błoto niszczy jego ciało. Wpada w drgawki wywołane płaczem swych martwych myśli.

Teraz siedzi samotny, pozbawiony jęków wielu głosów wypływających z tego cudownego pudła. Iskry ciała skraplają sie na betonie dna. Widzi uśmiech oprawcy z róży serca płynący. Nie zazna już ekstatycznej przyjemności literatury. Tłumiące echo własnej duszy niszczy jego umysł.

Cichy pocałunek odchodów duszy zmienia jego umysł. Juz nie słyszy głosów utworów literatury płynącej wraz z muzyką z tego małego świata.

Na górę strony