Spis treści Fantasy

 

Glabro

Dawno i nieprawda

Dawno, dawno temu...

Kruk pamiętał to miejsce. W czasach kiedy był dzieckiem, bawił się tutaj razem ze Skrzatem, Chmurką i Łysym. Ganiali pośród kwiatów, walczyli na miecze i rzucali potężne zaklęcia. Czasami ścigali motyle, które były tak kolorowe, że aż kręciło się w głowie... To było tak dawno. Od tamtych lat przelał wiele krwi. Zabił wielu wrogów. Stracił wielu przyjaciół.

Pierwszy był Łysy.

Łysy nigdy nie przejmował się tym, że tak młodo stracił swoje piękne, blond włosy. Mówił, że dzięki temu stał się bardziej wyjątkowy. Oni natomiast zawsze śmiali się z jego gołej glacy. Chmurka, kiedy tylko nadarzała się okazja, całowała go w sam jej czubek. Łysy zaraz potem cały oblewał się rumieńcem, wbijał wzrok w ziemię i mruczał coś do siebie. Kiedy jego cała twarz czerwieniała, mówili do niego Zapałka, bo tak właśnie wyglądał. Był strasznie chudy. Skrzat dziwił się, jak ktoś tak kościsty mógł wymachiwać ciężkim mieczem. Nie zmieniło to jednak faktu, że Łysy był najlepszym szermierzem w okolicy. Nikt nie mógł mu dorównać. Nawet Skrzat, którego ojciec od dzieciństwa przyuczał do wojaczki, nie mógł się z nim mierzyć.

Dzień, w którym umarł Łysy, był podobny do dzisiejszego. Niebo zasnute było od horyzontu po horyzont ciemnoszarymi chmurami, wiatr mroził krew w żyłach, a deszcz zacinał tak bardzo, że aż boleśnie. Kruk na samo wspomnienie tego dnia wzdrygnął się bezwiednie i naciągnął mocniej kaptur. Pamiętał, jak razem ze Skrzatem naśmiewali się z Łysego. "Dobrze, że dziś tak pochmurno..." mówili. "...promienie słońca odbite w twojej glacy mogłyby ostrzec Brązowych..." Ale mimo tego, że promienie nie odbijały się w łysinie ich przyjaciela, Brązowi i tak byli gotowi. Doskoczyli do nich jak wściekłe psy do rannej sarny. Kruk i Chmurka zareagowali gdy tylko wyłowili z walczącej zgrai czarodziei. Rzucili kilka zaklęć, zablokowali ich i zostawili rozstrzygnięcie bitwy w rękach siepaczy.

Wielu ich wtedy zginęło. Drobny Pchełka został rozpołowiony jednym cięciem topora. W olbrzymiego Miśka wbili chyba wszystkie włócznie jakie posiadali. Przypominał tragicznego jeża. Żył jeszcze, kiedy podbiegła do niego Chmurka, jednak żaden z jej czarów nie okazał się skuteczny. Wykrwawił się na śmierć. Pniak i Kołek, dwaj bracia bliźniacy, potracili głowy. Było też wielu innych, których imion Kruk już nie pamiętał, albo których śmierć nie była niczym wyjątkowym. Na końcu znaleźli Łysego. Jakiś drań przebił jego czaszkę mieczem. W szklistych, niebieskich oczach przesuwały się ciemne obłoki. Żadne z nich nie odezwało się przez tydzień. Kilka lat później Brązowi zabili Chmurkę.

Ona była zbyt delikatna na tą wojnę. Kruk pamiętał jak ganiał ją po tej łące, wśród kwiatów i motyli. A ona zawsze dawała mu się złapać. Nie Łysemu, nie Skrzatowi. Tylko jemu. Potem podrosła i kiedy przyłączyli się do kompani, nie było mężczyzny, który by się w niej nie podkochiwał. A i ona kochała wszystkich. Nawet pokracznego Skrzata, który, mimo że znał ją od dziecka, mieszał się przy niej okrutnie. Mała kobieta z wielkim sercem. Była za dobra na tą wojnę.

Kruk kochał ją od zawsze. Najpierw jak siostrę, potem jak kobietę. Była promykiem, który rozświetlał te ciemne dni. Samo patrzenie na nią było jak balsam dla jego nękanego rozterkami serca. Lubił wtulać swoją twarz w jej pachnące wiosną, kasztanowe włosy. Lubił czuć jej delikatne ciało obok swojego. Lubił wpatrywać się w jej nieograniczenie błękitne oczy. Lubił całować jej bladoróżowe usta. Lubił kiedy się na niego gniewała, bo nazywał ją Zadartym Noskiem. Kochał wszystko to, czym była Chmurka.

A potem Brązowi ją zabili. Siedzieli przy pniaku i grali w karty. Chmurka jak zawsze, żeby podgrzać atmosferę, obiecała całusa dla zwycięzcy. Robiła to, bo lubiła, kiedy Kruk był zazdrosny i dlatego, że gra stawała się śmiertelnie poważna. Biedny ten, którego złapano na oszukiwaniu. Skrzat zdzieliłby go od Pieszczochem, Kruk zamienił w żabę, a inni uczestnicy zabawy zasztyletowali, udusili, lub otruli. I to wszystko bez procesu. Jeżeli chodziło o całusy Chmurki, to wszystko brano śmiertelnie poważnie. Tego wieczoru Skrzatowi karta szła jak nigdy. Rzadko kiedy wygrywał, a jeśli nawet to Chmurki akurat nie było w pobliżu. Tym razem było inaczej. Wygrywał partię za partią, ściągając zapałki od każdego z uczestników. Kruk rzucał złośliwe spojrzenia na Chmurkę, zupełnie jakby chciał powiedzieć: "I co teraz ladacznico? Będziesz musiała pocałować najbrzydszego z kompani." Ona tylko się uśmiechnęła, stanęła za pokurczem, położyła rękę na jego ramieniu i powiedziała: "Chyba dzisiaj szczęście uśmiechnie się do ciebie, Skrzat." Pokraczny wojownik zaczerwienił się aż po krańce uszu, a Chmurka padła na ziemię z bełtem w piersi.

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. A może powoli? Kruk już tego nie pamiętał. Na pewno czas nie płynął z normalną prędkością. W takich chwilach zawsze wszystko dzieje się albo zbyt szybko, albo zbyt wolno. Czarodziej doskoczył do ciała swej ukochanej. Skrzat wskoczył w krzaki z rykiem, który zmroził krew w żyłach jego przyjaciół, a co dopiero wrogów. Reszta kompani nie wiedząc co robić, poszła w jego ślady. Kruk i Chmurka zostali na polance sami. Odeszła z chwilą, kiedy bełt przebił jej serce. I choć wyda się to egoistyczne, czarodziej żałował, że umarła tak szybko. Nie miał nawet czasu, żeby się z nią pożegnać.

Tego wieczora wojna z Brązowymi nabrała dla niego sensu. Przedtem nie wiedział dlaczego walczy. Zaciągnął się, bo w ten sposób można było zarobić, zwiedzić świat, ale dlaczego walczyć? Nie miał pojęcia. Brązowi nie zrobili mu nic złego. Przemowy dowódców, że Brązowi to wróg, do niego nie trafiały. Podobnie opowieści o ich okrucieństwach. Kruk sam widział, jak jego towarzysze dopuszczali się większych zbrodni i na nikim nie robiło to wrażenia. Jednak z chwilą kiedy umarła Chmurka, narodził się powód do nienawiści. Teraz ta wojna mogła się skończyć tylko po śmierci jego, lub Brązowych.

Dzisiaj Kruk stał na polanie, po której biegał razem z Łysym, Chmurką i Skrzatem. W tamtych dniach świeciło jasne słońce, kwiaty pachniały tak bardzo, że aż kręciło w nosie, motyle muskały ich twarze i wszyscy byli żywi. Dzisiaj... Słońce nie wyjrzało zza ciężkich chmur od kilkunastu dni, ciężkozbrojne wojska rozjechały kwiaty i zamieniły całą polanę w bajoro, od wielu lat nie zwrócił uwagi na motyla... Chmurka i Łysy nie żyli...

- Kruk? - usłyszał za sobą głos starego przyjaciela.
- Jeszcze chwilkę, Skrzat - niski człowiek przytaknął i podszedł kulejąc do czarodzieja.
- Myślisz o niej? - kiedy mówił, blizny na jego twarzy układały się w dziwaczne wzory. Kruk myślał, że Skrzat umrze jako pierwszy. Kiedy walczył, zawsze był w miejscach najgorszych rzeźni. Po prawie każdej bitwie znajdowali go nieprzytomnego, ale żywego. Na tym świecie trzymała go tylko przekora. Jeżeli Skrzat mógł zrobić coś, co nie spodobałoby się Brązowym, robił to. Pewnie dlatego jeszcze żył.
- Myślałem, że z wiekiem zapomnę. - Kruk odwrócił się od swego towarzysza i jeszcze raz ogarnął całą polanę. - Ale to nie jest takie łatwe... Wciąż pamiętam każdy rys jej twarzy... Brzmienie głosu... Smak jej ust... Pamiętasz tą polankę, Skrzat?
- Tutaj się bawiliśmy. Bardzo się zmieniła - mężczyzna stanął przed czarodziejem i rozejrzał się. Prawą rękę miał na temblaku, kolejna rana w kolejnej bitwie, lewą trzymał na wsadzonym za pas Pieszczochu. Wielki topór zakosztował krwi wielu wrogów. Był stary i wyszczerbiony, ale mały wojownik i tak nie chciałby zamienić go na nic innego. Spojrzał swoim jedynym okiem na przyjaciela. - Kruk, musimy już iść. Brązowi są blisko... Jest z nimi Jaszczur. - wypowiadając to słowo po twarzy wojownika przebiegł grymas strachu i nienawiści. Mocniej ścisnął topór.
- Tak. Nie dajmy mu czekać. - położył swoją dłoń na ramieniu Skrzata i poprowadził go w stronę lasu. Tuż przed wejściem między drzewa odwrócił się i obejrzał się na polankę po raz ostatni.
- Kruk, co ci jest? - przyjaciel wyglądał na zaniepokojonego. Czasami nie wiedział, co ma myśleć o magu. Zwłaszcza ostatnio.
- Nie wiem. Chodźmy! - powiedział ruszając nagle do przodu. - Jaszczur czeka.

Na górę strony