Spis treści Świat Mroku

Fundacja


Szymon 'Doxeopotli' Rudnicki
(Guard of CUD)

Miasto nocą

Wstęp do opowiadań

W tekście otwierającym dział Fundacja starałem się pokazać główne frakcje Wojny Wstąpienia. Zaznaczałem też, że ma to być dział, który przybliżyłby Maga ludziom, którzy wcześniej nie mieli z nim do czynienia. W opowiadaniach, które mam zamiar dzięki uprzejmości Inkluza tu publikować chciałbym pokazać co może stanąć na drodze Maga od momentu przebudzenia, do chwili kiedy sam będzie kierował swoim losem. W Maga gra się zasadniczo przedstawicielami Tradycji. W cyklu, który niniejszym inauguruję, chciałbym pokazać klimat gry różnymi Tradycjami. Jak wspominałem różnią się one od siebie zasadniczo, niewiele ma wspólnego "prymitywny" Mówca Marzeń z puszczy amazońskiej i Wirtualny Adept z Nowego Yorku. Żyją zupełnie inaczej, inaczej patrzą na świat, na magye, a jednak potrafią się ze sobą dogadać jeśli zachodzi taka potrzeba. Opowiadania, będą przybliżały kolejne Tradycje, a właściwie, mają pokazywać ich pole działania, ich sposób życia, główne zagrożenia i potencjalnych sprzymierzeńców. Staram się pisać je w taki sposób, aby łatwo można było przerobić je na scenariusze do sesji dla osób, które w Maga grają, pisze również po to, aby dać ogólne pojęcie o tym jak gra może wyglądać dla tych, którzy być może będą chcieli spróbować.

Zapraszam do lektury.

Miasto nocą

Morfeusz, a właściwie "U Morfeusza", całkiem niezła nazwa jak na knajpę. Problem z tym, że jedyna cechą wspólną z Morfeuszem jaką posiada to ksywka właściciela. Nawet to nie do końca było prawdą, bo gospodarz miał ksywkę Morf i sądząc po jego wyglądzie brała się ona raczej od morfiny, niż od boga. Miała jednak swój klimat, zwany przez niektórych smrodem, i coś o czym tylko nieliczni wiedzieli, dziedzinę kieszonkową, która dzięki współpracy miejscowych Magów jak i kwintesencji uwolnionej ze świeżo Przebudzonych Avatarów została niedawno zaopatrzona w Węzeł. Zmierzając do swojego nowego domu Orzech kontemplował to miejsce. Może nie dziwiłoby to nikogo, gdyby nie fakt, ze ubrany był w dres, wygląd miał typowego miejscowego zakapiora i do niedawna traktował Morfeusza jako typową knajpę, gdzie zawsze można było znaleźć frajera, który postawiłby piwko. Jednak Magowie, którzy go Przebudzili mieli rację, jego życie nie było już takie same. Zastanawiał się jak to się stało, że w ciągu jednego wieczora dotarło do niego, że można spożytkować swoje życie, a nie przewegetować na kombinowaniu jak się schlać z dnia na dzień. Magowie obiecali mu moc, nauka już się rozpoczęła, jak to oni powiedzieli "skoro ktoś tak ograniczony jak Ty mógł się Przebudzić i nie zwariować to musi oznaczać, że przewidziano dla Ciebie jakieś zadania". Początkowo oczywiście szlag go trafił i mało brakowało, a ten wychudzony palant, jak wtedy o nim myślał, w garniturze i lustrzankach dostałby tak po pysku, że nigdy by już nikogo nie obraził. Jednak Orzech nie był w stanie go uderzyć, nie wiedział dlaczego, aż do momentu kiedy zobaczył jak mistrz Jock, tak na niego mówili pozostali, rozmawia z policją. Zainteresowali się oni "Morfeuszem" po zamieszaniu jakie wywołały w okolicy ostatnie wyczyny Magów zamieszkujących dziedzinę kieszonkową pokrywającą się z knajpą. Orzech znał glinę, który przyszedł "na rozeznanie", cholerny wąchacz nigdy by łatwo nie odpuścił, a jednak po dwóch zdaniach zamienionych z Jock'em zabrał dupsko w troki i zadowolony jakby wszystko wiedział poszedł i więcej nie wrócił. Knajpa nadal była "czysta" i "spokojna". Stanął przed drzwiami.

- Właź Orzech - usłyszał głos Morfa.

Czyżby on też był Przebudzony? Wszedł do środka taksując Morfa spojrzeniem, ten jak zwykle miał znudzoną minę. Czy tego gościa coś jeszcze w życiu wzruszy, czy zapadł się w swoim światku i nawet nie będzie próbował się z niego wyrywać? Zresztą tak naprawdę nie wiedział o nim zbyt wiele choć bywał w barze, aż za często. Ważne było to, że udostępniał swoją knajpę i krył jak potrafił tajemnicę, którą skrywała.

- Cześć Morf, jest Jock? - przy nim wszyscy tak mówili o mistrzu.
- Jest w kiblu, ale coś wspominał, że wychodzicie, wiec pewnie zaraz wyjdzie - "w kiblu" oznaczało, że jest w dziedzinie i nie życzy sobie, aby mu przeszkadzać. Miał wiec chwilę czasu.
- Nalej browarka Morf, mam wolna chwilkę.
Po chwili wylądował przed nim kufel Królewskiego, ciepłego jak cholera, jak zwykle.
- Mówił może gdzie się wybieramy?
- To nie umawiałeś się z nim - Morf wyraźnie bawił się sytuacją.
- Nie - nie trzeba było komentować, obydwoje dobrze wiedzieli, że Jock nie dzieli się swoimi przemyśleniami.
- No to wiemy tyle samo.

Cholerny Morf, pomyślał Orzech, jak z nim gadać? Zdziwił się po raz kolejny tego dnia jak bardzo się zmienił. Jeszcze do niedawna powiedziałby tylko "no tak" i spokojnie sączył browar, teraz jednak górę w nim wzięła żądza wiedzy. W nim, w kolesiu, który skończył zaledwie zawodówkę, Nie dlatego, że był tępy, tylko dlatego, że nie chciało mu się słuchać wywodów "Panów Magistrów". Był przez chwilę w ogólniaku, próbował, ale jakoś ich wywody nie docierało do niego, czuł że wciska mu się jakiś kit. Boże ile miał szczęścia, że trafił na Jock'a i jego kompanów. Inaczej pewnie zmarłby z przepicia nie dowiadując się nigdy co było ze światem nie tak.

- Długo będziesz medytować, czy możemy już iść? - Jock, pojawił się nie wiadomo skąd. Orzech spostrzegł, że jego kufel jest już pusty.
- Oczywiście, możemy iść.
Wyszli na zewnątrz i skierowali się w stronę parkingu. Zmierzchało.
- Pokażę Ci miasto - odezwał się Jock.
- Znam miasto - riposta Orzecha była natychmiastowa.
- Jasne. I tak Ci pokażę.

Nie było sensu się upierać, jak ten sobie coś umyślił to już nic go nie zbije z tropu. Doszli na Parking, wsiedli do czarnego BMW na Wołomińskich rejestracjach. Czy on zawsze musi szpanować? Skąd on bierze kasę na takie zabawki? Pewnie tworzy na zawołanie, myśl wydała się Orzechowi śmieszna. Jechali przez miasto nocą, niby nic się nie działo lecz Orzech czuł, że coś się świeci. Jock jechał powoli, cyrkulował tak, żeby zatrzymać się na każdych światłach. Kiedy do nich dojeżdżał rozglądał się uważnie. Dojeżdżali już do centrum. Nic się nie wydarzyło, a mistrz zaczynał robić się jakby nerwowy, o ile to w ogóle możliwe.

- Gdybyś już potrafił zmieniać rzeczywistość Orzech, co zmieniłbyś najpierw? - Orzecha zamurowało, pytają go o zdanie?
- Nie zastanawiałem się nad tym.
- I bardzo dobrze, powiedz pierwszą rzecz, która przychodzi Ci do głowy.
- Zieleń, zawsze lubiłem zieleń. Rzadko zdarzało mi się wyjeżdżać z miasta, jednak jeśli to robiłem to uciekałem do jakiegoś lasu. Myślę, że postarałbym się wcisnąć jej więcej w tą betonową dżunglę, w której mieszkam. - Orzech był dumny ze swojej wypowiedzi.
- Ekolog się znalazł, powinieneś był pójść z Mówcą - Jock nie podzielał radości Orzecha.
- Z kim?
- Pamiętasz tego człowieka w skórach, który był w Morfeuszu podczas twojego Przebudzenia?
- Wyglądał raczej na wyznawcę VooDoo, niż na ekologa - ironia w głosie nie dała się ukryć.
Jock milczał myśląc. Dojechali do centrum. Samochód skręcił w jakąś boczną uliczkę i zatrzymał się.
- Poczekaj tu - Jock wysiadł i ruszył w stronę sterty śmieci "ułożonych" pod ścianą.

Orzech widział jak mag wszedł za kontener i zniknął z pola widzenia. Zapadła cisza o ile można o czymś takim mówić w mieście. Po chwili zza kontenera błysnęło światło i na ulicę wypadł jakiś wielki włochaty kształt. Upadł, ale po chwili powstał, rósł. Orzech otworzył drzwi i chciał wysiadać, ale przypomniał sobie słowa Jock'a, wiec pozostał w samochodzie. Zza sterty śmieci wyszedł mistrz. Stanął naprzeciwko włochatego kształtu, którego Orzech nie widział zbyt dokładnie.

- Daruje Ci życie, bo nie chcę wchodzić w konflikt z twoimi ziomkami, jednak następnym razem Klamka zastanowisz się dwa razy zanim zlikwidujesz mojego informatora. A teraz gadaj gdzie jest Roy? Olbrzym zaczął przybierać ludzkie kształty, czyżby był to Wilkołak? - pomyślał Orzech.
- Jest w Caernie, w knajpie Ziomala. Nie wiedziałem, że ta pijawka to twój kontakt.
- Ty nie wiedziałeś - Mag wydął wargi - nie rozśmieszaj mnie Klamka.
Po chwili trzasnęły drzwi samochodu.
- Cholerne Gnatożuje, nie chce im się nawet pomyśleć nad tym co robią.
- Co to było?
- Mówiłem, Garou, Wilkołak, zabił mój najlepszy kontakt w tym mieście, szlag by to, żeby nie jego kolesie zamieniłbym go w srebro. Nie pytaj już teraz o nic więcej, muszę skontaktować się z jego starszyzną. Mieliśmy układ, a on go złamał, niech wymierzą mu karę. Ze zwiedzania miasta nici tego wieczora. - mistrz był wyraźnie wkurzony i nawet nie starał się tego kryć.

Jechali prze kilka minut, po czym zaparkowali przy malej jasno oświetlonej knajpce. Szyld mówił tylko Okocim, żadnej nazwy baru.

- Chodź, mamy coś do załatwienia.

Knajpa wyglądem nie odbiegała znacznie od Morfeusza, może tylko zapach był milszy i z głośników nie leciało "dicho", a jakiś rock. Orzech nie czuł się tu najlepiej, jednak cel, w którym tu przybyli, bardzo go intrygował. Wiec Wilkołaki istnieją i mają do tego jakąś strukturę, nie są tylko zwierzętami. Jock podszedł do baru i siadł na stołku, Orzech zajął miejsce tuż przy nim. Barman podał piwo, smakowało nieźle i nie było nawet ciepłe jak bywało w Morfeuszu. Po chwili podszedł do nich jakiś wypacykowany koleżka pod krawatem, który pasował tu jak prezydent do chlewa.

- Witam, co Cię sprowadza w nasze progi? - skierowany do mistrza głos nie był, ani odrobinę przyjazny.
- Wszedłem tu Roy, bo złamaliście umowę, wiesz, że nie łamałbym drugiej jej części bez powodu.
- Kto wszedł w drogę Magów?
- Klamka, zabił mojego informatora, żądam, abyście ukarali go i znaleźli dla mnie informacje, które mój informator miał dla mnie.
- Żądasz? Zapominasz, że jesteś na naszym terenie.
- To wyjdźmy na zewnątrz - atmosfera zrobiła się co najmniej napięta.

Elegancik zmierzył Jock'a wzrokiem, obejrzał się za siebie, warknął coś pod nosem. Od stolika wstało jeszcze trzech elegancików, a ze stolika w rogu podniosło się dwóch oberwańców. Jock "spokojnie" mierzył wszystkich wzrokiem, ale nawet nie drgnął. Orzechowi zrobiło się ciepło, nie raz miał okazję bić się w barze, czy na ulicy, jednak kiedy przypomniał sobie rozmiary Klamki, kiedy tamten "urósł" to był pewien jednego. Nie chce zobaczyć sześciu takich na raz.

- Kto był twoim kontaktem.
- Mówił na siebie Eryk, niezły świr, należał do Brujah - towarzystwo się poruszyło, tylko Roy pozostał spokojny.
- Wiesz, że to nasi wrogowie, dlaczego chcesz, żebyśmy ukarali Klamkę za coś co w naszych oczach zasługuje na nagrodę?
- Umowa jest umową, mieliście nie przeszkadzać nam w naszych działaniach, a my mieliśmy nie mieszać się w wasze sprawy, nastąpił konflikt interesów, zdaję sobie z tego sprawę jednak to Wy jako pierwsi przekroczyliście barierę. Oczekuję, że naprawicie swój błąd, w przeciwnym wypadku będziemy musieli uznać pakt za zerwany. Macie czas do jutra rana, aby poinformować mnie o tym co wymyśliliście.
- Dlaczego nie mielibyśmy zabić Ciebie i koleżki na miejscu i zapomnieć o sprawie?
- Bo za dużo w was honoru i dlatego, że... - przed twarzą Roy'a zmaterializowało się srebrne ostrze - wychodzimy - skinął w stronę Orzecha.
Nikt za nimi nie poszedł. Wsiedli do samochodu i ruszyli. Zatrzymali się po paru minutach.
- O co chodzi? - zapytał Orzech swego mentora.
- W skrocie wygląda to tak. Miałem informatora, Wampira z klanu Brujach, dał mi cynk, że w okolicy miasta ma się odbyć spotkanie kilku Tradycji. Nie lubią za bardzo mi podobnych, więc nie zostałem zaproszony. Jednak gdybym się tam zjawił nie wygnano by mnie. Chciałem tam być ze względu na Ciebie. Chce Ci dać swobodę wyboru Tradycji, nie musisz podążać tą samą ścieżką co ja, Przebudziłem Cię przypadkiem i nie mam prawa mówić Ci jak powinieneś postępować. Wracając do rzeczy. Klamka, pieprzony żul, zabił mój kontakt zanim ten udzielił mi informacji. Widzisz Wampiry i Wilkołaki toczą nieustanną wojnę, Wilkołaki twierdzą, że Wampiry to pomiot Żmija, uosobienia wszystkiego co najgorsze, Wampiry twierdzą, że nic o żadnym Żmiju nie wiedzą, ale nie wytłumaczysz tego Garou jak mówią o sobie Wilkołaki. Wojna jest bardzo stara i nie do końca się orientuję o co tam chodzi. To nie moja sprawa.

Orzech pokiwał głową i w milczeniu starał się jakoś to wszystko sobie poukładać.

- Dlaczego tu stoimy, przecież dałeś im czas do jutra - do Orzecha dotarło, ze zwraca się do Jock'a na Ty, a ten nawet tego nie zauważa.
- Oni są sprytniejsi, niż Ci się wydaje, wiedzą, że mogę im zaszkodzić jednak duma nie pozwoli im ot tak ukarać Klamkę i dać mi informacje, chyba tylko Bóg, jeśli istnieje, wie skąd oni je biorą. Wkrótce nas znajdą i powiedzą co wymyślili. Zjawią się jeszcze dziś, bo będą chcieli pokazać, że im zależy. Dajmy im trochę czasu, znajdą rozwiązanie. To dumny ród i jeśli chcesz dobrze z nimi żyć, albo chociaż działać w spokoju kiedy są w pobliżu to są dwie rzeczy, których nie możesz robić, okazywać im strachu i śmiać się z ich honoru.

Siedzieli w samochodzie przez jakieś dwie godziny, jedyna przerwa w ciszy jaka nastąpiła to kiedy Orzech poszedł na pobliską stację benzynową po papierosy. Kiedy wypalił już z nerwów z pięć zza drzewa wytelepał się jakiś obdartus. Wyglądał jak mieszkaniec dworca.

- Klamka? - z udawanym zdziwieniem zapytał Jock wychodząc z samochodu.
- Będę twoim kontaktem, tak zadecydował mój szczep. W miejsce Eryka. Czy takie rozwiązanie Cię satysfakcjonuje?
- Tak. Czy masz dla mnie informacje, których potrzebuję?
- Skąd mam je mieć skoro nie wiem o co Ci chodzi?
- W okolicy miasta mają się zebrać moi. Chcę wiedzieć wszystko na ten temat. Znajdę Cię jutro na dworcu, starczy Ci czasu? - pytanie poszło w eter, bo Klamka odchodził już w mrok.

Nazajutrz Orzech zjawił się u Morfa około południa. Nie spał przez resztę nocy myśląc nad tym co widział i o słowach mistrza. "Chce Ci dać swobodę wyboru Tradycji, nie musisz podążać tą samą ścieżką co ja, Przebudziłem Cię przypadkiem i nie mam prawa mówić Ci jak powinieneś postępować", co to miało znaczyć? Czy są jeszcze inni, którzy chcieliby go uczyć, czy spotka się z nimi? Czy będzie mógł zobaczyć jak żyją i czym się zajmują inni Magowie? Tak mało jeszcze wiedział na temat swojej nowej rodziny. Jaka ona jest, czy wszyscy żyją w zgodzie, czy kłócą się, walczą ze sobą? Pytania kołatały się po głowie, nie zauważył kiedy wstało słońce, kiedy spojrzał na zegarek miał już tylko tyle czasu, aby umyć się i wyjść. Obiecał Jock'owi, że pojedzie z nim na dworzec. Jock czekał przed knajpą, wsiedli i pojechali, nie rozmawiali, Jock też wyglądał na zmęczonego. Spotkali Klamkę jak usiłował naciągnąć jakiegoś młodego człowieka, aby ten dał mu na bułkę.

- Daj człowiekowi spokój Klamka - rzucił Jock. Młody człowiek skorzystał z okazji i zmył się. - Co masz dla mnie?
- Dziesięć kilometrów na południe. Mała Zuzka jest mi winna przysługę, a chyba się tam wybiera. Znasz ją?
- Znam. Gdzie można ją spotkać?
- Co ja kurna wróżka? - rozmowa wyraźnie nie była oparta na wzajemnym szacunku. - widziałem ja dzisiaj rano w barze pod dworcem z jakimiś patałachami, idź może jeszcze jest. Pośpiesz się, bo to chyba dziś wieczorem.
- Wielkie dzięki, rób tak dalej, a zobaczysz, że współpraca nam się ułoży - znowu ironiczny ton.
- Wal się! - znak ręką wykonany przez Klamkę mówił sam za siebie.

Mała Zuzka, niezła ksywka, zwarzywszy iż można było wszystko o niej powiedzieć, ale nie to, że jest mała. Tłusta nastolatka w czarnych ciuchach i tenisówkach. Przetłuszczone włosy i blizny po ospie na twarzy dopełniały wizerunku dziecka dworca. Czy nie ma już normalnych ludzi?

- Cześć Zuzka, masz chwilę?
- O mój ulubiony burżuj, witaj - chyba też niekoniecznie się lubili.
- Słyszałem od Klamki, że gdzieś się wybierasz, może Cię podwieźć? Wybieram się w tym samym kierunku.
- Mam własny transport.
- Mój jest szybszy, a Klamka bardzo nalegał, żebym Cię zawiózł, chyba się o Ciebie martwi - kolejna ironia.
- Dobra właściwie to nie mam już nic do zrobienia, możemy jechać. Jock?
- Tia?
- Mam prośbę. Nie umilaj mi podróży konwersacją, ok.? Dojedźmy na miejsce i rozstańmy się w spokoju.
- Masz jak w banku.

Ruszyli. Inne Tradycje, nowe możliwości, kto wie, może nawet nowy mentor. Dziesięć kilometrów ciągnęło się niesamowicie, tak już jest kiedy się na coś czeka. Przyjechali jako pierwsi, albo Klamka i Mała Zuzka wystawili ich do wiatru. Swoją drogą co to za jedna ta Zuzka? Orzech nagle poczuł senność. Zasnął, a kiedy się obudził...

Na górę strony