| Recenzje |
Gladiator (Gladiator) |
Reżyseria: Ridley Scott Szedłem na ten film ze sporymi oczekiwaniami. Gladiator to opowieść rozgrywająca się za czasów Cesarstwa Rzymskiego, które są mi dobrze znane i szczególnie bliskie. Stąd był to film, który oglądałem ze szczególną uwagą. Po raz pierwszy od 40 lat, to znaczy od nakręcenia pamiętnego Spartakusa, hollywoodzcy producenci postanowili sfilmować historię dziejącą się za czasów Imperium Romanum. Reżyserem tego filmu został Ridley Scott, twórca już legendarny, którego wkład do kina światowego, a szczególnie fantastycznego jest olbrzymi. To on wyreżyserował słynnego Obcego i legendarny już film Blade Runner. Został także nagrodzony nagrodą Akademii za film Thelma i Louise. Zadaniem Scotta było zrealizowanie opowieści o rzymskim wodzu Maximusie, który był jednym z dowódców cesarza Marka Aureliusza. Dla tej historii tłem są dzieje Cesarstwa u schyłku II wieku naszej ery. Jednak jest to niejako starożytna political fiction, gdyż opowieść ta z prawdziwą historią ma niewiele wspólnego. Maximus (w tej roli Russell Crowe, ostatnio doceniony za film Informator, znany także z charakterystycznej roli w filmie Tajemnice Los Angeles) jest wodzem rzymskich legionów dokonujących podbojów w Germanii. Film zaczyna się od widowiskowej bitwy, którą ten stacza z barbarzyńskimi Germanami. Cesarz Marek Aureliusz (gra go Richard Harris, jeden z najbardziej cenionych amerykańskich aktorów, znany np. z Patriot Games, czy Unforgiven) wie, że niedługo umrze. Chce, by po jego śmierci władcą cesarstwa został właśnie Maximus. Jego syn, Kommodus (w tej roli Joaquin Phoenix, ostatnio znany z 8 mm), jest bowiem człowiekiem zepsutym i niegodnym podjęcia tego odpowiedzialności. Maximus nie przyjmuje pochopnie następstwa po Marku Aureliuszu, gdyż jest przede wszystkim żołnierzem, któremu obca jest wszelka polityka. W intrygę zamieszana jest jeszcze jedna osoba z rodziny cesarskiej, siostra Kommodusa, Lucylla (Connie Nielsen, ostatnio grała w Misji na Marsa, uznanie przyniosła jej rola córki Szatana w Adwokacie diabła), którą wiązał w przeszłości romans z Maximusem. Kommodus jest oczywiście niepocieszony z powodu wyboru ojca. Korzystając z tego, że wybór ów nie został oficjalnie ogłoszony, zabija Marka Aureliusza, fingując jego śmierć z powodu choroby. Maximus cudem umyka z rąk wiernych Kommodusowi pretorianów. Jedzie do Hiszpanii, skąd pochodzi, by ratować swoją żonę i dziecko. Jednak przybywa za późno i na domiar złego dostaje się do niewoli. Wraz z Jubą (Dijmon Hounsou znany z Amistad), przyjacielem którego poznał w niewoli, trafia do szkoły gladiatorów należącej do Proxima (w tej roli Oliver Reed, bardzo znany aktor, pamiętny Atos z Trzech muszkieterów z 1973 r., pamiętany też z Przygód barona Munchausena; Oliver Reed zmarł podczas kręcenia filmu Gladiator). Od tej chwili jego jedynym celem staje się ponownie stanąć przed nowym cesarzem, Kommodusem. By to uczynić, musi się stać najlepszym z gladiatorów, co nie tylko oznacza sprawność w walce ale i umiejętność grania na emocjach tłumu. Gdy ostatecznie Maximus ponownie trafia do Rzymu, zostaje ponownie uwikłany w wielką politykę. Tym razem Lucylla próbuje pozbyć się swego brata-tyrana. Do spisku należą też senatorzy, z powszechnie szanowanym Gracchusem na czele (w tej roli rewelacyjny Derek Jacobi, jeden z najsłynniejszych aktorów szekspirowskich, u nas znany przede wszystkim z tytułowej roli w serialu Ja, Klaudiusz, czy z serialu o średniowiecznym detektywie Cadfaelu; znany też z Hamleta Branagha). Jednocześnie zaś Maximus musi walczyć o życie na deskach Koloseum z najlepszymi gladiatorami cesarstwa. Film Scotta staje w jednym rzędzie z wielkimi hollywoodzkimi ekranizacjami dziejów starożytnych. Mi na myśl przychodzi przede wszystkim Upadek Cesarstwa Rzymskiego, którego akcja dzieje się w tym samym okresie - za czasów panowania Marka Aureliusza i Kommodusa. Ten film był oparty na wielkim dziele Edwarda Gibbona Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego, słynnego XVIII-wiecznego historyka brytyjskiego, który zaczął swe dzieło od panowania Antoninów, dynastii, z której pochodzili wspomniani władcy. Gladiator Scotta przynosi ten sam nastrój zmierzchu i dekadencji Imperium, które wydawałoby się święcić największe tryumfy, ale jednocześnie chyli się ku upadkowi. Doskonale symbolizuje to Harris, który odgrywając Marka Aureliusza doskonale wyraża wątpliwości i dylematy umierającego cesarza. Cesarza, który był poetą i filozofem, ale w czasie swojego 20-letniego panowania zapewnił państwu tylko cztery lata pokoju. Charakterystyczne jest jego zachowania w czasie otwierającej film bitwy, kiedy z wielkimi wątpliwościami obserwuje rozgrywającą się walkę. Sam Crowe w roli Maximusa musi przejść interesującą, wewnętrzną drogę. Z wiernego Cesarstwu wodza, ceniącego nade wszystko honor i cnoty żołnierskie, poprzez przybitego i załamanego śmiercią rodziny człowieka, po żyjącego żądzą zemsty gladiatora, z zimną krwią przelewającego krew na arenie. Mazimus jednak nie zapomina o cnotach i do końca zachowuje czyste serce. Jego przeciwieństwem jest pozbawiony ideałów Proximo (Reed), który pragnie jedynie dawać ludziom rozrywkę. Jednak i w nim odezwie się sumienie. Na uwagę zasługują także kreacja Connie Nielsen, w roli Lucylli, żyjącej w strachu przed swym bratem Kommodusem i w lęku o życie syna, Lucjusza Werusa. Zmuszona zostaje do wystąpienia przeciw bratu, którego jednak darzy miłością i dokonuje wyboru na rzecz uczucia, które czuje do Maximusa. Wzorem cnot senatorskich jest Derek Jacobi w roli Gracchusa, jednego z nielicznych, którzy oparli się pokusom korupcji i dekadencji. Pielęgnuje on marzenia Marka Aureliusza o odtworzeniu Republiki. Jednak sam również wpada w sieć intryg i spisków. Fabuła filmu, choć interesująca, nie ma jednak nic wspólnego z rzeczywistym przebiegiem zdarzeń. Jednak jeśli pominiemy zarzuty o wierność historyczną, otrzymamy bardzo sprawnie zrealizowane widowisko, opowiadające o dramacie człowieka, który wbrew swojej woli zostaje uwikłany w wielką politykę. Obraz ten opowiada o bezwzględności ludzi zabiegających o władzę, o niebezpieczeństwach z nią związanych. Obraz dekadencji, który jest tam przedstawiony, tak naprawdę nie odbiega bardzo od naszych czasów. Nie mamy zawodów gladiatorów, lecz mamy inne igrzyska, nie mniej szkodliwe, które spełniają tą samą rolę - dostarczają ludowi rozrywki. Film opatrzono w doskonałą scenografię i kostiumy. Ich stworzenie było poprzedzone wnikliwymi badaniami, a efekt, który osiągnięto, jest naprawdę wspaniały. Miasta Cesarstwa jawią się nam jak żywe. Zrekonstruowano między innymi rzymskie Koloseum. Pałace cesarskie rzeczywiście robią wrażenie. Podobnie wiernie odtworzono obóz rzymskich legionów. Kostiumy olśniewają różnorodnością. Różnorakie zbroje paradne (w tym wspaniały zestaw kostiumów cesarza Kommodusa), rynsztunki legionistów i stroje gladiatorów, wykwintne suknie Lucylli, togi senatorów, ubiory dworzan, czy prostych ludzi. Co najważniejsze - wszystko zrekonstruowano z dużą dbałością o wierność realiom. W znakomitej większości przypadków nie popełniono błędów, a te które dostrzegłem - wydają się być podyktowane potrzebami widowiska filmowego. Świetna jest także muzyka w filmie. Skomponowali ją Hans Zimmer i Lisa Gerrard. Ten pierwszy, to nagrodzony Oscarem za Króla lwa, jeden z najbardziej znanych kompozytorów w Hollywood. Najbardziej znany jest z muzyki do takich filmów jak The Rock (Twierdza), Cienka czerwona linia, Książę Egiptu, Lepiej być nie może, czy Rain Man. Lisa Gerrard jest zaś jednym z założycieli legendarnej grupy Dead Can Dance, ostatnio zaś znana ze ścieżki dźwiękowej do filmu Informator. Muzyka w Gladiatorze ulega różnym nastrojom - od delikatnej, nieco dekadenckiej melancholii, po monumentalne melodie w czasie scen walki. Doskonale oddaje nastrój filmu i pozostaje na długo w pamięci. Film Gladiator jest doskonałym widowiskiem. Jest efektowny, widowiskowy, jednocześnie niesie pozytywne przesłania i wartości. Choć oczywiście nieco upraszcza realia historyczne - to jednak dzięki temu uzyskujemy spektakl zrozumiały dla każdego, bez względu na wiek, czy zainteresowania. Myślę, że to jeden z najlepszych filmów tego roku - podejmujący znakomite tradycje historycznego kina hollywoodzkiego, mogący bez problemu stać w jednym rzędzie obok np. słynnego Bravehearta. Polecam go wszystkim, przede wszystkim zaś miłośnikom dobrego RPG w realiach fantasy. Ocena: 8 * * * Komentarz historycznyTą część poświęcam wszystkim, którzy chcą wiedzieć "jak było naprawdę". Film Gladiator, jak już pisałem, to raczej political fiction. Prawdziwa historia zaś jak zwykle przekracza wyobraźnię twórców. Cesarz Marek Aureliusz (panował 161-180 r. n.e.) umarł rzeczywiście w obozie wojskowym, w Windobonie (czyli dzisiejszym Wiedniu). Oficjalnie z powodu choroby, która toczyła go już od pewnego czasu. Choć Kasjusz Dion twierdzi, że Wiem dobrze, że cesarz zmarł nie skutkiem choroby, lecz z ręki lekarzy, pragnących przypodobać się Kommodusowi. W każdym razie nie ma mowy o własnoręcznym zabiciu cesarza przez Kommodusa. Co do jego samego - był on już wówczas żonaty z Bruttią Kryspiną (której w filmie oczywiście nie ma). Podobnie jego siostra, Annia Lucylla, była wówczas żoną wodza Klaudiusz Pompejanusa (znów nie ma tego w filmie). Twórcy filmu nie pomylili się w innej kwestii, Lucylla była wdową po Lucjuszu Werusie, współwładcą z którym rządził początkowo Marek Aureliusz. Nie mieli jednak z tego związku dzieci (a w filmie mamy ich syna, również Lucjusza). Dziewiętnastoletni Kommodus (panował 180-192 r. n.e.) natychmiast po objęciu władzy zakończył wojnę z Germanami, czyniąc to wbrew woli ojca (który pragnął ją kontynuować) i zrezygnował z jego zdobyczy. Jego wjazd do Rzymu był nieco inny, niż to miało miejsce w filmie (tam na rydwanie towarzyszyła mu siostra): otóż razem z Kommodusem na rydwanie stał jego pokojowiec i kochanek Saoteros, z którym się czule obejmował i całował. Lucylla razem ze swym kochankiem, senatorem Kwintianusem, obmyślili spisek na Kommodusa (czym pewnie zasugerowali się twórcy filmu). Kwintianus był zaufanym cesarza i brał udział w jego orgiach. Zaczaił się na cesarza w wąskim przejściu do amfiteatru i ze wzniesionym sztyletem krzyknął: Oto, co posyła ci senat! - jednak to wystarczyło, by zajęli się nim pretorianie. Kwintianus został stracony w wyniku straszliwych tortur, a Lucylle zesłano na wyspę Kapreę, gdzie dokonano na niej egzekucji (a więc nie została oszczędzona, jak w filmie i nie została kochanką cesarza). Podobny los spotkał niedługo później żonę Kommodusa, cesarzową Kryspinę (która również podjęła próbę spisku). Także została zesłana na Kapreę, gdzie została stracona. Igrzyska, urządzane przez Kommodusa, były znacznie bardziej widowiskowe, niż to pokazano na filmie. Na scenie występowało nie kilkunastu, ale nawet do kilkuset gladiatorów. Igrzyska rzeczywiście były jednym z ulubionych zajęć tego cesarza - wybudowano mu nawet specjalną galerię, skąd mógł razić oszczepami będące na arenie dzikie zwierzęta. Kommodus zginął po 12 latach panowania (a nie jak w filmie, po kilku miesiącach). Życie stracił w wyniku jednego z następnych spisków, na czele którego stali prefekt pretorianów Emiliusz Letus, pokojowiec Eklektus i kochanka cesarza, Marcja. Najpierw próbowano trucizny (podano ją w potrawie mięsnej), co jednak nie powiodło się, być może to kąpiel i wino osłabiło jej działanie. Szczególnie, że cesarz część posiłku zwymiotował. Postanowiono dokończyć dzieła, nim cesarz się domyśli - wprowadzono do komnaty cesarskiej młodego atletę, który udusił Kommodusa. Oczywiście reszta postaci, z samym Maximusem na czele - to postacie fikcyjne, wymyślone przez autorów scenariusza Gladiatora. Przy tej okazji można zaznaczyć, że w filmie nazywa się Maximusa generałem. Jest to anachronizm, gdyż takiego tytułu w Rzymie nie używano (jeszcze wtedy nie istniał). Natomiast dowódca kilku legionów zwany był po prostu wodzem (dux). Na czele legionu stał zaś legat. |