| |
Kilka rzeczy |
Pozwólcie, że opiszę wam pewną bitwę....... O drugiej dotarłem do domu delikwenta gotowego do skopania tyłka. Przecierając oczy ze zdziwienia spojrzałem na pokój, w którym mieliśmy grać. Krótko mówiąc było to pudełko 2x3 m, z łóżkiem i biurkiem (a my mieliśmy grać na podłodze!) oraz bałaganem będącym prawdopodobnie uzupełnieniem wystroju. "Ogrodziliśmy" pole bitwy i zaczęliśmy ustawiać elementy terenu. Odwiodłem mojego przeciwnika od kładzenia gąbeczek zamiast lasu i stawiania pudełek po figurkach zamiast muru. Okazało się, iż zdążył się już rozpisać i po szybkim ustaleniu stref wystawiania jednostek zaczęliśmy rozpakowywać swoje armie. Przez telefon, zaproponował bitwę na 4 tys. punktów.... Według niektórych była by to zbyt duża bitwa, ale moim zdaniem dało się zagrać i dlatego się zgodziłem. Po rozstawieniu wojsk okazało się, że jego kawaleria Chaos Knights (z których jeden był cały, a reszta straciła głowy lub ogony w wietnamie) składa się w 75% z bretończyków, połowa chaos warriors to beastmani, zaś ośmiu ogrów zastąpiły podstawki od piechoty (jak złożysz cztery małe, to mają rozmiary jednej dużej). No dobra..... rozumiem to.... W sumie to ja też kiedyś zastępowałem figurki, jak mi brakowało, chociaż (chyba) nie aż tak. Skoro byliśmy już gotowi do gry, nie było sensu rozpisywać się od nowa. Zaczęliśmy grę. W pokoju było gorąco i duszno, bo był to środek lata. Zza okna dolatywały jakieś wrzaski pijanych bejów i smród spalenizny. Po pewnym czasie rozbolała mnie od tego wszystkiego głowa, a na dodatek bez przerwy do pokoju wchodził ktoś z rodziny i przeszkadzał się skupić (choćby samą obecnością). Na koniec okazało się, że musimy nagle przerwać i nawet nie dokończyliśmy, choć może to i dobrze.... Mój opis był dość brutalny, ale prawdziwy! Wyobraźcie sobie, że to wy gracie w takich warunkach. Poza tym, jestem pewien, że każdy kiedyś grał w ten sposób. A zastanawialiście się kiedyś, jak w bitwach budować fajowy nastrój? Wbrew pozorom jest to dużo łatwiejsze niż w roleplay'ach. Rzecz najważniejsza, to: Czas. Strasznie kiepsko gra się, kiedy w pokoju obok odbywa się np. rodzinny obiad. Dla tego trzeba umawiać się na czas, kiedy nikt nie będzie przeszkadzał. Nie oznacza to, że nikt nie może patrzeć! Niedobrze jest jednak, kiedy do dyspozycji jest strasznie mało czasu. Wtedy trzeba się spieszyć i często nie wystarcza go na dokończenie bitwy. Dla tego trzeba przewidywać i planować bitwy z rozmysłem. Osobiście uważam, że lepiej nie grać a zrobić coś pożytecznego, niż się spieszyć. Kolejna rzecz, równie ważna to Pomieszczenie. Miejsce to powinno być oddzielone od szumu cywilizacyjnego, wyciszone i spokojne. Nie koniecznie chodzi tu o jakąś pustelnię, ale wystarczy dość ciche mieszkanie. Musi być też dobrze wywietrzone. Wystrój pozostawiam własnej inwencji; każdy ma odmienny gust- jeden lubi grać w nocy w piwnicy, a inny spoglądając na zieleń za oknem. Jedyna zasada, jaka musi zostać zachowana, to czystość i względny porządek. Przed bitwą można porozwieszać wokół jakieś trofea! Trzecia sprawa to Muzyka. Wierzcie mi, dużo lepiej gra się, kiedy w tle słychać dobrą muzykę, zamiast ryku silników samochodowych. A w ogóle czad jest, kiedy jakiś mocny kawałek leci w czasie najbardziej emocjonujących momentów gry. Do Warhammera doskonale pasuje War Metal (Manowar rulez!), choć może być to równie dobrze rock, techno czy cokolwiek innego. Muzyka jednak nie powinna zagłuszać graczy (chyba, że są nimi wieloletni pracownicy huty). Następna rzecz to światło. W pokoju może być dość ciemno, ale powierzchnia na której gracie powinna być dość dobrze oświetlona, na przykład nisko zawieszoną lampą..... Dla jeszcze fajniejszej atmosfery możecie podjarać jakąś świeczkę lub kadzidło. Z tą pierwszą uważaj, żeby nie podpalić niczego tudzież nikogo. Z drugimi za to nie przesadzaj, bo ważne jest, żeby powietrzem dało się oddychać. A co powiecie na przykład na bitwę w nocy, z jedną lampką oświetlającą teren, sandałowym kadzidełkiem tlącym się gdzieś w rogu i delikatnym ambientem grającym w tle, mieszającym się z dźwiękami deszczu padającego na zewnątrz? To jest gra! Jeszcze jedna rzecz, ale nie mniej ważna: teren i makiety. Dużo razy grałem na prowizorycznym "wystroju" zrobionym z niedokończonych makiet i innych tego typu śmieci, ale na fajnie zrobionych kawałkach terenu naprawdę gra się zajebiście. Kiedy przerzuciłem się z pierwszych na te lepsze grało, mi się o WIELE lepiej. Wtedy dopiero wczułem się w grę. Robienie makiet to strasznie fajna sprawa i w cale nie trzeba mieć do tego talentu (ja go nie mam...). Debilizmem zupełnym jest jednak kupowanie gotowych tereników w sklepach. Tym niemniej można kupić sobie kilka drzewek. I wcale nie trzeba wydawać kupy szmalu na takie oryginalne z firmy C. Wybadajcie sytuacje w różnych sklepach modelarskich, a na pewno znajdziecie coś dla siebie. Ostatnia sprawa to picie i jedzenie. Po pierwsze odradzam picie piwa, jeśli bardzo ważne jest zwycięstwo (osobiście- gorzej mi po nim wychodzą rzuty). Jedzenie nie powinno mieć za to możliwości upaprania rąk graczy, bo do d... jest kiedy każdy co chwila biegnie umyć ręce. Nie stawiajcie jedzenia na stole do gry! No chyba że lubicie.... Przygotujcie sobie za to drugi stolik, gdzie jadło będziecie mogli złożyć. Pomyślcie jeszcze nad innymi sposobami zrobienia atmosfery i stosujcie je, a będzie wam się na prawdę dużo lepiej grało. Najlepiej będzie, kiedy zastanowicie się, co przyniesie wam najwięcej przyjemności w grze. Skoro chcecie, żeby bitwy były jeszcze fajniejsze, poświęćcie kilka na pomalowanie figurek. Jeśli gracie bardzo często z jakąś osobą, możecie zamiast grać, czasem wspólnie malować figurki (nie chodzi mi o malowanie sobie nawzajem, tylko w jednym miejscu i czasie). Będziecie mieli wtedy dostęp do większej ilości farb i możliwość wymiany uwag na temat techniki. Poza tym raźniej się wtedy maluje. Swoim bohaterom i regimentom (tym, których najczęściej używacie) powymyślajcie nazwy i historię, a w obrębie klubu możecie umówić się też o przydzielaniu punktów doświadczenia. Ważna rada: nie grajcie jak psychopaci, 3 lub więcej razy w tygodniu, bo po prostu wam się znudzi. Dla mnie 1 raz na tydzień okazało się po roku (grania jedną armią) być za dużą częstotliwością i dla tego zacząłem zmieniać różne rzeczy. Jeśli zauważycie, że do prawie każdej bitwy rozpisujesz się tak samo, zamieniajcie się w bitwach armiami z innymi graczami, wymyślajcie ograniczenia i nowe magiczne przedmioty. A zastanawialiście się nad ułatwieniem sobie zwycięstwa, kiedy najbardziej na nim wam zależy? W grach bitewnych można stosować tzw. grę psychologiczną... W odpowiedni sposób użyta w czasie rozgrywki powinna ona doprowadzić do katastrofalnych skutków po stronie waszych przeciwników. Jak doprowadzić przeciwnika do białej gorączki? Otóż...... Kiedy tylko spotkasz się z przeciwnikiem, zacznij rzucać teksty w stylu "A po co ty w ogóle przyjechałeś? Nie masz szans wygrać!" Na każdym kroku przechwalaj się, jakich to masz silnych bohaterów, i co oni zrobią z jednostkami drugiego gracza. Wmawiaj mu, że jest głupi, nieudolny i dużo gorszy, a samemu sobie, że jesteś najlepszy i każdego pokonasz, głośno wynosząc się ponad niego. Staraj się wyszukiwać nawet najmniejsze błędy w jego posunięciach tudzież nieznajomości zasad i wyśmiewaj się z nich, najlepiej przy innych osobach. Nie dawaj mu jeść, zabieraj podręczniki i zrób mu totalny bajzel w głowie (słuchaj "Windą na szafę" w Radiostacji, a zrozumiesz o co chodzi). Nie przeciągnij struny, bo może dojść do rękoczynów.... Metody te nie zawsze skutkują, szczególnie nie wtedy, gdy poddawany ich działaniu jest odporny psychicznie, lub sam ich kiedyś używał. Ich działanie jest jednak baaardzo mocne. Pamiętam przypadek, kiedy mój kumpel grał ze sprzedawcą w jednym ze sklepów MAG'a i został tak "zmanipulowany", że kiedy w drugiej turze stracił generała, jego cała armia elfów uciekła z pola bitwy (zupełnie opuściło go szczęście, które nierzadko doprowadza do granic wnerwienia). Innym razem, tyle nagadałem pewnemu graczowi, że poddał się przed bitwą!(NAPRAWDĘ!). Mimo wszystko pamiętaj, że takie metody "wspomagające" niszczą atmosferę, więc kiedy grasz nie dla zwycięstwa, lecz dla gry, daruj sobie ich używanie. Poza tym możesz doprowadzić do tego, że w końcu nikt nie będzie chciał z tobą grać, tudzież nikt nie będzie cię lubił. Jeszcze bardziej psuje grę oszustwo. Wiadomo - każdy ma jakieś szczęście; jedni lepsze drudzy gorsze, lecz lepiej mu faken nie pomagać. Nie tylko psuje to grę, ale jest to po prostu zwykłe chamstwo. Opłaca się jednak patrzeć przeciwnikowi na ręce, tak na wszelki wypadek. Najczęstszy sposób oszukiwania, z jakim się spotykałem, to podmienianie kart (raz nawet wyciągnąłem przeciwnikowi "Plague" z rękawa!) i przekładanie kości, kiedy nikt nie patrzy. Znam też przypadki dopisywania różnych rzeczy na rooster sheet'ach. Żaden gracz nie powinien oszukiwać- w ten sposób zabija się prawdziwego ducha walki, oszukane zwycięstwa szybko przestają bawić, a ta gra powinna przede wszystkim bawić! Naucz się więc przegrywać z honorem, zanim wyciągniesz brudne łapska w stronę kupki z czarami..... |