Spis treści Wstępniak


Maciej 'John Kelly' Różalski
Adam 'Neo' Stradomski

Veni, Vidi Konkret 2000

Tekst konwentu: 'a pan to z jakiegoś wydawnictwa jest?' - sprzedawca w kiosku do mnie na widok mojego identyfikatora.

Konwent został zorganizowany z Klubie Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie w dniach od 2000-03-31 do 2000-04-02 przez tych samych zapaleńców co zawsze ;).

Dzień pierwszy

Tekst dnia: 'dać cywilowi radiostacje to zaraz zepsuje' - anonimowy oficer WP.

Wstyd powiedzieć ale się spóźniliśmy. Dlaczego? To nie jest artykuł o warszawskiej komunikacji miejskiej więc pominę dojazd :> a przejdę od razu do tego co nas spotkało na miejscu. Niestety muszę zacząć od szpili względem organizatorów bo pobłądziliśmy. Na przystanku autobusowym nie było najmniejszej wskazówki co do kierunku w jakim się należy się udać na konwent. Z informacji jakie posiadaliśmy wywnioskowaliśmy, że impreza odbędzie się na WAT. No a że WAT kojarzy się każdemu z uczelnią więc ruszyliśmy w kierunku bramy tej szacownej instytucji. I zostaliśmy tam poinstruowani gdzie faktycznie, tak z grubsza, znajduje się poszukiwany przez nas budynek i konwent. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że nie tylko my mieliśmy problem ze znalezieniem konwentu. Myślicie, ze schody się skończyły? ;) A gdzie tam: zaczęły. Bo dopiero trzeci zaczepiony przez nas oficer był w stanie wskazać budynek. Tak więc po około 20 minutach pętania się po terenie trafiliśmy na konwent.

Na miejscu wyposażono nas w identyfikatory, znaczki z logo konwentu (fajny) oraz programy zajęć. Nie byłbym sobą gdybym się nie poczepiał tego programu... Otóż nie był on zbyt czytelny. Szczególnie w sytuacji gdy konwentowicz chciał się szybko przemieścić z prelekcji na prelekcję bo mógł się nieco pogubić w tych P4, P8 itd. tym bardziej, że numeracja wszelkich zdarzeń na konwencie nie była kolejna a raczej mocno losowa. No ale... Po kilkunasto minutowym zwiedzaniu sal i ogólnym orientowaniu się gdzie co jest poszliśmy na pierwszy film: 'Kolekcjoner kości' z Denzelem Washingtonem. Świetny film, nawiasem mówiąc. Idealny dla Mistrza Gry szukającego nowych pomysłów na ambitniejsze scenariusze prowadzącego systemy osadzone w teraźniejszości jak i przyszłości. Zachęcam do obejrzenia.

Po filmie byliśmy nieco niezdecydowani co dalej robić więc znowu zaczeliśmy zwiedzać sale. I co? I nic. Nie wiedzieliśmy dlaczego ale wiekszośc sal opatrzonych kodem SDDG była kompletnie pusta. Dodatkowo na sesje o 18:00 nie załapaliśmy się, a następne rozpoczynały się o 22:00. Przejrzawszy program stwierdziliśmy, że film 'Żołnierze kosmosu' zdecydowanie można sobie darować a pozostałe atrakcje jakoś nas nie zachęciły do pozostania. Innymi słowy udalismy się do swoich domów.

Dzień drugi

Tekst dnia: 'pejczyk też masz?' - konwentowicz do jednej z organizatorek.

Tym razem się nie spóźniliśmy. Wręcz przeciwnie: byliśmy zdecydowanie za wcześnie. Pierwsze na co się udaliśmy to był pokaz sprzętu używanego przez naszą armię: T-55AM, T-72, PT-91 "Twardy", BWP, BRDM-2 oraz ciężarowego Stara. Przed podejściem do wyżej wymienionych pojazdów najwyższy rangą oficer (bodajże pułkownik) udzielił nam krótkiego instruktażu: na pancerzu nie trzymać rąk w kieszeniach, nie przepychać się, w pojeździe niczego nie dotykać, nie włączać oraz, w przypadku Twardego, nie wchodzić pod pancerz z telefonem komórkowym ponieważ może to uszkodzić instalację przeciwpożarową.

Ruszyliśmy do maszyn i jak należało się spodziewać największe zainteresowanie początkowo wzbudził Twardy. Właściwie to nie był Twardy a T-72 podniesiony do standardu "Twardy" czyli wyposażony w te same bajery po generalnym remoncie. Jeden z konwentowiczów tak aktywnie wchodził do PT-91, że prawie udało mu się zostawić koszulę za zewnątrz. W końcu i mnie się udało dopchać do włazu dla dowódcy i, najpierw kombinując jak tam wejść nie wpadając bezwładnie i niczego przy okazji nie włączając zasiadłem w fotelu dowódcy. Określenie 'fotelu' jest tak trochę na wyrost ale siedziało się dość wygodnie, miejsce na nogi było. Popatrzyłem przez peryskopy, pooglądałem oprzyrządowanie i zacząłem kombinować jak wyjść. Później wszedłem do BWP i szczerze mówiąc nie wiem jak tam się może zmieścić ośmiu żołnierzy desantu z bronią i może jeszcze plecakami. Pomijając sam fakt wejścia do czołgu ;)) najciekawszym elementem tego pokazu była rozmowa z pułkownikiem. Paru ciekawych rzeczy można było się dowiedzieć na temat naszych sił zbrojnych jak i samego sprzętu. No ale w końcu nasza tura się skończyła i trzeba było wracać. Kapral, który był naszym pilotem, w drodze powrotnej zaczął nas nieco instruować co do zachowania względem oficerów. Szkoda, że po fakcie ;). Rozbawił nas, szczerze mówiąc jego tekst o tym by w obecności oficerów nie trzymać rąk w kieszeniach. Aż korciło spytać w czym jesteśmy gorsi od ministra.

W zasadzie nie możemy powiedzieć czy dany konwent jest udany jeśli nie uda nam się w jego trakcie zagrać w scenariuszu. Taki też był nasz zamiar i na Konkrecie ale... nie udało się zagrać w ulubiony system. Jak na Sobotach z Fantastyką zawsze był wybór tak tutaj z reguły na raz było prowadzone co najwyżej cztery 'sponsorowane' sesje. Scenariusz do CP2020 był chyba tylko raz. No ale niemniej czasu do filmu "Cube" nie można uznać za strocony. Przed zaordynowanym terminem zgłaszania się na scenariusz pooglądaliśmy sobie japońskie kreskówki - jak dla mnie była to zapewne jedyna okazja by w tym roku obejrzeć dobre anime w Polsce ;>. Gdy wybiła godzina 'Scenariusz' popędziliśmy załapać się do sceny. I co? I guzik. Liczba chętnych przekroczyła nasze oczekiwania. Z nadzieją staneliśmy w kolejce. Gdy czekaliśmy na wydanie 'karteczki' do holu wpadła grupa żołnierzy z gumowymi kałaszami i... jak się okazało rekrutowali ludzi do armii Imperium. Z żalem odmówiliśmy. Nawiasem mówiąc szkoda że w informatorze ten LARP nie był jakoś lepiej opisany ponieważ możnaby się do rzeczonej imprezy lepiej przygotować - choćby pod względem ubrania. Komentarze na jego temat były budujące - uczestnikom podobał się.

No ale wracajmy do scenariuszy... Nie udało się nam załapać na cybera. Z kolei nie chcieliśmy uczestniczyć w scenariuszu w innym, nieznanym nam systemie bo po co marnować czyjś czas na tłumaczenie podstaw świata gry? Tak więc wróciliśmy do pokoju z anime. Gdy zaordynowano przerwę udaliśmy się do pomieszczenia przeznaczonego dla karciarzy oraz systemów bitewnych. W kartach tradycyjnie dominował Magic the Gathering, w bitewniakach WarZone. Poobserwowaliśmy grę, wymieniliśmy komentaże i ruszyliśmy obejrzeć Sześcian. Już na sali, przed samym filmem jeden z nas był zmuszony odebrać telefon od kolegi, konwentowicza. Po ustaleniu, że wszyscy znajdujemy się w tym samym pomieszczeniu, pomachaniu sobie przez długość sali i wzbudzeniu ogólnej wesołości sasiedztwa zaczeliśmy oglądać film. Na temat samego Cube ciężko jest nam się wypowiadać. Na pewno jest oryginalny. By powiedzieć coś więcej należałoby go jeszcze raz, w spokoju, obejrzeć. Po filmie, ledwo żywi, nawialiśmy do domu. Prawie 12 godzin na nogach zrobiło swoje.

Dzień trzeci

Tekst dnia: brak. W trzecim dniu prawie nikogo nie było...

Widać było, ze konwent się kończy - wszędzie były pustki. Dodatkowo, w ciągu dnia, na piętrze pojawiły się kartki wzywające do opuszczenia rzeczonego piętra do godziny czternastej mimo, że wedle informatora dwie sale miały być dostępne do siedemnastej. Z racji stanowczo, mnóstwo zabardzo nikłej synchronizacji środków komunikacji miejskiej byliśmy zmuszeni przybyć na konwent na pół godziny przed planowanym rozpoczęciem - ponownie zwiedziliśmy teren osiedla. Po tej wycieczce wysłuchaliśmy ciekawej prelekcji o walkach w kosmosie. I dla nas to był w zasadzie koniec konwentu ponieważ pierwszej części Gwiezdnych Wojen do konwentu zaliczyć jakoś nie możemy... O samym filmie zgodnie stwierdziliśmy, że jedyną wiarygodną postacią z całego filmu był Darth Maul...

Vici?

Czy konwent był udany? Jak dla nas - tak. W zasadzie nie było momentu w którym nie byłoby wyboru co robić - nie nudziliśmy się. Przy imprezie tej rangi należałoby się co prawda spodziewać większej ilości sponsorowanych MG no ale... Przydałby się też nieco przejrzystszy informator bo kilka interesujących prelekcji przeleciało nam koło nosa czego żałujemy. Z drugiej strony mogliśmy lepiej zagospodarować swój czas tak by wszędzie zdążyć...

Cóż.

Dla konwentowiczów, nawet z pobliskich Warszawy miejscowości, jedna rada: wykupujcie nocleg na miejscu bo te dojazdy mogą wykończyć. I fizycznie, i finansowo.

Na górę strony