| Recenzje |
eXistenZ |
Występują: Jennifer Jason Leigh, Jude Law, Ian Holm, Willem Dafoe O pułapkach rzeczywistości wirtualnej pisał już Stanisław Lem w swojej Summa technologiae (choć wtedy nazywał ją jeszcze fantomologią). Temat ten jednak wciąż wraca, stał się niejako jednym z głównych motywów nurtu cyberpunk. Wątek ten został już na wszelkie sposoby przeanalizowany przez literaturę, również naszą, polską (choćby Snerg, czy ostatnio Ziemkiewicz), ale w kinie wydaje się, że wciąż nie powiedziano ostatniego słowa na ten temat. Problem rzeczywistości wirtualnej jest głównym wątkiem filmu eXistenZ Davida Cronenberga, który gościł ostatnio na naszych ekranach. Na wstępie zaznaczam, że tytuł filmu jest napisany prawidłowo, przez duże "X" i "Z". Maniera ta zdaje się od razu zwracać uwagę na sieciowy rodowód nazwy, podobnie slangujące użycie litery "z". Słowo to, to oczywiście parafraza angielskiego "existence", co oznacza egzystencję, istnienie, ale jest też bliskim synonimem słowa "reality", czyli rzeczywistość. Sam więc tytuł mówi już dużo o filmie: film będzie o sieci, czy o komputerach, no i o rzeczywistości. Główną bohaterką filmu jest Allegra Geller (Jennifer Jason Leigh), sławna projektantka gier, które są odpowiednikiem dzisiejszych konsol. Dokonuje ona gdzieś na prowincji prezentacji nowego produktu firmy Antenna Research, który nazywa się właśnie eXistenZ. Jest to gra rzeczywistości wirtualnej, zupełnie nowego typu, jak zapewnia twórczyni. Jednak prezentację zakłóca atak ekstremisty. Zdaje się, że gry takie znalazły swoich przeciwników, którzy aktywnie zwalczają tego typu wynalazki, nie pogardzając środkami charakterystycznymi dla terroryzmu. Wypalając z dziwnej broni terrorysta rani Allegrę, lecz sam traci w zamieszaniu życie. Otóż okazuje się, że za głowę Allegry wyznaczono nagrodę wysokości 5 milionów martwych prezydentów USA. Pracownik firmy Ted Pikul (Jude Law) pomaga Allegrze w ucieczce. Tak się składa, że Allegra jest w posiadaniu jedynego egzemplarza gry eXistenZ, który w dodatku uległ uszkodzeniu i również wart jest wiele zielonej makulatury. Stąd projektantka pragnie naprawić grę. Aby jednak sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, trzeba "wejść" do gry. Konsola eXistenZ jest właściwie zwierzęciem. Łączy się ją z użytkownikiem za pomocą kabla przypominającego pępowinę, a swoją energię czerpie z krwioobiegu gracza. Broń, którą posługują się terroryści, jest natomiast dziwnym zlepkiem mięsa i kości, który strzela ludzkimi zębami. Cronenberg wprowadza więc w swoim filmie nieco makabryczną biotechnologię. Sceny, gdy pokazana jest produkcja takiej konsoli z organów zmutowanych ryb, są dosyć drastyczne, więc doradzam ostrożność w sprawach żołądkowych. Przed wejściem do gry bohaterowie muszą pokonać jeszcze parę trudności. Gdy bohaterowie w końcu wkraczają w świat eXistenZ, powoli tracą rozeznanie w rzeczywistości. Gra zdaje się przenikać ze światem realnym, a świat realny z grą. Po licznych ucieczkach i strzelaninach w końcu dochodzi do finału, który jest nieco zaskakujący. Zasadniczo nastrój filmu eXistenZ oparty jest na dwóch pomysłach. Pierwszy to tradycyjny wątek zagubienia w fałszywych rzeczywistościach. Drugi, to rekwizyty, które mają powodować u widza szok. Do nakręcenia tego filmu zainspirował podobno Cronenberga wywiad z Salmanem Rushdie, dzięki któremu stworzył wątek artysty, który nagle znajduje się w sytuacji ściganego za swoją twórczość i zostaje zmuszony do ucieczki. Nie jest to motyw nowy, ale w odniesieniu do twórców gier komputerowych nie był jeszcze stosowany. Fabuła więc obfituje w liczne zwroty akcji, sytuacje, gdy przyjaciel okazuje się wrogiem, a wróg przyjacielem. Czyli klasyczny film pościgowy, tylko że w świecie rzeczywistości wirtualnej. eXistenZ zrealizowano raczej tanimi środkami. Scenografia jest ciemna i brudna w charakterze, przedstawia obdrapane szopy, zniszczone sale wykładowe, tanie restauracje. Jest to oczywiście kwestia gustu. Jednak dzięki tej scenografii na pierwszy plan wybijają się sami bohaterowie i rekwizyty, o których już wspomniałem. W żadnym momencie nie jest to film odkrywczy. Pomysł z zagubieniem się w fałszywej rzeczywistości daleko bardziej interesujący jest w filmie Matrix. Często porównywano oba filmy, trzeba jednak zauważyć, że o ile w eXistenZ wręcz narzuca się takie właśnie wykorzystanie rzeczywistości wirtualnej, to w Matrix jest ono znacznie bardziej zaskakujące. Nie mówiąc już o tym, że w eXistenZ mamy do czynienia z bardziej płaskim zastosowaniem tego wątku, nie obfitującym w tak szerokie refleksje. Same rekwizyty w filmie Cronenberga mają na celu złamanie pewnego tabu, wzbudzenie szoku u widza i chyba nic więcej. Jest to więc film nastawiony raczej na nieco teatralny efekt. Film polecam przede wszystkim miłośnikom Cronenberga. Fani Nagiego lunchu czy Crash znajdą tu pewne podobieństwa i ten sam styl. Również dla miłośników rzeczywistości wirtualnej interesujące będzie obejrzenie kolejnego filmu eksploatującego ten motyw. Dla reszty widzów film ten będzie co najwyżej ciekawostką.
Ocena: |