| |
Gdy postać umiera |
Sir Anderiusz szybko sparował cięcie i przystąpił do ataku. Niestety cios o włos miną przyłbicę nieznajomego, który wparował do sali tronowej wycinając wszystkich w pień. Anderiusz przeskoczył szybko nad ciałem króla, i lekko się zachwiał. Ten moment nieuwagi kosztował go prawie życie, na szczęście z pomocą przyszła wiedza zdobyta podczas szkolenia u tarczowników, którą palladyn skrupulatnie wykorzystał. Nieznajomy nosił prawdopodobnie magiczną zbroję, lub był chroniony czarami, ponieważ w pojedynku z palladynem Anderiuszem nikt nie mógł się równać nad dłuższą metę. Anderiusz jak wieść niosła był wytrawnym wojownikiem, a z mieczem półtora ręcznym potrafił czynić takie cuda, jakie nawet iluzjonistom się nie śniło. Nic dziwnego Anderiusz przecież uczestniczył w wielu wyprawach, można tu wliczyć np.: ocalenie miasteczka Gasen przed Gnijącymi Braćmi, czy ocalenie twierdzy KArak Sur, położonej sporo na południe od Ostrogaru. Tam zresztą zesłał mu Dagonin Biały Święty miecz, którym miał za zadanie wymierzać sprawiedliwość. Anderiusz raz po raz odpierał ciosy przeciwnika, czekał na moment nieuwagi ze strony, jak mniemał Czarnego Ryczerza. Tylko ta znienawidzona przez niego pseudokasta rycerzy mogła dopuścić się takiego okrucieństwa. Zapewne był wysłannikiem Morglitha, wroga Dagonina. Tak w sali tronowej za pomocą dwóch pionków Dagonin i Morglith wypełniali następną cześć swojego mrocznego planu. Anderiusz lekko oszołomiony, gdyż przeciwnik zabił jego przyjaciela - elfa iluzjonistę, dostał miażdżący cios w ramię. Okropny ból przeszył ramię dzielnego wysłannika jasności, lecz ten jak gdyby oddzielił się od bólu i zaczął intonować pieśń rycerską. Jego niebieskie oczy zapłonęły żądzą zemsty i śmierci. Czarny rycerz odskoczył do tyłu. Miał nadzieję że Anderiusz runie na niego. Tak też się stało. Dziecko Morglitha cięło krótko przed siebie. Napierśnik Anderiusza stał się teraz łatwiejszy do ściągnięcia. Krew trysnęła na posadzkę. Anderisuz zachwiał się ciężko i szepnął coś. Jeśli ktoś by uważnie się przyglądał teraz pallandynowi, ujrzałby snop światła spływający wprost ze sklepienia na niego. Anderiusz mieczem zdążył wyprowadzić niszczycielski cios w stronę korpusu wroga. Obydwaj rycerze zachwiali się poczym upadli sobie w ramiona, niczym bracia. Połączeni w braterskim uścisku, ich krew mieszała się na posadce która coraz bardziej stawała się czerwona. Kilka krótkich niemiarowych oddechów, i wszystko ucichło, jakby nic się nie działo lub stało. Wiatr wpadający przez roztrzaskane okna tym razem nie rozwiał blond włosów Anderiusza. * * * %$#@& mać! wrzeszczę. Wiesz ile grałem tą postacią??? Ponad półtorej roku! A ty beztrosko mnie zabijasz! W ogóle nie możliwe że on bym nie zabił miałem tyle obrony !!! A trafienia jeszcze więcej!! Jasne, wiesz jak trudno zdobyć taką magiczną zbroję, i tylko nie tłumacz że MG może wszystko bo to bez sensu. PRAS! Wyszedłem z sesji wkurzony (to lekko powiedziane). Tyle grania! Tyle godzin spędzonych na przygodach a tu jakiś koleś wpada i BUM nie mam postaci! Jutro znowu gramy, więc trzeba stworzyć postać, cholera! Któż z nas nie miał takiej sytuacji? Gramy długo jakąś postacią, upiększamy ją, ona tworzy historię w jakimś świecie, nie mówię już o wysokim poziomie doświadczenia i umiejętnościach tworzących z naszej postaci kogoś wyjątkowego, a tu nagle TRACH i "Stwórz sobie nowego bohatera" I wiecie co? Stworzyłem ale półsmoka-półczłowieka. Niestety. Chciałem być jak najbardziej dopakowany, bo przyzwyczaiłem się do postaci STERYDA. A tu gram takim kmiotem na 1 POZ. Przecież nie tylko oto chodzi. Co prawda postać miała barwną historię, ale... . Wszędzie się doszukiwałem Anderisuza. Tamta postać (pół smok) poszła w niepamięć. Postanowiłem sobie stworzyć nowego bohatera, jednak dalej na sercu miałem ból po stracie Palladyna. Z rzutów wypadło ponad przeciętną i w sumie było fajnie. Posiedziałem na sieci i pościągałem trochę zdjęć fantasy. Szukałem kogoś z łukiem, i tak ściągałem i ściągałem. Postanowiłem sobie zrobić nową kartę bohatera bo tamta do KC- tów mi się przejadła. Tak posiedziałem w Wordzie kreśląc masę tabelek, i oczywiście nie omieszkałem wkleić zdjęcia. Wydrukowałem. Resztę dokolorowałem własnoręcznie. Napisałem taką sobie historię. Później kumpel wynalazłem imię dla człowieka - łowcy: JUDASZ, słuchałem sobie Fear of the Dark Iron Maiden, i tam leciała taka piosenka: Judas my guide. Ok Judasz, może być. Ciekawe imię. Walnąłem sobie trochę w biegłość łuków. No nawet lekko wymiatałem takim łukiem, byłem dumny z mojej postaci, choć nie wiem sam dla czego. I tu jest sedno sprawy. Sprawdziłem to dwukrotnie. Wystarczy posiedzieć nad nową postacią, pogłówkować, pomalować, ściągnąć jakieś zdjątko czy coś takiego. Trzeba czasu. Rozmawiałem o tym z kolegą, on naukowo (hihi) stwierdził, że robiłem nowy szlak neuronowy poprzez rysowanie itp. natomiast stary się zacierał, może miał rację?? Najlepiej jest samemu dokładnie wyobrazić sobie nowego herosa, lub narysować, wtedy łatwiej go opisać, lub pokazując rysunek przybliżyć wygląd innym. Do nowej postaci przyłożyłem się trochę lepiej niż do starej. Chciałem okantować we współczynnikach, ale powstrzymałem się. Powiedziałem nie, i koniec, co ma być to będzie. I było fajnie. Moja postać raz bardzo zdenerwowana strzeliła z łuku w drzwi cyrulika, który żądał dość sporą kwotę za swoje usługi. I tak powstał pierwszy na Ochrii (lub Orchii) JUDASZ! Dobre nie? Ile było zabawy.
Więc radzę wam dobrze:
Dla Mistrzów GryDROGI MISTRZU GRY, jeśli widzisz, że gracz naprawdę jest zdesperowany po stracie postaci, nie ma ochoty na tworzenie innej, ogólnie jest przybity, podsunę Ci pewien pomysł. Nie mam na myśli wskrzeszenia poprzedniej postaci, gdyż to wiąże się z ingerencją sił boskich, i w pewnym stopniu psuje grę, więc nie będzie tutaj żadnych wskrzeszeń. Mam na myśli REINKARNACJĘ: Co stałoby się gdyby gracz wykreował sobie nową, pograł nią troszkę, a Ty co kilka sesji lub częściej będziesz męczył go "flashbackami" czyli wspomnieniami tamtej postaci. Na początku niech to będą raczej nieistotne wspomnienia, niech BG po pewnym czasie odczuwa uczucia tamtej postaci (np.: miłość), niech stopniowo nabywa jakieś cechy tamtej postaci (mam na myśli cechy mentalne). Jeśli jesteś złośliwy i bezlitosny, to spraw by palladyn odrodził się w ciele nekromanty, kombinacji masz wiele. Pamiętaj tylko, aby nie przesadzić z "Falshbackami" i nie odkryć wszystkiego za wcześnie, należy dawać odrobinkę, niech gracz zastanawia się nad tym, być może weźmie to za przesłanie od swojego boga lub jakieś jego błogosławieństwo. REINKARNACJA WERSJA B) postać wie kim była w poprzednim wcieleniu, ale pamięta niewiele, a musi udowodnić że jest tamtym który zmarł by .... (zostawiam wolną rękę twórczym mistrzom gry). REINKARNACJIA WERSJA C) postać gracza ma dwie osobowości, jedna nie wie nic o drugiej, a jeśli ktoś próbuje uświadomić BG o tym, to postać nie uwierzy. Wybierając ten wariant możemy sprofanować zmarłą postać, a gracz wcale nie będzie się cieszył. Należy zrobić dwie karty, jedną dla nowej, drugą dla starej. Daje to całkiem fajne sytuację gdy np.: walczymy rycerzem o honor damy, a tu nagle stajemy się miłym bardem, któremu nagle ciąży miecz i zbroja, i zastanawia się skąd się tutaj wziął. Taka postać to horror dla graczy, a przyjemność dla sadystycznych MG. Miłej reinkarnacji... |