| Warhammer Fantasy Role Play |
Pewnej nocy na pewnym trakcie |
Krzaki opodal skraju drogi poruszyły się. Z małego, przysadzistego krzaczka wypadł zając. Kilka minut później ten sam krzaczek okazał się być krzaczkiem, za to stojący kilka metrów dalej przyczajonym człowiekiem. Przyczajony człowiek udający krzaczek podniósł się, przeciągnął i zagłębił w las. Po kilkunastu krokach wszedł do rozbitego niedawno na polance obozu myśliwych. On i jego współtowarzysze rozboju rozłożyli obóz w tym samym miejscu.
- Ej, Drwal. - huknął na niego mężczyzna przypominający posturą kołek ciosany tępą siekierą. - Miałeś stać na czatach! Wracaj zanim cię uczeszę moim Grzebykiem. - mówiąc to poklepał leżący na jego bezdyskusyjnie brudnych spodniach kryjących prawdopodobnie jeszcze bardziej brudne nogi wyszczerbiony półtorak. Z cienia wyłonił się szczurowaty pod każdym względem (no, może za wyjątkiem ogona) młody mężczyzna o postawie patyka i aparycji gwoździa. Cienkie jak nici włosy sterczały z jego głowy, brody i spod pach we wszystkich możliwych kierunkach i kilku innych. Gdyby ktoś chciał określić ich kolor musiałby najpierw poznać ubarwienie krzyżówki żółwia morskiego z mantikorą wzgórzową, harpią wysokogórską, małżem słodkowodnym, sikorką cętkowaną, nie odkrytym dotąd zwierzęciem, żyjącym w dżungli na południowych wyspach i żywiącym się komarami drzewnymi, oraz czosnku. Aby osiągnąć zadowalający rezultat należałoby otrzymaną krzyżówkę postawić na poboczu drogi i poczekać, aż kilka wozów raczy ochlapać ją błotem. Słowem nie był to zachęcający widok.
- Dwral, ty szujo! - zapiszczał głosem, jakiego można było się spodziewać po szczurze. - Dlaczego nie siedzisz między krzakami i nie ujadesz krzaka? Klocek spojrzał się na niego, zastanawiając się czy jego głowa warta jest jeszcze jednego "ząbka" na jego półtoraku. - Dość! - zakomenderował Jaksółka. - Ruszamy za wchilę. Fryzjer, obudź Hutlaja. Klocek, eee, to znaczy Fryzjer podszedł do śpiącego, nachylił się nad nim, szturchnął go ręką. Hultaj przewrócił się tylko na drugi bok. Fryzjer potrząsnął nim jeszcze raz, a następnie kopnął.
- Pobudka!!! Po minucie po obozie nie było śladu. Czterech zawadiaków zarzuciwszy torby na plecy ruszyli w kierunku drogi. Zanim wyszli z lasu, usłyszeli stukot kopyt dochodzący z drogi.
- Nikt już dzisiaj nie będzie tędy jechał. - powiedział Fryzjer przedrzeźniając Drwala. - Idiota!
- Kretyn. - skwitował Drwal. Wszyscy czterej położyli torby na ziemi i bezszelestnie ruszyli w stronę drogi. Jaksółka dał im znak, żeby otoczyli podróżnego. Po chwili czekali przyczajeni na znak chudzielca. Jaksółka machnął ręką i wszyscy rzucili się z rykiem na wędrowca. W tej samej chwili podróżny odrzucił kaptur. Pod nim kryła się piękna, kobieca twarz otoczona rozpuszczonymi jasnobrązowymi włosami. Wycelowała rękę w najbliższego napastnika, którym wyrokiem losu był Hultaj. Z jej ręki wystrzelił jasny promień i uderzył prosto w pierś zbójcy. - Cholera! Pieprzona czarodziejka! - podsumował swój kilkumetrowy lot. Tymczasem na drugiej ręce czarodziejki zaczęła się formować kulka ognia. Zanim zdążyła cokolwiek z nią zrobić doskoczył do niej Fryzjer wymachując swoim Grzebykiem. - Czas zmienić fryzurę! - krzyknął. - Co powiesz na przedziałek po środkmpf!!! Ostatnie dźwięki wydane przez niedoszłego mistrza nożyczek i golarki były bezpośrednim wynikiem kopniaka, który został wymierzony prosto w jego nos, gdzie swoją drogą wylądował. Skaczący na podróżną z drugiej strony Drwal został poczęstowany kulą ognistą, która uformowała się właśnie na dłoni czarodziejki, i diametralnie zmienił swój cel. Dokładnie o 180 stopni. Jaksółka, który zaszedł magiczkę od tyłu, wyrżnął w niewidzialną barierę i również zmienił kierunek przechadzki na zgoła przeciwny. Druga taka sama bariera za jego plecami przekonała go, że jednak lepiej będzie usiąść na drodze i zdrzemnąć się. Podróżna spojrzała na obolałych bandytów, którzy nagle dziwnym trafem nabrali do niej nieco respektu. Bez słowa narzuciła kaptur z powrotem na głowę i ruszyła dalej. Grupka rozbójników obserwowała ją, aż nie zniknęła za patrolem nocnym. - Patrol!!! - wykrzyknęli nadzwyczaj zgodnie i (już mniej zgodnie) pobiegli w stronę lasu. Po trwającym kilkanaście sekund ustaleniu, gdzie tak właściwie jest las. Bezpieczni w lesie, kilka minut po tym, jak patrol ich minął, pierwszy ze zbirów odważył się głośno odetchnąć.
- Cholera! Kto to...był! - wydyszał Hultaj rozcierając pierś.
|