Spis treści Fantasy

Warhammer Fantasy Role Play


Jakub Radzimiński

Pewnej nocy na pewnym trakcie

Krzaki opodal skraju drogi poruszyły się. Z małego, przysadzistego krzaczka wypadł zając. Kilka minut później ten sam krzaczek okazał się być krzaczkiem, za to stojący kilka metrów dalej przyczajonym człowiekiem. Przyczajony człowiek udający krzaczek podniósł się, przeciągnął i zagłębił w las. Po kilkunastu krokach wszedł do rozbitego niedawno na polance obozu myśliwych. On i jego współtowarzysze rozboju rozłożyli obóz w tym samym miejscu.

- Ej, Drwal. - huknął na niego mężczyzna przypominający posturą kołek ciosany tępą siekierą. - Miałeś stać na czatach! Wracaj zanim cię uczeszę moim Grzebykiem. - mówiąc to poklepał leżący na jego bezdyskusyjnie brudnych spodniach kryjących prawdopodobnie jeszcze bardziej brudne nogi wyszczerbiony półtorak.
- Sam stój na czatach. Nikt już dzisiaj nie będzie tędy jechał. - odpowiedział Drwal kucając przy ognisku i zaczął grzać ręce. Miał szare jak popiół oczy, osadzone na smagłej i ogorzałej od wielu wichrów twarzy okolonej wieńcem poskręcanych kasztanowych włosów przewiązanych skórzaną przepaską. Za pasem miał pokaźnych rozmiarów toporek.

Z cienia wyłonił się szczurowaty pod każdym względem (no, może za wyjątkiem ogona) młody mężczyzna o postawie patyka i aparycji gwoździa. Cienkie jak nici włosy sterczały z jego głowy, brody i spod pach we wszystkich możliwych kierunkach i kilku innych. Gdyby ktoś chciał określić ich kolor musiałby najpierw poznać ubarwienie krzyżówki żółwia morskiego z mantikorą wzgórzową, harpią wysokogórską, małżem słodkowodnym, sikorką cętkowaną, nie odkrytym dotąd zwierzęciem, żyjącym w dżungli na południowych wyspach i żywiącym się komarami drzewnymi, oraz czosnku. Aby osiągnąć zadowalający rezultat należałoby otrzymaną krzyżówkę postawić na poboczu drogi i poczekać, aż kilka wozów raczy ochlapać ją błotem. Słowem nie był to zachęcający widok.

- Dwral, ty szujo! - zapiszczał głosem, jakiego można było się spodziewać po szczurze. - Dlaczego nie siedzisz między krzakami i nie ujadesz krzaka?
- Daj spokój Jaksółka*. - odpowiedział Drwal nawet nie patrząc na przybyłego. - Od pięciu godzin nikt nie przejeżdżał. No, chyba że by liczyć matkę Hultaja przywożącą mu drugą kolację i ciepły sweterek.
- Chrrrr. - odpowiedział poniekąd śpiący hultaj zwany Hultajem.
- Nie doczukaj mu. - zapiszczał Jaksółka. - Iczanej byś gadał, gdybyś to ty miał nadopiekuńczą matkę ciąngącą za tobą z dwoma wozami swertów, szalików, czapek, bielinzy na zmianę i innych szpagrałów.
- Drwal ma rację. - powiedział klocek. - Lepiej ruszajmy póki droga pusta. Dość mam ciągłego łażenia po lasach. Za dużo tu dołów.
- Sam je kopałeś zeszłej zimy. - przypomniał mu Drwal.

Klocek spojrzał się na niego, zastanawiając się czy jego głowa warta jest jeszcze jednego "ząbka" na jego półtoraku.

- Dość! - zakomenderował Jaksółka. - Ruszamy za wchilę. Fryzjer, obudź Hutlaja.

Klocek, eee, to znaczy Fryzjer podszedł do śpiącego, nachylił się nad nim, szturchnął go ręką. Hultaj przewrócił się tylko na drugi bok. Fryzjer potrząsnął nim jeszcze raz, a następnie kopnął.

- Pobudka!!!
- Cholera! Nawet wyspać się nie dadzą! Fryzjer, nie chuchaj na mnie, bo zemdleję! - wyrzucił z siebie obudzony.
- Obudził się. - zakomunikował Drwal.
- Dobra. Idziemy. - zakomenderował Jaksółka. - Hultaj, zgaś ognikso. Tym razem dobrze, żeby nas twoja mamuśka nie znalałza!
- Nie czepiaj się mojej matki! - warknął Hultaj. - Najwyżej jej rodziców za złe jej wychowanie, cholera! Nigdy ich nie lubiłem.

Po minucie po obozie nie było śladu. Czterech zawadiaków zarzuciwszy torby na plecy ruszyli w kierunku drogi. Zanim wyszli z lasu, usłyszeli stukot kopyt dochodzący z drogi.

- Nikt już dzisiaj nie będzie tędy jechał. - powiedział Fryzjer przedrzeźniając Drwala. - Idiota! - Kretyn. - skwitował Drwal.
- Tępaki. - dorzucił Jaksółka. - Zankmijcie mordy i podkrandijcie się do tego podróżnego. Byle cicho.

Wszyscy czterej położyli torby na ziemi i bezszelestnie ruszyli w stronę drogi. Jaksółka dał im znak, żeby otoczyli podróżnego. Po chwili czekali przyczajeni na znak chudzielca. Jaksółka machnął ręką i wszyscy rzucili się z rykiem na wędrowca. W tej samej chwili podróżny odrzucił kaptur. Pod nim kryła się piękna, kobieca twarz otoczona rozpuszczonymi jasnobrązowymi włosami. Wycelowała rękę w najbliższego napastnika, którym wyrokiem losu był Hultaj. Z jej ręki wystrzelił jasny promień i uderzył prosto w pierś zbójcy.

- Cholera! Pieprzona czarodziejka! - podsumował swój kilkumetrowy lot.

Tymczasem na drugiej ręce czarodziejki zaczęła się formować kulka ognia. Zanim zdążyła cokolwiek z nią zrobić doskoczył do niej Fryzjer wymachując swoim Grzebykiem.

- Czas zmienić fryzurę! - krzyknął. - Co powiesz na przedziałek po środkmpf!!!

Ostatnie dźwięki wydane przez niedoszłego mistrza nożyczek i golarki były bezpośrednim wynikiem kopniaka, który został wymierzony prosto w jego nos, gdzie swoją drogą wylądował. Skaczący na podróżną z drugiej strony Drwal został poczęstowany kulą ognistą, która uformowała się właśnie na dłoni czarodziejki, i diametralnie zmienił swój cel. Dokładnie o 180 stopni. Jaksółka, który zaszedł magiczkę od tyłu, wyrżnął w niewidzialną barierę i również zmienił kierunek przechadzki na zgoła przeciwny. Druga taka sama bariera za jego plecami przekonała go, że jednak lepiej będzie usiąść na drodze i zdrzemnąć się.

Podróżna spojrzała na obolałych bandytów, którzy nagle dziwnym trafem nabrali do niej nieco respektu. Bez słowa narzuciła kaptur z powrotem na głowę i ruszyła dalej. Grupka rozbójników obserwowała ją, aż nie zniknęła za patrolem nocnym.

- Patrol!!! - wykrzyknęli nadzwyczaj zgodnie i (już mniej zgodnie) pobiegli w stronę lasu. Po trwającym kilkanaście sekund ustaleniu, gdzie tak właściwie jest las.

Bezpieczni w lesie, kilka minut po tym, jak patrol ich minął, pierwszy ze zbirów odważył się głośno odetchnąć.

- Cholera! Kto to...był! - wydyszał Hultaj rozcierając pierś.
- Może mag. - syknął Drwal. - Czy ktoś mógłby ugasić mi plecy?
- Plose baldzo. - wyseplenił Fryzjer waląc go w plecy.
- Debil! - Drwal wyraził swoją wdzięczność.
- Chłopaki? - zapiszczał Jaksółka.
- Co? - trzy czwarte teamu zbójeckiego spojrzało się na chwilę przerywając wykonywane dotychczas czynności.
- Natsępnym razem, jak będę chciał orbabować nocnego podróżnego, przyponmijcie mi, żebym napjerw zapytał się go, czy nie jest przydapkiem magiem.
- Łup**!


* Na przezwisko "Szczur" albo "Szczurek" nie chciał się zgodzić, tłumacząc, że szczury z rynsztoków nie wyłażą, a on to zrobił. Drwal powiedział "Czyżby" na co Szcz..., przepraszam, Jaksółka strzelił mu w pysk. Drwal rozcierając szczękę zobaczył na niebie jaskółkę i zaszokował towarzyszy wielce elokwentną kwestią: "Oo. Jaskółka.". Jaksółka powiedział, przestawiając jak to tylko on potrafi litery, "Jaksółka? Jaka znowu, kurwa, jaksółka?" i już się tak przyjęło.
** Odgłos nagłego zetknięcia się trzech ciał z ziemią.

Na górę strony