| |
Wirtuoz |
dla Asi za to, że jesteś
AndanteOtwiera drzwi i wchodzi do klatki. Wspina się schodami do góry. Za pierwszym razem, gdy szedł tędy z Nią, policzył stopnie. Teraz ta wiedza nie jest mu potrzebna. Zbyt często pokonywał te schody. Pamięta dokładnie, gdzie postawić nogę, gdzie skręcić. Zatrzymuje się przed drzwiami. Wyciąga rękę i bez trudu odnajduje dzwonek. Przyciska, dwa razy, szybko. Słyszy lekkie kroki za drzwiami. Zatrzymują się. Trzask przekręcanego zamka. Skrzypnięcie otwieranych drzwi. Ciepłe powietrze z mieszkania przynosi zapach wiosennej łąki, zapach kwitnących kwiatów, zapach rozgrzanych traw. Nie może Jej widzieć, ale wie, że to Ona. Ten zapach poznałby na końcu świata. Unosi rękę i kreśli w powietrzu powitanie. - Witaj. - słyszy w odpowiedzi. - Wejdź. - Jej głos jest melodyjny, kojarzy mu się z dźwiękiem fletu, na którym Ona jakże często grała dla niego. Wchodzi do środka. Futerał stawia na podłodze. Czuje na szyi Jej ramiona. Na policzkach muśnięcie Jej włosów. Na ustach delikatny dotyk Jej warg. Oddaje pocałunek. Powietrze wokół pachnie wiosną. Zatraca się na moment w Jej objęciach. Zimny powiew z otwartych drzwi przypomina mu o świecie istniejącym gdzieś obok. *** Siedzi na kanapie, czuje w pobliżu Jej obecność. - Napijesz się czegoś? - głos nadchodzi od strony wejścia do kuchni. Odwraca się w tamtą stronę i porusza rękoma w odpowiedzi. - Ze śmietanką? - drgnięcie ręki. Słyszy kroki niknące w kuchni. Po chwili melodia Jej głosu przynosi opowieść o tym, jak spędziła wczorajszy dzień. Nie przerywa Jej. Nie może. Nie widziałaby jego odpowiedzi. *** Siedzą obok siebie. Rozmawiają. Jego ręce tańczą do nut niesionych przez Jej słowa. W powietrzu unosi się zapach kawy mieszający się z aromatem wiosny. Czas przepływa gdzieś obok nich, nie zauważając ich istnienia. *** Jej dłonie dotykają jego rąk uspokajając taniec wypowiadanych myśli. Usta odnajdują usta. Stykają się. Dreszcz przechodzi przez całe jego ciało. Obejmują się nie przerywając pocałunku. Nagle on delikatnie odsuwa Ją od siebie. Wyczuwa Jej zdziwienie. Unosi palec do swych ust prosząc o milczenie. Wstaje. Odnajduje futerał. Otwiera go. Wyjmuje Stradivariusa (prezent od Niej). Dotyka smyczkiem strun. Zaczyna grać. *** Widzi jak On otwiera futerał, delikatnie wyjmuje skrzypce i zaczyna pieszczotliwie wodzić smyczkiem po strunach. Po raz kolejny jest świadkiem jak rodzi się muzyka. Zamyka oczy. poddaje się Jego czarowi. muzyka płynie wokół niej. oplata ją. wnika w jej ciało. czuje jak powoli opada. wyobraża sobie plażę na której leży. pomiędzy nutami słyszy szum palm kołyszących się łagodnie na wietrze. odkrywa dźwięk fal bijących o brzeg. czuje wodę omywającą jej nagie stopy. słyszy śpiew jakiegoś egzotycznego ptaka. śpiew cichnie powoli. słychać furkot skrzydeł przecinających powietrze. dźwięk przybliża się. przez moment czuje powiew na twarzy. musiał przelecieć tuż nad nią. wyczuwa teraz lekki powiew wiatru na całym ciele. nie jest zimny lecz przenika ją. powoduje dreszcz rozkoszy. Otwiera oczy. Jest na plaży. Wokół panuje noc. Księżyc w pełni maluje świat na srebrno. Leży naga, a fale przyboju pieszczą delikatnie jej ciało. Rozgląda się dookoła i widzi Jego, stojącego kilka kroków od niej. Gra na skrzypcach, kołysząc się delikatnie do rytmu wypełniającego świat. Słucha tej serenady przeznaczonej wyłącznie dla niej. Nuty przepływają wokół rozbudzając świat jej marzeń. Muzyka powoli cichnie. On odkłada instrument na piasek. Robi krok w jej stronę. Zatrzymuje się. Cofa. Podnosi jeszcze raz skrzypce i zaczyna ponownie grać. Tym razem gra z większą pasją, z większą siłą. Powietrze przed nią zaczyna falować. powoli nabiera kształtów. muzyka przybiera na sile. w powietrzu krystalizuje się róża. jest inna. cała srebrna. Ona wie, iż ta róża pochodzi bezpośrednio od Niego, w przeciwieństwie do tego świata, który jest wytworem jej marzeń. Wyciąga rękę i delikatnie ujmuje w palce łodygę. Uśmiecha się zaskoczona. Ta róża jest żywa. Zbliża ją do twarzy. Zapach jest bardzo silny. Odurza ją. Podnieca. Zamyka oczy. Poddaje się temu uczuciu. Nie zauważa kiedy milknie muzyka. Czuje Jego usta na swoich. Oddaje pocałunek. A księżyc maluje ich ciała na srebrno. *** Budzi się rano w swojej sypialni. Jasne promienie słońca przebijają zasłony. Malują na ścianie świetliste wzory. Przypomina sobie swój cudowny sen. Zamyka oczy próbując przywołać obraz tamtych chwil. Nagle coś odwraca jej myśli od wspomnień. Słyszy w kuchni Jego kroki. Czuje zapach świeżej kawy. Przekręca głowę na bok. Kształt leżący na poduszce przyciąga jej wzrok. To róża. Srebrna róża.
AllegroWchodzi do środka. Drzwi za nim zamykają się z lekkim trzaskiem, odgradzając go od zimna panującego na zewnątrz. Robi kilka kroków wzdłuż ściany i zatrzymuje się w rogu pomieszczenia. Tu, w domu towarowym jest ciepło. To przyciąga klientów. Tak jak jego muzyka. Dlatego nikt go nie wyrzuca na zewnątrz. Poza tym, zbliżają się Święta. Czas dobroci. Dlatego pozwalają mu zostać. Stawia przed sobą futerał i wyjmuje ze środka skrzypce. Robi to powoli rozkoszując się ciepłem. Zanim przystąpi do pracy musi rozgrzać zmarznięte palce. Futerał zostawia otwarty. Może ktoś coś wrzuci. *** Zaczyna grać. Powietrze wypełnia muzyka. Dziś gra Mozarta. Drzwi otwierają się co chwila, wpuszczając do wnętrza mroźny oddech zimy. Czasem zimne płatki dolatują do niego, dotykając twarzy lub rąk zimnem swego istnienia. Poprzez nuty słyszy kroki ludzi. Mijają go. Rzadko zatrzymują się obok by posłuchać. Jeszcze rzadziej słyszy dźwięk monet wrzucanych do futerału. To będzie zły dzień. Głodny dzień. Mimo to gra dalej. Może będzie lepiej. *** Jego czuły węch wychwytuje w powietrzu zapach wiosny. Zapach kwiatów i wiosennej łąki. To niemożliwe. Teraz jest zima. Jednak zapach nie znika. Wzmaga się. Przybliża. Uświadamia sobie, że to zapach perfum. Wśród wielu innych odgłosów odnajduje delikatne kobiece kroki. Zatrzymują się. Zapach nie znika, więc to ona tak pachnie. Stara się grać z większą pasją, by zatrzymać ją tu jak najdłużej. Ten zapach przypomina mu ciepło wiosny, śpiew ptaków, kwiaty. Po chwili kroki ruszają. Zapach oddala się, rozpływa w powietrzu, znika. Może wróci. *** Dziś gra Wieniawskiego. Czeka na wiosnę. Nie wraca. *** Beethoven. Zima nadal panuje wokół, odbierając nadzieję. Powiew wiosny wydaje się być snem wyśnionym wieki temu. Rozpoczyna ostatni utwór. Później wyjdzie na zewnątrz i pójdzie do baru coś zjeść. Może wystarczy nie tylko na zupę. Może. Wiatr przynosi tchnienie wiosny. Przerywa na chwilę zaskoczony. Jednak to nie był sen. Zaczyna znowu grać. Wiosna zatrzymuje się przy nim. Gra sonatę Kreutzerowską. Całą. Muzyka wypełnia świat wokół. Porywa go. Unosi. Jest szczęśliwy. Skończył. Słyszy delikatne kroki. Zbliżają się. Zatrzymują tuż przy nim. Wiosna go odurza. Później obok monet znajduje w futerale banknot. Papier pachnie kwiatami. *** Siedzi w barze. Je obiad. Duży obiad. Prawie zapomniał już, jak to jest być sytym. Futerał trzyma na kolanach. Boi się. Nie chce go stracić. Nie wszyscy ludzie są tacy dobrzy jak Ona. Podczas posiłku czuje delikatne tchnienie wiosny. Unosi głowę zaskoczony. Zapach znika. Wydawało mu się. *** Gra Vivaldiego. Wiosnę. Może to Ją przywoła. Dziś Wigilia. Dziś życzenia się spełniają. Przychodzi. Czuje Jej zapach. Słyszał Jej kroki. Teraz wyczuwa Jej obecność kilka kroków od siebie. Gra dla Niej. Kończy i zaczyna grać własny utwór. Improwizuje. Po kilkunastu taktach do jego skrzypiec dołącza delikatny dźwięk fletu. Przerywa zaskoczony. Flet dalej śpiewa kontynuując melodię, którą on przed chwilą stworzył. Tym razem to skrzypce dołączają do fletu. *** Grają razem. Rozmawiają poprzez muzykę. Świat wokół nich wypełniają najcudowniejsze z dźwięków. Zatracają się powoli w muzyce. Istnieją tylko oni. *** Gdy kończą zapada cisza. Później rozlegają się brawa. Dopiero teraz uświadamia sobie, ile osób im się przysłuchiwało.
Jej kroki przybliżają się i zatrzymują tuż przy nim. Wiosna otula go swym płaszczem. Spośród otaczającej ciemności najmilszy głos jaki może sobie wyobrazić przynosi na swych skrzydłach pytanie.
FinaleStoi na scenie. Gra. Porywająco jak zawsze. Każdy na widowni przeżywa swe własne szczęście, żyjąc w krainie swych marzeń. On stoi przed nimi. Kołysze się w rytm muzyki, która wypływa z jego skrzypiec budzona do życia delikatnymi pociągnięciami smyczka, opływa go wokół i podąża falami ku publiczności. *** W połowie koncertu zmienia styl gry. Nigdy wcześniej tego nie robił. Zawsze pozwalał by jego muzyka rozbudzała marzenia słuchaczy, lecz nigdy nie ingerował w to, co przeżywają. Dziś chce spróbować czegoś innego. Dziś chce im opowiedzieć swoją historię. Historię jak dzięki jednej kobiecie stał się tym, kim jest. *** Opowiada im o tym, jak się poznali. O tym, jak spędzili razem wigilię. O tym, kiedy pierwszy raz uświadomił sobie, że Ją kocha, i o tym, jak dzielili się swym szczęściem. Także o tym, jak bolały każde rozstania, i o tym, jak grała dla niego na flecie. Nie wspomina im tylko o plaży. Plaży, na której doświadczali najwyższych miłosnych i muzycznych uniesień. *** Publiczność siedzi w ciszy. Budzi się ze snu o miłości i szczęściu. Po chwili on zaczyna grać jeszcze raz. Powietrze wypełniają samotne dźwięki skrzypiec. Tym razem o niczym nie opowiada. Nie rozbudza niczyich marzeń. Wspomina tylko dawne czasy, kołysząc się delikatnie w rytm muzyki, którą tworzy. Ktoś na widowni zaczyna płakać. Jego muzyka porusza najczulsze struny ludzkiej duszy. Myśli o tym, kim byłby gdyby nie Ona. Czuje, że mimowolnie przenosi publiczność w świat własnej wizji. Kreśli wokół nich ogród. ogród jest martwy i pusty. zmarznięta ziemia przykryta jest peleryną ze śniegu. śnieg pokrywa także nagie gałęzie drzew. mróz panujący wokół przenika ciało i zamraża krew. żaden wiatr nie ożywia tego miejsca. żaden dźwięk nie zakłóca jego spokoju. Nagle śpiew ptaka rozdziera ciszę. Jest zaskoczony. To nie on go przywołał. Przestaje grać. Czar nie pryska. śpiew ptaka wypełnia ogród życiem. śnieg topnieje. wiosna szczęścia wdziera się do krainy melancholii. Uśmiecha się. Znów udało się Jej mile go zaskoczyć. Dołącza do Niej. Razem przepędzają zimę zamyślenia. *** Brawa trwają całą wieczność. Aromat wiosny unosi się wokół niego. Ona jest przy nim. Jest szczęśliwy. *** Wieczorem znów odwiedzą plażę. Plażę, na której rośnie krzew ich miłości. Krzew srebrnej róży. |