Spis treści Film

Recenzje


Walos

Blair Witch Project

Tytuł: Blair Witch Project
Reżyseria: Daniel Myrick, Eduardo Sánchez
Scenariusz: Daniel Myrick, Eduardo Sánchez
Zdjęcia: Neal Fredericks
Muzyka: Tony Cora
Dźwięk: Dana Meeks
Producent: Robin Cowie, Greg Hale
Obsada: Heather Donahue, Michael Williams, Joshua Leonard, Bob Griffin, Jim King, Sandra Sanchez, Ed Swanson, Patricia Decou, Mark Mason i inni

Po raz pierwszy dowiedziałem się o Blair Witch Project w internecie. Paradokumentalny film, kręcony półamatorskimi środkami, mroczny i tajemniczy klimat; zapowiadało się naprawdę super. Nie ukrywam, że długo czekałem na jakiś naprawdę dobry i ciekawy film, w którym twórcy skoncentrowaliby się na ciekawej fabule i poruszającym nastroju a nie na epatowaniu widzów tragicznej jakości komputerowymi efektami specjalnymi (vide BLADE - WIECZNY ŁOWCA, zdecydowanie I NAGRODA WALOSA za NAJBARDZIEJ OBLEŚNE EFEKTY SPECJALNE OSTATNICH KILKU LAT).

O BWP zaczęło się powali mówić i pisać coraz więcej również w Polsce. Audycje radiowe, wzmianki w pismach itp. Film osiągnął podobno w Stanach miano kultowego, w końcu jakiemuś niezależnemu producentowi udało się dać prztyczka w nos Hollywódzkiej maszynce do robienia pieniędzy. I wszystko byłoby ekstra, gdybym parę dni później nie wygrzebał informacji, że BWP zarobił 170 mln dolców. Przerażający i mroczny film, na który amerykańska publiczność wychowana na Dynastii, Dallas, Titanicu, głupkowatych komediach, idiotycznych talk-showach i debilnych teleturniejach, wali drzwiami i oknami? Zacząłem coś podejrzewać. Zobaczyłem jednak w kinie zapowiedź BWP. Dziewczyna, oświetla od dołu swoją twarz dogasającą już latarką, i dławiąc się łzami przeprasza rodziny swoich przyjaciół oraz swoją. Genialne, może jednak jestem przewrażliwiony, pomyślałem. Poszedłem do kina.

Po piętnastu minutach reklam (w tym miejscu mały konkurs audiotele: kiedy w kinach pojawią się przerwy na reklamy a) za rok b)za pięć lat c)już są reklamy podprogowe) zaczął się film. Na początek wstawka, że jakoby to, co mamy oglądać wydarzyło się naprawdę, a oglądany przez nas obraz jest zapisem wstrząsających przeżyć trójki studentów próbujących zbadać miejscową legendę. Dzięki tej wstawce i kilku pierwszym minutom filmu już każdy widz z IQ większym od 80 wie co się będzie działo dalej. Będzie dużo krzyku, ujęć nakręconych roztrzęsionymi rękami, a na końcu nasi główni bohaterowie zginą i film się urwie. Cóż, znam lepsze scenariusze, ale może, chociaż nakręcili to z klasą? Nic z tego moje panie i panowie. Aktorzy są po prostu TRAGICZNI. Ograniczają się do machania łapami, krzyczenia i przekleństw. Nie wiem może nie znam się na tworzeniu atmosfery grozy, ale zawsze wydawało mi się, że potrzebne jest do tego coś więcej niż tylko słowa SHIT, FUCK i MOTHAFUCKA. Szczerze mówiąc to na bardziej przerażonych i przekonujących wyglądają chociażby moi gracze na sesjach Cthulhu. Co powiedzieć o scenografii, a właściwie lesie, w którym rozgrywa się nasza ulubiona historia? Hm, las jak las. Trochę drzewek, jakiś strumyczek. Po prostu szara rzeczywistość. (Wiem, wiem wybrali to miejsce specjalnie, aby stworzyć wrażenie autentyczności, ale o tym za chwilę). Montaż przyzwoity, znalazło się w filmie kilka naprawdę bardzo dobrych ujęć. Wspomniana przeze mnie wcześniej scena z reklamy filmu, ujęcie w lesie, z wiszącymi na drzewach figurkami z patyków, czy w końcu finałowa scena filmu. Ostatnia minuta to naprawdę mocna rzecz, ratuje cały film przed totalna klapą.

Niestety BWP nie jest dobrym filmem. Dla mnie był naprawdę dużym rozczarowaniem. Zawiniła przede wszystkim chęć uczynienia z tej historyjki paradokumentu. Pociągnęło to za sobą całkowitą rezygnację z bardzo ważnego elementu tworzącego klimat, czyli muzyki. Tej w filmie po prostu brak. Z tego samego powodu nie mógł wykazać się również scenograf (marzyłaby mi się zielonkawa mgła, trupie światło księżyca, błędne ogniki, powykręcane konary, naprawdę mroczny i tajemniczy las a nie jakiś niedorobiony zagajnik). Jedynym, co mogło sprawić, aby przy rezygnacji z muzyki i ciekawej scenografii film nadal trzymał w napięciu byłoby znakomite aktorstwo. A o nim chciałoby się niestety jak najszybciej zapomnieć. Ogólnie więc było po prostu nudno. Nawet bardzo nudno. Seans, na którym byłem zaczął się o 20.00 a ja spojrzawszy na zegarek o 20.58 zakląłem, że zostało jeszcze pół godziny. Czy warto więc iść do kina? Jeżeli nie macie kłopotów z kasą to tak. Zawsze lepiej obejrzeć film samemu i mieć na jego temat własne zdanie. Ja po prostu wychowałem się na książkach H.P. Lovecrafta, Poego czy Barkera filmach Carpentera, Romero, Lyncha czy Scotta. I być może potrzebuję już trochę mocniejszych wrażeń niż oglądanie trójki rozkrzyczanych nastolatków.

Ale ostatnia scena była naprawdę fajna.

Na górę strony