| Zdążyć przed świtem |
Wieczni kochankowie - strange love |
Są wampirami, które podczas swej wieloletniej egzystencji zdobyły prawie wszystko co oferowały światy śmiertelnych oraz Kainitów. Nie jest ich wielu - zaledwie garstka, lecz ich wpływy sięgają daleko. Krążą o nich plotki - ponoć jedyną rzeczą, która ich ekscytuje jest miłość i jej najróżniejsze odmiany. Pasja, namiętność, uwielbienie. Jeśli popełniłeś zbrodnię, do której zawiodło cię pożądanie lub złamałeś Tradycję z powodu uczucia - opowiedz im o tym. Znajdą Cię i będą słuchać, kryjąc twarze za maskami. Jeśli tylko wzbudzisz w ich sercach emocję, pomogą Ci. Jeśli zaś nie poruszysz ich swą opowieścią - zniszczą Cię. Bądź więc ostrożny. Zacznij swą opowieść...
"Love is always selfish, the more ardent the more selfish.
"[...] We mnie ujrzysz ten schyłek dnia, gdy resztka słońca Papieros, który trzymała w dłoni był tylko rekwizytem wzmacniającym siłę aktorskiej ekspresji. Posługiwała się nim po mistrzowsku, wystudiowanymi ruchami sprawiając wrażenie niewymuszonej spontaniczności. Oczy skrywane pod ciemnymi zasłonami rzęs obserwowały otoczenie, z zimną precyzją wyławiając ukrywane sekrety zupełnie jakby nic nie mogło ujść jej uwadze. Dystyngowane zachowanie, wysublimowane maniery i styl dopełniały jej wizerunku. Jej mentor był z niej dumny, podczas gdy ludziom zdawała się po prostu... niedostępna. Szyk i elegancja to doskonała maska dla osoby, której nie dotyczą ludzkie konwenanse i namiętności. Oprawa dla szlachetnego kamienia, którego piękno i perfekcja porównywalne były jedynie z jego chłodem. Nie zawsze jednak była taka. Potrzebowali jej więc wzięli ją do siebie. Długo mówili o powinnościach i obowiązkach, przyjemności umykały ich uwadze. Dziwiła się temu jak można świadomie rezygnować z rozkoszy, przekleństwa przyjemności, nirwany zmysłów. Zrozumieli, że ich wybór był trafny. Ich polityka była dla niej niczym brudna sadzawka dla rosnącej na niej białej lilii. Pozwolili jej zostać z nimi by dbała o drobnostki. Przyjęcia, bale, spotkania. Osobistości, pieniądze, plotki. Jej życie było niekończącym się balem - ulotnym uniesieniem akcentowanym taktami muzyki, światłem żyrandoli i blaskiem zwierciadeł. Twarzami ludzi, przeważenie mężczyzn, którzy oddawali wszystko o co prosiła, a nawet więcej by zgodziła się być z nimi. Poszukiwanie było w jej naturze. Zapomniane uczucia, przyjemność, odmiana. Nie myślała o sensie, przyczynie ani o niczym co zmąciłoby idealnie spokojne wody jej jeziora zaburzyło równowagę sztucznego świata, zburzyło iluzję prawdy. Myśli jednak przychodziły same, trudno się przed nimi bronić. Małe pęknięcia w idealnym murze obronnym, rysy na szkle, skazy. Miała uczucie, że żyjąc w ten sposób traci coś bardzo ważnego, ulotnego i nienamacalnego. Coś o czego istnieniu mogłaby dowiedzieć się tylko doświadczając tego? Może to któraś z ludzkich, niedostępnych tajemnic, za które czasem podświadomie się mściła? Robiła to często krzywdząc tych, którzy oddawali się jej sami. Wiedziała, że mogliby powiedzieć jej wiele na tematy, o których istnieniu nie miała pojęcia. Uczucia, przywiązanie, oddanie? Znała tylko powinności, przynależność i posłuszeństwo, do których ją zobowiązano. Akceptacja tych reguł to niewielka cena za wieczność spędzoną wśród najbardziej wymyślnych luksusów tego świata. Czas przyniósł zwątpienie. Zakradało się do jej umysłu nieśmiało. Powoli niczym wielki, czarny kot skrada się do nieświadomej niebezpieczeństwa myszy. Przestawała ufać swoim. Ich własną broń zwróciła przeciw nim. Lata spędzone w roli świadka ich najprzebieglejszych sztuczek, złamanych obietnic, szemranych przymierzy dały efekt. Zwątpienie. Była pewna, że pewnego dnia może ich zawieść i przestaną jej potrzebować. Wtedy pozbędą się jej tak jak zwykli to czynić ze swoimi przeciwnikami. Myśl ta zapalała iskrę buntu tlącą się pod okowami posłuszeństwa, które wytworzyli w jej umyśle. Irracjonalne zachowanie, wbrew regułom lecz zgodne z jakąś, poszukującą odmiany i niezależności częścią charakteru. Nigdy jednak nie kierowała się potrzebą chwili, uczuciem. Jej posunięcia były majstersztykami analizy, dziełami negocjacji jak przystało na mistrzynię salonowych rozgrywek. Gdy próbowała wyjawić targające nią rozterki zaufanej osobie trafiła na mur niezrozumienia i zrezygnowała, uważając, że proces przedstawienia jej stanu emocjonalnego trwałby zbyt długo. Poza tym efekty były nieprzewidywalne. Zaczęła szukać odpowiedniej osoby. Charakteru, od którego mogłaby się uzależnić lub dokładnego odzwierciedlenia jej nastroju pod postacią innego człowieka. Zapachu, spojrzenia lub czegokolwiek czego istnienia "gdzieś tam" była pewna, a które nigdy nie przyszło do niej z własnej woli. Miejsca były przypadkowe, osoby tak obce, że zdawały się pojawiać, istnieć tylko po to by rzuciła na nie okiem, by zniknąć, gdy tylko odwróci wzrok. Kalejdoskop twarzy, nie kończące się poszukiwanie nieistniejącego, pogoń za straconym czasem, uczuciem, próba nadrobienia zmarnowanego życia. Uczyli ją żeby nie myślała i w tej chwili była im wdzięczna za tę radę. Myśli posłuszne i poddane jednej sprawie stały na baczność ustawione w szereg od najgroźniejszej do tej najbardziej uroczej. Myśli o spełnieniu, którego doświadczy już niebawem. Zaraz? Czy to ta twarz? Co ma do zaoferowania tamta? Bilans zysków i strat. Reguły, zasady. Miłość znalazła ja przypadkiem. Rozogniona twarz młodej dziewczyny i szeroki uśmiech chłopaka obok szyby jej samochodu. Patrzyła i zapamiętywała kilka miłych słów. Nie byli dorośli. Zostali jej obiektem badawczym choć miała uczucie, że traci na nich czas z trudem wyrywany z gąszczu zajęć jej drugiego życia, tego na pokaz. Może dziewczyna byłaby kimś godnym uwagi, gdyby nie jej nieśmiałość, była w cieniu chłopaka i godziła się na to. W jego postępowaniu widziała z kolei nieudolne kopie własnych zachowań w młodzieńczej wersji. Udawane zainteresowanie, pozory uczuć, mechaniczne odgrywanie roli. Tak oczywiste, że banalne. Rozstał się z nią w taki sposób by odczuła to najboleśniej jak tylko mogła. Wykorzystał ją i chełpił się chwałą zdobywcy. Porzucona dziewczyna miała koleżankę. Przyjaciółkę, która pozowała na znawczynię magii, współczesną nałożnicę diabła. Rzuciły na niego "klątwę". Wtedy przyjrzała się im dokładniej. Chłopak został ranny w wypadku samochodowym. Niemal naukowa analiza. Lesbijki, z których porzucona nie była pewna swojej orientacji seksualnej. Strange love. Dziwne towarzystwo, wizja śmieci z nieznanych przyczyn. Pamiętała jednego ze swojego rodu, który oddał życie bo zaraził się chorobą, na którą umierali ludzie. Kradzione obowiązkom chwile zbliżały ją do nich dwóch. One też to czuły, mówiąc o "Nieistniejącej" czule i z wdziękiem, stając przed ciemnym oknem i wzywając "Mroczną Matkę". Kochając się, złożywszy swoją krew w ofierze. Zapraszając niewidoczną Siostrę do łoża, którego białe prześcieradła zdobiły wykwitłe na nim krwawe róże. Któregoś wieczoru przyszła i były to najpiękniejsze chwile w życiu jej "sióstr" jak i jej dziwnej egzystencji. Odkrywała część prawdy schowanej głęboko przed jej oczami. Bunt przeciw swoim przepoczwarzał się w niechęć. Jej bliscy o tym wiedzieli. Mieli wieki doświadczeń. Byli nawet tacy, którzy mówili, że to tylko kwestia czasu kiedy złamie ona Prawo. Byli przewidujący i wiedzieli. Wiedział też mentor, lecz nie pozwolił im jej ukarać. Kary wymierzano za czyny jeszcze nie popełnione, a ona była winna. Gdy wyczuła pewnego wieczoru, że cisza z jego strony oznacza oczekiwanie na wyjaśnienia, zaczęła mówić. Wiedziała doskonale czego się po niej spodziewano. Uczono ją o rodzajach ciszy i jej znaczeniach. Mentor strapił się bardzo, gdy potwierdziła jego obawy, przestrzegł ją lojalnie i przypomniał kary jakie mogły ją spotkać. Wtedy po prostu wyszła, dając upust buntowi, sycąc swój głód niezależności. Wiedziała, że będą patrzeć dokąd idzie, więc znów użyła ich sztuczek przeciw nim. Tego wieczoru poszła do swoich sióstr. Zastała je wśród narkotycznych oparów i psychodelicznej muzyki w pokoju z milionem świec i czarnym kotem w charakterze lokaja. Piła ich śpiewającą arię życia, krew wśród tańczących wokół błędnych ogników i wycia wiatru błagającego o udział w ich zabawie. Kot się uśmiechał, ściany zniknęły a perlisty śmiech spływał kaskadami z ust trzech sióstr o błyszczących oczach. Krew była lepka. Na ich dłoniach, ustach, udach. Szybkie oddechy, brak oddechu. Miłość i jej siostra. Umarły tamtego wieczora. A potem spojrzały wokół pełnym zdziwienia wzrokiem. Uciekła stamtąd przerażona istotą własnego czynu. Zadziałała niezgodnie z regułą, bez kalkulacji strat i zysków. Spontanicznie. Przez chwilę czuła się wolna, wstąpiła na ścieżkę o istnieniu której wiedziała, lecz nie dopuszczała tej myśli do siebie. Chciała iść dalej w tym kierunku. Sprzeciwić się im, działać przeciw, robić na złość infantylnie lub użyć tego, czego ją nauczyli wykorzystać przeciw nim. Stała rozdarta wewnętrznie patrząc w przyszłość. Głosy z przeszłości i wizja cudownego jutra. Niezależności. Strach i konformizm. Wyzwolenie i potępienie. Czas płynął. Emocje milknęły. Rozum triumfował. Decyzja zapadła. Zawróciła, żeby zatrzeć ślady. Zniszczyć dowody. Ścieżka pozostała nie odkryta. Pokój, z którego uciekła był pusty. Szukała, ale nikogo tam ni było. Wróciła skruszona do swojego mentora by przyznać się i ponieść karę. Zastała go w towarzystwie obydwu sióstr, leżących na posadzce. Stał i patrzy na jej dzieło. Potem długo z nią rozmawiał starając się znaleźć przyczynę, dlaczego to zrobiła. Dlaczego nie przewidział jej ruchu? Łatwiej byłoby mu działać w tej sytuacji, która stała się politycznie niewygodna. Przyznała się do chwil słabości, zauważyła błysk pogardy w jego oku. Wiedziała, że od tej chwili nic nie będzie takie samo. Będzie przy niej tylko dla własnej korzyści, nie tak jak dawniej. Teoria wymiany. Bilans. Notowania spadły. Potem zadał pytanie, którego miała nadzieję nie usłyszeć. Wolała by on sam to załatwił. Spytał czy chce je zatrzymać, wskazując na leżące na ziemi ciała. Czy powinien.? Odpowiedź była trudna. Poprosiła o czas, którego nie było wiele, wiedziała o tym. Została z nimi sama. Błagały. Budziły emocje. Wiedziała, że błędna decyzja to straty. Mentor prawdopodobnie musiał użyć wszystkich swoich możliwości by usprawiedliwić ich istnienie. Wspomniała ich namiętność. Teraz nieufna, chciała jednak przekonać się czy to co czuła wtedy było prawdziwe. Gdyby skazała je teraz na śmieć, przez wieczność nie byłaby pewna. Pragnęła tego uczucia. Znowu. Podjęła decyzję. Obydwie "siostry" zostały jej dziećmi w ciemności. Mentorowi wystarczył szantaż by władca miasta zgodził się na ich istnienie. Był bardzo zły, groził i obiecywał zemstę. Uczyła je reguł widząc jak bardzo jej świat fascynował obydwie. Nie czuła się dobrze w pozycji nauczyciela. Stawała się tym, czym gardziła. Natomiast one... Ich poczucie winy nie istniało, były sprawne w obowiązkach i wydajne. Starsi byli z nich zadowoleni, choć obawiali się ich spontaniczności i otwartości umysłów. Kary nie odstraszały. Respekt był tylko zachowawczy. Ich stworzycielka schodziła na drugi plan, przyćmiewały ją swym rodzącym się blaskiem podczas, gdy ona wciąż borykała się z plamą na swoim nieskazitelnym wizerunku tworzonym w oczach innych przez lata. Piękne, wiecznie młode, zawsze razem. Była nimi zafascynowana. Pragnęła ich tak, jak wtedy, tamtej nocy zanim umarły. Zbliżała się do nich, czując jak bardzo się od niej oddaliły, jak bardzo już do niej nie należą. Cierpiała. Powiedziała im o tym. Udały współczucie. Rozpoznała ich nieudolny wybieg od razu. Mimo całego ich piękna, brak było im jej wiedzy i umiejętności. Wyśmiały ją, gdy mówiła o wspólnych chwilach, tłumacząc, że teraz same są tym czym ona, że przestały jej potrzebować. Napawały się swoją mocą, nie wiedząc, że zadały jej bardzo głęboką, lecz nie śmiertelną ranę, której ona nie wybaczy. Znienawidziła je, nie mówiąc o tym nikomu. Mentor nie tolerowałby kolejnej słabości. Zapragnęła je zabić. Tak by nie wiedział nikt. Wynajęcie zabójcy nie wchodziło w grę. Chciała widzieć jak cierpią. Analiza, plan, model. Dawna wiedza w praktyce. Siostry zawarły tajne przymierze z wrogami klanu. Zdobyła dowody, upewniła się i zadziałała. Kara za czyny nie popełnione, śmierć z ręki starszego. Była ich mentorem, więc nie mogły liczyć na niczyją pomoc. Były tak pewne siebie stając w umówionym miejscu, nie dbając nawet o własne bezpieczeństwo. Na jej widok zamarły ze strachu, lecz nie była skłonna słuchać ich próśb. Próbowały podstępu, ona podjęła grę czując nieczyste zamiary. Gdzieś w jej apartamencie zabrzmiała muzyka, której słuchały tamtego wieczora. Udawały jej siostry. Pamiętała tamte chwile tak wyraźnie, że mogła zapomnieć ich intencji. Tak chciała by wróciły. Emocje próbowały dojść do głosu. Krzyczały. Aktorstwo nie sprawiało jej trudności. W pewnej chwili obydwie zaatakowały ją z furią. Była prawie szczęśliwa. Więc to wszystko to naprawdę pozory. Miłości nie ma. Czy kiedykolwiek była? Fascynacja, namiętność, ale. W jednej chwili poczuła dawny ból, mówiący o tym, że osoby, które poznały tajemnicę przychodzą do niej po śmierć. Nigdy nic nie wyjawią. Znowu minęła się z prawdą. Apatia odeszła gdzieś w dal. Chwila była kwintesencją emocji, manifestacją uczuć. Obydwie nie były godnymi przeciwnikami. Zadawała im ból w sposób jaki sprawiał jej najwięcej przyjemności. Potem zadała im śmierć po raz drugi, składając na ich ustach głębokie pożegnalne pocałunki. Odeszły tak nagle, ja przybyły. Jej decyzja była błędem, wiedziała o tym. Mentor nigdy nie spojrzał na nią dawnym wzrokiem. Myśli nie dawały się uporządkować. Emocje stały się odrażające. Niebezpieczne. Nigdy więcej nie szukała, nie starała się znaleźć odpowiedzi.
"love's confusion, dreadful ilussion |