| Recenzje |
Podziemny Krąg (Fight Club) |
Tytuł: Podziemny Krąg
(Fight Club)
First rule of Fight Club: You do not talk about Fight Club. Cóż, ja myślę, że to całkiem dobra rada. Nie mówić o Fight Club, czyli Podziemnym kręgu. Jestem przekonany, że tą radę wezmą sobie do serca krytycy i widzowie i po roku już nikt nie będzie pamiętał o tym filmie. Wyobraźmy sobie szarego pracownika korporacji. Jest on narratorem tego filmu. To księgowy, czy inny gryzipiórek (Norton, widziany np. w Wszyscy mówią: kocham cię). Cierpi on na bezsenność, a ciągła praca zaczyna go mierzić. Zaczyna szukać wyjścia z tej sytuacji. Najpierw przypadkowo trafia na zebranie chorych na raka jąder. Zaczyna mu się to podobać. Spotyka tam Boba (w tej roli wokalista rockowy Meat Loaf), któremu w wyniku kuracji hormonalnej wyrosły kobiece piersi. Bob staje się jego przyjacielem, któremu może się zwierzyć. Spotkania podobnych grup zaczynają naszego bohatera wciągać - uczestniczy w nich dla poczucia bezpieczeństwa, które mu dają, albo dla perwersyjnej przyjemności, której doświadcza obcując z ludźmi, których łączą wspólne tragedie, które jego nie dotyczą. Niedługo potem spotyka oszustkę taką jak on, nazywa się ona Marla Singer (Bonham Carter, bardzo dobra aktorka znana z Hamleta Franco Zeffirelliego czy Frankensteina Kennetha Branagha, tu w roli znacznie poniżej swoich możliwości). Świadomość, że jest jeszcze inny oszust powoduje, że nasz bohater ponownie wpada w depresję. Na to nakładają się jeszcze niezaspokojone seksualne frustracje, które odczuwa przy spotkaniach z Marlą. Chwilowe uspokojenie dla jego skołatanej duszy daje podział "stref wpływów" między nim a Marlą Singer. W pewnym momencie w jego życie wchodzi nowa postać. Nazywa się on Tyler Durden (Pitt, doskonale znany z takich filmów jak Siedem, Dwanaście małp, czy Wywiad z wampirem). Jest to co najmniej podejrzane indywiduum, choć pozornie jest on tylko akwizytorem sprzedającym mydło. Od tej chwili życie naszego bohatera zmienia się diametralnie. Pierwszym objawem tej rewolucji jest tajemnicza eksplozja, która wysadza jego mieszkanie. Gdy ogląda resztki spalonych mebli od Ikei, nasz bohater już wie, że od tej pory nic już nie będzie takie samo. Od tego czasu zaczyna mieszkać u swojego nowo poznanego przyjaciela, Durdena. Ten wciąga go powoli w swoje ciemne interesy. Razem inicjują rozrywkę dla znudzonych życiem mężczyzn. Jest to właśnie tytułowy Fight Club -to tajny klub pięściarski, w którym toczący wzorowe życie faceci dają upust swojej agresji. Walki te są brutalne i krwawe. Zdają się jednak powodować spadek frustracji i nadają tym ludziom nowy sens życia. Durden odsłania przed widzami coraz to szersze horyzonty swojej osobowości - mydło, którym handluje, wyrabia sam z kobiecego tłuszczu. Jest to jednak tylko uboczny produkt jego zainteresowań, które oscylują wokół materiałów wybuchowych i terroryzmu. Głosi ideologię, której celem jest zerwanie z cywilizacją. Durden twierdzi, że rzeczy, które posiadasz, tak naprawdę posiadają ciebie. Odpowiedzią na problemy egzystencjalne dla Durdena jest samodestrukcja. W oparciu o Fight Club Durden tworzy organizację terrorystyczną. Sieć zdolnych do wszystkiego i absolutnie posłusznych wobec Durdena ekstremistów. Celem ich ataków są wszelkie przejawy cywilizacji: od sklepów z elektroniką, po banki, których zniszczenie ma dać światu wolność. Jednocześnie narasta konflikt między bohaterem a Durdenem, konflikt którego źródłem są niezaspokojone frustracje seksualne narratora, gdyż to właśnie Durden, a nie on, zdobywa Marlę Singer, a także konflikt na tle moralnym, gdyż główny bohater zaczyna nabierać wątpliwości co do czynów, w których uczestniczy pod wpływem Durdena. Fincher, reżyser takich filmów jak Siedem, Gra czy Obcy 3, przyłącza się do nurtu kontestatorów cywilizacji. Nie jest to nic nowego, podobny przykład mamy np. w Upadku, gdzie Michael Douglas gra bardzo podobną postać, pracownika korporacji, który zrywa z takim stylem bycia. Jednak wo dróżnieniu od Upadku, film Finchera pozbawiony jest przesłania. To co widz zauważa przede wszystkim, to narastanie scen przemocy, które całkowicie zdominowały film. Są to sceny bardzo krwawe i nie mające nic wspólnego z dobrym smakiem. To co chciał przekazać Fincher ginie w natłoku kolejnych scen walki i agresji, tak że w końcu nie wiadomo, czy ten film miał cokolwiek do przekazania. Co więcej, Fincher nie ocenia w żaden sposób tego, co pokazuje. Choć narratora dręczą wyrzuty sumienia, tak naprawdę film ten jest pochwałą przemocy i bezrozumnej destrukcji. Charakterystyczna jest tu rola Pitta. Durden jest bardzo podobny do jego bohatera z Dwunastu małp. Jest szalonym prorokiem, uparcie dążącym do swojego celu i organizującym grupę terrorystyczna. Postać Durdena to zarazem przeciwieństwo narratora, a równocześnie, o czym mówi nam Fincher, jest realizacją jego podświadomych pragnień, pragnień by być jednostką aktywną, silną, zdecydowaną, a także seksualnie wyzwoloną - to Durden realizuje pragnienia bohatera do zdobycia Marli Singer (zresztą sceny stosunków seksualnych podkreślają tu wręcz zwierzęcość tych czynności, są właściwie groteską i przerysowaniem, zupełnie pozbawionym gustu). I choć w wysoce absurdalnym finale nasz bohater tak naprawdę okazuje się być Durdenem (film wysoce nie logiczny w tym miejscu staje się kompletnym absurdem) - to wydaje się jednak, że Fincherowi chodziło o to, że tak naprawdę Durden jest uosobieniem podświadomych pragnień każdego mężczyzny, taki według Finchera miałby być ideał nowego bohatera. Kontestator i niszczyciel. Pamiętając Siedem tegoż samego Finchera bardzo się zawiodłem, licząc, że Podziemny krąg okaże się filmem co najmniej tak dobrym. To co dostaliśmy jest mieszaniną absurdu i groteski (choćby postać Boba, który budzi śmiech i zniesmaczenie), obfitującą w całkowicie bezsensowne sceny przemocy, propagujące przemoc dla niej samej. Fincher zmarnował tu dobrych aktorów (np. Bonham Carter w roli właściwie ulicznej dziwki, nie prezentuje sobą niczego; także Norton jest właściwie bezbarwny, jego dylematy są mało przekonujące; jedynie Pitt stara się ratować sytuację, ale ma rolę najbardziej wyeksponowaną, zresztą i tak miał lepsze kreacje w swojej karierze), nie pozostawił w filmie niczego, co mogłoby spowodować podniesienie jego wartości. Zadaję sobie pytanie, po co nakręcono ten film? I nie znajduję odpowiedzi. Bo zdania typu: jest to o tym, co się dzieje w dzisiejszym społeczeństwie, które powoduje, że młodzi ludzie realizują się w agresywnych zachowaniach (wolne tłumaczenie z oficjalnej wypowiedzi The 20th Century Fox) - są mało przekonujące. Najśmieszniejsze jest to, że film ten właśnie takie zachowania inspiruje - otóż amerykańska prasa donosi, że młodzież odtwarza pomysły typu Fight Club na swoich podwórkach, co skończyło się już poważnymi pobiciami (ale co się dziwić Amerykanom, którzy po filmie Matrix skakali z wieżowców, bo myśleli, że tak naprawdę nic im się nie stanie). Jedno jest pewne - film ten jest bardzo kontrowersyjny, stąd może budzić skrajne opinie, w każdym razie trudno odebrać go w sposób obojętny.
Ocena: |