| Caern |
|
Chris "Vlad_IV" George Majewski Proszę Państwa, to jest wilkołak! |
Do sali wielkiej auli wypełnionej ludźmi weszła jeszcze jedna osoba - ubrany w biały fartuch, wysoki i lekko posiwiały mężczyzna. Pod pachą niósł jakąś teczkę. Cały czas nerwowo wycierał i poprawiał okulary. Stanął na środku podwyższenia, odkaszlnął, żeby przerwać panujący w sali hałas. Niestety nie pomogło. Musiał powtórzyć tę czynność, tym razem chrząknął głośniej. Zebrani popatrzyli po sobie i nastała niemal grobowa cisza. Mężczyzna na podwyższeniu wyprostował się i skinął głową w stronę drzwi z przeciwnego końca sali, niż tego, z którego wszedł, a potem wskazał jakieś miejsce na ziemi. Ludzie spoglądali w punkt, który wskazywał profesor, ale dostrzegli tylko pustą powierzchnię podłogi. Wtem rozległ się hałas i wahadłowe drzwi otwarły swe podwoje. Wszyscy zgromadzeni, znowu jak jeden mąż, zwrócili się w tamtą stronę. Chwila nerwowego oczekiwania i przez drzwi wchodzi dwóch uzbrojonych strażników, a za nimi dwóch innych mężczyzn wpycha do środka wózek (taki, jakie mają w prosektoriach) z przywiązanym do niego, chyba nieżyjącym człowiekiem. Na twarzach wszystkich pojawiło się zakłopotanie.
Tragarze wepchnęli wózek do sali i ustawili go dokładnie w punkcie, wskazanym przez profesora. Po obu jego stronach ustawili się strażnicy, przodem do widowni. Wszystkich zatkało. Profesor jeszcze raz odchrząknął (tym razem chyba po to, aby oczyścić gardło) i przeszedł się kilka razy po podwyższeniu. Wyglądał tak, jakby w tym momencie kontemplował ciszę. Nikt nie ważył się odezwać, ani nawet wydać najdrobniejszego dźwięku.
"Drodzy Państwo." - wreszcie przemówił - "Chciałbym Wam przedstawić moje najnowsze i, nie ukrywam, sensacyjne odkrycie. Odkrycie nowego gatunku na Ziemi!" - po sali przetoczyła się fal szeptów. Wszyscy spoglądali po sobie i nerwowo rozmawiali. Hałas znowu przerwało chrząknięcie profesora. Wtem coś zaczęło się dziać. Mięśnie przywiązanego zaczęły błyskawicznie rosnąć, nieprawdopodobnie naprężając krępujące go pasy. Cisza. Wszyscy, z niedowierzaniem, wpatrywali się w zmieniającego się "wilkołaka". No może nie wszyscy... gdyż jakaś kobieta z przodu zemdlała... Transformacja postępowała. Ciało pokrywało się gęstą sierścią, prawie półtorakrotnie powiększyło się (co doprowadziło pasy na skraj wytrzymałości), a głowa zamieniła się w wielkie "coś", przypominające jakoś niemiłosiernie zniekształconą głowę wilka... Wybuchła panika. Ludzie zaczęli krzyczeć, padać na ziemię, tratować się nawzajem. Chyba nikt nie panował nad swoimi odruchami. Nikt, z wyjątkiem doktora Berminghama, który z szerokim uśmiechem obserwował całe to zamieszanie. Potężna fala ludzka przelewała się w tej chwili po sali, kierując się do wyjścia i zostawiając za sobą tylko bałagan.
Kiedy niemal wszyscy opuścili salę (kilka osób zostało - wtulili się w ściany i trzęśli się niemiłosiernie) Bermingham podszedł na skraj podwyższenia i zmierzył pustą przestrzeń wzrokiem. Kiedy tak stał i delektował się słodkim smakiem zwycięstwa, usłyszał za sobą jakiś hałas. Powoli odwrócił się do tyłu. Widok, który ukazał się jego oczom zmroziłby krew każdego i przeraził do szpiku kości. Włochata bestia, dzięki której, przed chwilą, mógł delektować się zwycięstwem, właśnie odgryzała głowę drugiemu strażnikowi. "Chyba pasy nie wytrzymały" - ostatnia myśl profesora, zanim kły zacisnęły się na jego szyi, miażdżąc ją... |