| Zdążyć przed świtem |
Wieczni kochankowie - krwawa walentynka |
Są wampirami, które podczas swej wieloletniej egzystencji zdobyły prawie wszystko co oferowały światy śmiertelnych oraz Kainitów. Nie jest ich wielu - zaledwie garstka, lecz ich wpływy sięgają daleko. Krążą o nich plotki - ponoć jedyną rzeczą, która ich ekscytuje jest miłość i jej najróżniejsze odmiany. Pasja, namiętność, uwielbienie. Jeśli popełniłeś zbrodnię, do której zawiodło cię pożądanie lub złamałeś Tradycję z powodu uczucia - opowiedz im o tym. Znajdą Cię i będą słuchać, kryjąc twarze za maskami. Jeśli tylko wzbudzisz w ich sercach emocję, pomogą Ci. Jeśli zaś nie poruszysz ich swą opowieścią - zniszczą Cię. Bądź więc ostrożny. Zacznij swą opowieść...
"...To feel him now against her veins
"I'm trapped" she whispers to the night I. Klub nazywał się Darqness i był zaadaptowanym na halę koncertową schronem atomowym. Każdej nocy zjawiały się tam zastępy jego stałych bywalców - głównie młodych ludzi zafascynowanych ostrym, brutalnym brzemieniem i image grających zespołów, członków gangów, ćpuny, podpalacze, nieletnie dziwki i zboczeńcy. Nieliczne jasne miejsca w środku oświetlały ostre, niebieskie światła ultrafioletowych lap i przemysłowych reflektorów, niewidoczne w ciemnościach ściany wymalowane sprayem w kształty dziwnych, wynaturzonych twarzy i scen z Biblii. Ciężkie, nikotynowo - narkotyczne powietrze, toksyczne i nie nadające się do oddychania, dźwięki wyrywające się z monumentalnych, niby kolumny kościoła głośników, uderzające w szalejących pod sceną lunatyków z siłą tsunami. Na scenie oświetlonej tylko czerwonym światłem cztery tworzące szaleństwo postaci niczym demony ze snu wariata. Kobieca postać w zaplamionej krwią powłóczystej sukni ślubnej trzymająca w rękach zawieszoną na łańcuchu gitarę basową wykrzykuje tekst mogący być tekstem piosenki lub modlitwą do Szatana. Jej towarzysze to skóry, łańcuchy i puste spojrzenia. Liquid Fever. Moi faworyci i podopieczni. Jedyna muzyka, która oddaje uczucia. Moje uczucia. Rozglądałem się wogół stojąc na metalowych schodach, ponad całym tym motłochem, bandą głupców, którzy należeli do mnie, żywili i dawali schronienie. Lava Like Lady, Damien, Natalia, Siren, Salt i Tommy Flynn. Banda gotycko ustylizowanych, zapatrzonych w siebie młodych dekadentów, dążących do samozniszczenia. Wielokrotnie rozważali krok, na który zdecydował się ich były przyjaciel Lucian, ale brakowało im odwagi. Popełnił samobójstwo. Lucian stał się ich prywatną legendą. Piją jego zdrowe i wciąż wymawiają jego imię. Zabijają się powoli - ogromnymi ilościami papierosów i kokainą. Zachowują się jak szakale, co jakiś czas przyjmując kogoś nowego do swego grona młodych, bladych i pięknych. Zwykle to dziewczyna poznana przy barze albo jakiś zauroczony ćpun. Bawią się nim, a potem wyrzucają jak śmiecia grając na jego uczuciach albo poniżając. Są zepsuci w ten jedyny wspaniały, młodzieńczo zawistny, lekko melancholijny sposób, będący parodią moralności, groteską której bohaterem jest ich ofiara. II. Liquid Fever skończył koncert. Byli supportem dla dziwnego komercyjnego wynaturzenia o nazwie HER. Szeroko promowane w mediach dźwięki kontrastowały z autentycznością miejsca, mimo to znaleźli się osobnicy zasłuchani w nie bez reszty. Tommy Flynn poznał Josie, która była tu pierwszy raz. Przyszła specjalnie na ten koncert, stała zagubiona przed zapchanym barem licząc monety. Nie widziała uśmiechów jego znajomych, gdy ją obejmował a od Lava Like Lady dowiedziała się w kiblu, że ma wielkie szczęście, że ją zechciał. Potem było "Kill me tonight", szklanka soku z amfetaminą i kilka piw. Josie obudziła się rano na ławce obok placu zabaw, dwie przecznice od chaty. Obok siedział Tommy i palił papierosa. Czuła się źle. Powiedział, że zobaczył jej adres w legitymacji i że nie wiedział, że ma tylko 15 lat, a potem pokazał jej swoją koszulkę z autografem wokalisty HER. "Dostanie ją jak zadzwonisz" - dźwięczało jej w uszach, gdy znikał z rogiem. Nie wiedziała jeszcze nic o miłości. III. Byłem bardzo niezadowolony z wyboru, którego dokonał Tommy. Twarzyczka niewinna i niemal całkowicie dziecięca, ale usta pomalowane na czarno i tatuaże zmyliły mnie. To dziecko, pewnie przyszła tu na koncert tych pieprzonych radosnych pozerów. Nie powinniśmy takich tu wpuszczać. Bramkarze też powinni częściej żądać dowodu. Hmmm...Pewnie jest fanką i życie by oddała za rozmowę z wokalistą. Śmiałem się a jednocześnie nienawidziłem jej niewinności, tego w jaki sposób ją traci. W jaki tracą ją oni wszyscy. Jak łatwo na to pozwalają i jak chętnie, bezwolnie dają się deprawować. Nie jestem tu żeby zbawiać czyjąś duszę, ale nienawidzę myśli, że to ja jestem przyczyną. Ja, to miejsce. Ciemność plami ich dusze tak łatwo, przyciąga ich do siebie i zabiera ze sobą. "37 youth killed last week". Niech więc cierpi! Tak! Niech zrobi to dal mnie, dla innych. Będę cieszył się widokiem jej małej śmierci. To będzie jej próba - jeśli jej nie przetrwa, załamie się, zrobi to- odejdę. Zamknę ten klub. Zasnę. Na długo. Jeśli przetrwa, okaże się silniejsza ode mnie. Ta mała istotka, przypadkowa bohaterka nigdy nie napisanej książki, fortuna wcielona, chaos, czynnik ryzyka. To gra i sprawdzian dla mnie. Ona jest jak kość, skazująca lub wybawiająca wynkiem losowania. Dlaczego? Życie w zamku z kości słoniowej jest nudne, niesłychanie i niewypowiedzialnie. Przez ostatnie miesiące miałem jeszcze Ich, ale jeden z nich odszedł. W końcu zabiją się jedno po drugim. Czy to ja go zabiłem? Nie. Kocham ich. Są tak podobni do mnie. Podobne potrzeby, fascynacje, namiętności, mentalność, nawet nałogi. Tommy, mój nieświadomy sprzymierzeńcu. Od dawna współpracujemy choć nic o tym nie wiesz. Pamiętasz, gdy chciałeś rzucić tę małą blondynkę? Jaką miała depresję. Mówiła coś o długach, że jej brat został ciężko pobity. To ja - przygotowałem ją dla ciebie, byś mógł zadać jej ostatni cios. I zrobiłeś to w mistrzowski sposób. Uwierzyła, że zaraziłeś ją HIV. Uciekła. Tej nocy imprezowaliście a ja cieszyłem się razem z wami. Tydzień później nie żyła. Tym razem damy z siebie wszystko. To będzie największa tragedia jej kilkunastoletniego życia, Tommy. Ona musi zginąć, ja muszę przegrać zakład. Przegrać tę grę, poświęcić pionka, żeby uratować resztę. To dla mnie, ale mojego sumienia, czy raczej tego co z niego zostało, najważniejsze. Muszę zasnąć. IV. Starzy szukali jej wszędzie. Całą noc. Gdy przyszła, zaczęła się awantura. Bezrobotny ojciec był o tej porze w domu. Pobił ją i zakazał wychodzić z domu. Kolejny raz przysięgła sobie, że go zabije. Siedziała w swoim pokoju, swojej samotni wyklejonej plakatami HER i czarno - białymi zdjęciami. Zagłuszała dźwięki muzyką rozrywającą bębenki. Wtedy usłyszała "Kill me tonight". Impuls, szybka reakcja, emocje. Spakowała kilka rzeczy do plecaka i uciekła z domu przez okno w swym pokoju. V. Byli z Tommym przez cały dzień. Park, metro, schody i wszystkie ulubione miejsca, dziesiątki papierosów. Był myślami daleko, tak jej się zdawało. W rzeczywistości starał się być. Okazała się inna niż sądził. Słuchała HER, ale nie tylko ze względu na wokalistę. Mówiła o tekstach, a on zrozumiał, że ma bardzo głębokie i ciekawe przemyślenia. Ten zespół był faktycznie częścią jej życia, sensem i treścią. Poraz pierwszy myśl o tym w jaki sposób ją rzucić zniknęła. Gdzieś w parku, po zmroku zamienili się koszulkami i kochali się ze sobą nieśmiało. Flynn walczył ze swoją naturą. Tłumaczył sobie, że ją wykorzystał tak, jak chciał, ale myśli o szczerości tego aktu nie dawały mu spokoju, nie pasowały. W dodatku nie była taka jak inne dziwki, które po pierwszym razie myślały, że będą z nim na zawsze i zachowywały się jak matki. Była inna. Czuła, dziewczęca. Zbyt dużo jak dla niego. Uciekł myślami a potem się rozstali. Josie go kochała. VI. Nie rozumiałem co się z nim dzieje. Zwykle zimny jak głaz, kobieciarz i obiekt westchnień dziesiątek małych idiotek z klubu, zupełnie odmieniony. Nigdy nie złamał zasad - nie przyprowadził ofiary do ich stołu, nigdy też się nie uśmiechnął. Czułem jego emocje. Zbyt wiele w nich chaosu by wyczuć jedną, wiodącą lecz to co czuł niepokoiło mnie. Ta gra to nie szachy, to raczej orzeł lub reszka. Jasne sytuacje. Jego przyjaciele spytali go w jaki sposób ją rzuci. Zmieszał się, lecz oni wciąż byli dla niego ważniejsi. Ustalili termin. Natalia i Siren całowały się głęboko, Lava like Lady i Damien tańczyli. Tommy wpatrywał się w miejsce Luciana jakby szukając odpowiedzi. VII. Wieczór, klub. Grają Machine i Toilet Boys. Nie ma rezerwacji, dwie ulice dalej gang zastrzelił chłopaka, deszcz. Tommy i Josie spotkali się przed klubem. Ochroniarz, gruby Portorykańczyk z tatuażami na całych rękach wpuścił ich bez kolejki i biletów. Tommy kazał jej zostać przy barze, zauważyła dziwną reakcję z jego strony - jakby nagle pobladł, widziała dziwne uśmiechy pod jej adresem. Po piętnastu minutach przysiadła się do niej ciemnowłosa dziewczyna z kolczykiem w nosie i wytatuowanymi na czarno ustami. Powiedziała, że nazywa się Salt i że jej chłopak chce, żeby przyszła do kibla. Potem udała głośno orgazm śmiejąc się szyderczo. Zawtórowały jej jakieś głosy ze stolika pod ścianą. Josie mimo wszystko poszła w tamtym kierunku. Minęła nieprzytomnego dzieciaka i weszła do zatłoczonego, oświetlonego na zielono pomieszczenia. Zauważyła jakąś dziewczynę siedzącą w objęciach Tommyego na brudnej umywalce. Całowali się, ona trzymała dłoń w jego spodniach. Śmiech za jej plecami stał się histeryczny, para ją zauważyła. Tommy odwrócił głowę by nie patrzeć jak cierpi. Josie wybiegła stamtąd nic nie widząc przez łzy. Płacz był niekontrolowany, nie widziała nawet że chwilę potem Flynn chiał pójść za nią, odtrąciwszy Siren, z którą się całował. Szła otumaniona, nie chcąc wiedzieć dokąd idzie. Czuła się jak oszukane dziecko. Mijała sklep ze ścianą telewizorów na wystawie. Wszędzie MTV, wszędzie ta sama wiadomość. Josie stała tam niby przed obliczem wyroczni, skulona w sobie, nie zwracając uwagi na deszcz, który moczył jej ubranie. Szalony fan wdarł się do apartamentu zespołu HER zabijając wszystkich jego członków po czym popełnił samobójstwo strzałem w głowę. Ziemia popędziła na spotkanie z nią. Sama nie wiedziała w jaki sposób znalazła się w domu. Plakaty, chrapanie starego, żyletka na stole, półotwarte okno. Obrazy bez związku, które przelatywały w jej umyśle jak błyskawice. Brak sensu. Nie ma sensu. Pustka. Otworzyła notatnik, wybrała odpowiedni wiersz, położyła go na stole. Poczekała jeszcze minutę i podcięła sobie żyły. VIII. Flynn nie miał odwagi przerwać zaklętego kręgu ich małej, dekadenckiej tradycji. Nie myliłem się co do jego uczuć. Nie był pewny, wahał się. Wykonał swoją część planu, ale to mi nie wystarczyło. Musiał zapłacić za zmianę poglądów, zmianę stron, zdradę. Zabrałem go z klubu. Reszta szakali była zła, dla nich był bohaterem wieczoru, szykowała się impreza. Byłem przy tym, gdy dowiadywała się o mojej części planu. To jeden z moich ćpunów zabił wszystkich tam w hotelu, tak jak wcześniej zrobił to z bratem tej małej blondynki. To tylko narzędzia które wyrzuca się po wykorzystaniu, nic więcej. Nie mogłem pozwolić, żeby zginęła tam, na ulicy, więc zaniosłem ją do domu. Kazałem Flynnowi patrzeć, to ostatnia rzecz, do której go potrzebowałem. Był wcieleniem mnie złego, wszystkim tym, kim nie chciałem być. Niepewnym, "letnim", nieokreślonym. Zabójcą z uczuciami. Kochającym bez uczuć. Ona była prawdziwa. O wiele bardziej od niego, była dobra do końca i niewinna. Nawet ja nie potrafiłem jej zepsuć. Poza tym rozegrała to na moją korzyść. Przegrałem, tak jak chciałem. Pionek się przewrócił, zdrajca wzięty w niewolę. Nachyliłem się nad jej ciałem. Półotwarte usta obok kartki papieru. Strofy, wiersz. Pisany jej ręką. Tak inny od imitacji sztuki zabitych pozerów, jej ulubieńców. Dojrzały, smutny, pełny. Myśl przyszła szybko - czy zasługuje na los jaki jej przypadł? IX. Gdy otwarła oczy, wyglądała pięknie. Blada, cudowna twarz otoczona burzą włosów z dziesiątkami piegów i sinymi ustami. Flynn był jej pierwszym posiłkiem. Nie fair z mojej strony, że nie mogła tego kontrolować, lecz wtedy z pewnością by go nie zabiła. Przegrała moją grę, umarła. Ja zamknąłem klub, więc nigdy więcej żaden z nich tam nie przyjdzie. Szakale znajdą sobie inne miejsce, te przeklęte cienie mnie samego, zanim odkryłem jej autentyczność. Kocham ją, nigdy nie pozwolę jej od siebie odejść. W pewnym sensie ona kocha mnie także, daję jej to, czego potrzebowała by tworzyć a tylko wtedy, gdy tworzy pozwalam jaj na odrobinę własnej woli w działaniu. Moja mała, nieśmiertelna Josie jest autentyczna tylko wtedy, gdy cierpi, więc już nigdy nie odmówię jej cierpienia.
Ta kobieta - mówili |