Spis treści Film

Recenzje


Chris "Vlad_IV" George Majewski

Dziewiąte wrota

Tytuł: Dziewiąte wrota (The Ninth Gate)
Reżyseria: Roman Polański
Scenariusz: Enrique Urbizu, John Brown i Roman Polański
Muzyka: Wojciech Kilar
Obsada: Johnny Depp, Frank Langella, Lena Olin, Emmanuele Seigner, James Russo, Barbara Jefford i inni
Czas trwania: 127 minut
Dystrybucja: Syrena Entertainment Group (www.syrena.com)

Po raz pierwszy od długiego czasu miałem okazję oglądać film Polańskiego, który mi się podobał (po "Nieustraszonych pogromcach wampirów" i "Dziecku Rosemary"). I w dodatku, TAK bardzo mi się podobał... Ale znowu zacznijmy od początku.

Bohaterem filmu jest niejaki Corso (Depp), znany nowojorski bibliofil, który zdobywa cenne i niesamowicie rzadkie książki za bardzo duże honoraria (co jest dosyć dziwne, zważywszy na jego warunki mieszkaniowe... ale to tylko szczegół). Wszyscy uważają go za człowieka, który za odpowiednią sumę sprzedałby swoją duszę (o czym dobitnie świadczy dialog z konkurencją w windzie), czemu on sam nie stara się zaprzeczyć. Jak zwykł mawiać: "W jego branży dobra reputacja niesie ze sobą zgubę.". Pewnego dnia dostaje zlecenie zbadania dwóch z trzech pozostałych egzemplarzy "Dziewięciu wrót Królestwa Cieni". Pan Balkan, pozbawiony skrupułów kolekcjoner książek demonologicznych posiadł już jedną z nich (odkupując ją od jej posiadacza dzień przed jego samobójstwem...), ale chce sprawdzić jej autentyczność. Oferuje on Corso astronomiczną sumę za wykonanie tego zlecenia. Oczywiście (chociaż po dość długim namyśle...) bohater zgadza się. Dalej akcja "leci jak z górki". Żona poprzedniego właściciela księgi (pani Telfer) usiłuje go zabić, ginie jego jedyny przyjaciel, do tego Pan Balkan stał się jakoś dziwnie tajemniczy... Czyli coś tu śmierdzi...

Nie chcę tu jednak opowiadać fabuły, gdyż jej powolne odkrywanie dostarcza widzowi niesamowitych wrażeń. Polański po mistrzowsku stopniuje napięcie i odkrywa kolejne sekrety fabuły. Reżyser przedstawia nam wspaniałe lokacje (które TRZEBA oglądać na wielkim ekranie), którym towarzyszy genialna, moim skromnym zdaniem, muzyka Wojciecha Kilara, coraz to wspanialsze kolekcje starych ksiąg, raz po raz żongluje kolejnymi tytułami i datami ich wydania... Dla niektórych może się to wydać nużące, ale dla mnie było wspaniałą odmianą po filmach, w których nie ma czasu na odpoczynek. Film ten snuje się swoim, powolnym tempem. Pozwala się widzowi zastanowić nad tym, co widzi. Pozwala delektować się wspaniałym klimatem i myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć... Ale nie oznacza to, że film się ciągnie, czy co gorsza, jest nudny. Ależ skąd! Nie brakuje w nim także "szybkich" scen, ale nie są one główną osią filmu... za co serdecznie dziękuję jego twórcom i biję w ich stronę pokłony...

A czy ten film ma jakieś wady, bo jak na razie wydawałem na jego temat same pochlebne opinie. Owszem, gdyż nie ma filmu bez wad... Jedną z nich jest postać "Zielonookiej" (gdyż tak nazwał ją Corso;-), która, moim zdaniem, kompletnie nie pasuje do niektórych scen i zdaję się być wyrwana z kontekstu. W jej wykonaniu oglądamy popisy latania, znikania, wspinaczki po rynnach, itd. Oczywiście reżyser nie ukrywa jej nadnaturalnego pochodzenia (o czym świadczą jej "umiejętności"...), co w niektórych momentach po prostu razi (jak podczas spotkania Bractwa)... Kolejną sprawą jest wspomniana czasowa monotonność, czyli "umieranie" akcji w niektórych momentach... Dla jednych jest to wada, a dla innych nie. Jak już wspominałem, dla mnie taka "powolność" jest rzeczą wspaniałą... ale wymieniam ją tutaj, ponieważ dla ludzi przyzwyczajonych do akcji w stylu "Matrix'a", gdzie podczas kilkunastu sekund pada kilkadziesiąt trupów, przestoje są rzeczą niewybaczalną...;-).

Ostatnią rzeczą, która mi się nie podobała było zakończenie... znowu można je rozpatrywać dwojako. Może zamysłem twórczym było pewne niedopowiedzenie (w co wątpię, bo Polański w wywiadach mówił, że chciał nakręcić inne zakończenie, ale niestety ostatnie słowo należy do producentów...), albo po prostu zabrakło pomysłu... Może i niektórym się ono spodoba, ale ja pozostanę przy swoim - chciałbym zobaczyć, co się wydarzy...

Koniec z narzekaniem. Powiem to jeszcze raz: Film jest wspaniały, fenomenalny, itd. Mogę wymyślać inne wyrazy zachwytu... Od razu wskoczył u mnie na "pierwsze miejsce" wśród moich ulubionych pozycji. Świetne dialogi, przepiękne sceny (spacer po blankach średniowiecznej fortecy francuskiej), tajemniczość i nastrój ciągłej niepewności (szczerze mówiąc, to pewnie John Carter chciałby, żeby jego "Archiwum X" miało taki klimat...).

Po seansie podsłuchałem kilka rozmów, w których ludzie wypowiadali rożne opinie na temat tego dzieła. Na przykład jakiś mężczyzna mówił, że nie wie co sądzić o tym filmie, bo jest strasznie ciężki w odbiorze. To wspaniale! Nareszcie mogłem się zastanowić nad filmem (chociaż po "Szóstym zmyśle" też nie mogłem zasnąć...), przemyśleć pewne rzeczy, zastanowić się nad znaczeniem niektórych szczegółów (np. konkurs na spostrzegawczość - Co wypadło "Zielonookiej" z motoru?) i nad tym, czy miały one jakieś znaczenie, czy też go nie miały. Pomimo faktu, że wspomniany obraz widziałem już cztery razy, to za każdym razem wychwytywałem jakiś szczegół, jakąś rzecz, której wcześniej nie zauważyłem... Niektóre sceny, dopiero po kilkukrotnym ich obejrzeniu nabierają piękna w pełnej krasie (jak na przykład scena przy fontannie w ogrodzie - ach... to rechotanie żab, ten szum wiatru...). No kwestia, która do teraz nie daje mi spokoju: Kim do cholery była "Zielonooka"?!?!?

Jeszcze raz: Polecam, polecam, polecam, polecam, polecam i... polecam. Obowiązkowa pozycja dla fanów horrorów, inteligentnych filmów i oczywiście Romana Polańskiego, który pokazał jak zrobić genialny film bez hektolitrów rozlanej krwi i efektów specjalnych co minutę... Kocham "Dziewiąte wrota"!!! A w najbliższym terminie pobić je może tylko "Blair Witch Project", którego premiera na początku marca.

Oceny:

Chris: 5+
GTS: 4-

Na górę strony