|
Tomasz 'Magness' Kucza
Zwiewni
|
Przedruk artykułu Zwiewni z Inkluza nr 46.
Hanza
Wioska pogrążona była we śnie. Księżyc rzucał słabą poświatę na skulone
na skraju lasu chaty. Nagle ciszę zakłóciło głośne ujadanie. Niczym widma
do wioski wpadło pięciu jeźdźców. Pierwszy z nich niósł pochodnię. Ogień
odbijał się w jego oczach.
Hanza 'Zwiewni' była szeroko znana w Nilfgaardzie. Jej skład zmieniał
się wielokrotnie, niektórzy członkowie ginęli - od miecza lub na szubienicy
- inni się przyłączali. Wielokrotnie podejmowano próby rozbicia Zwiewnych,
ale wydawało się, że są nieuchwytni. Wkrótce narosła wokół nich legenda,
a matki straszyły nimi swoje dzieci.
Aianis Lekki
W świetle pochodni skóra Aianisa wydała się czerwona. Roześmiał się i
rzucił pochodnię na strzechę domu.
- Heja! - zawołał spinając konia. - Pobudka ziomkowie!
Pozostali członkowie hanzy zawtórowali mu.
- Pobudka, wstawać lenie! - wołali. Ich oczy połyskiwały w blasku ognia.
Aianis zeskoczył z wierzchowca i wyciągnął sztylet. Odwrócił twarz w stronę
swoich towarzyszy. Umilkli i poszli w ślady przywódcy. Drzwi chaty otwarły
się.
Aianis nazywany jest przez członków hanzy Lekkim. Jego rodzice byli akrobatami,
zginęli podczas jednego z występów. Aianis odkrył, że ich śmierć nie była
przypadkowa i ukarał sprawców. Wtedy jego sztylet po raz pierwszy zanurzył
się we krwi. Od tego czasu ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości.
Zebrał podobnych sobie wyrzutków i stworzył Zwiewnych.
Pod wodzą Lekkiego, zaczęli wymierzać sprawiedliwość przestępcom. Znali
tylko jedną karę, a ich sposób postępowania był prosty - podpalić domu,
zabić wszystkich, zagrabić dobytek.
Zwiewni
Stary mężczyzna wyszedł z chaty zaciskając dłonie na stylisku topora.
- Zbieraj się Łotrze, ty zajmiesz się gospodarzem - Lekki wydawał rozkazy
ściszonym głosem. Alié przypilnuj koni.
Półelfka westchnęła, ale nie zaprotestowała, choć miała ominąć ją najlepsza
zabawa. Nikt nie kwestionował słów Lekkiego.
- Srebrzysty, ty wejdziesz do środka, zajmij się dzieciakami. A ty, Chrabąszcz
za mną.
Alié patrzyła jak błyskają obnażone sztylety i miecze. Uśmiech pojawił
się na jej twarzy. Zniknął, gdy poczuła na gardle zimną stal.
Lekki, Chrabąszcz, Łotr, Srebrzysty i Alié - te imiona wymawiano z trwogą.
Wiele krwi przelała ta piątka, wiele łez zostało wylanych z powodu ich
ataków, wielu próbowało ich dopaść. Dla nagrody, z zemsty lub dla sławy.
Byli jednak nieuchwytni. Pod wodzą Lekkiego, pozostała czwórka działała
sprawnie niczym wilki na tropie ofiary. Z ich rąk ginęli różni - młynarz,
który oszukiwał na wadze, koniokrad, chłop bijący żonę, nieuczciwy poborca
podatków? A wraz z nimi ginęły ich rodziny, płonęły chaty, znikały kosztowności.
Chrabąszcz był wysoki i barczysty, miał ciemną karnację i zawsze ubierał
się w połyskującą skórę, której zawdzięczał przezwisko. Był świadkiem
śmierci swej rodziny oskarżonej o czary i od tego czasu nie powiedział
ani słowa. Chrabąszcz często pomagał hanzie mocą, którą odziedziczył po
rodzicach, ale której nie potrafił zbyt dobrze kontrolować.
Łotr zanim trafił do hanzy był drobnym złodziejaszkiem, których pełno
w miastach. Stracił prawą dłoń, ale wśród Zwiewnych nauczył się dzierżyć
miecz w lewej ręce i wkrótce mało kto umiał mu dorównać w walce.
Alié porzucona przez matkę zarabiała na życie na ulicach miast. Pewnego
razu zabiła swojego klienta i musiała uciekać. Zwiewni zapewnili jej bezpieczeństwo.
Stali się jej rodziną.
Srebrzysty
Załomotał rzucony na drewniany stół hełm. Rycerz spojrzał groźnie na
skuloną na krześle dziewczynę.
- Więc wyjaśnij nam, Alié - w jego oczach gorzała wściekłość - w jaki
sposób wydostaliście się z zasadzki w Wołobierzu. Bo chyba nie był to,
li, tylko przypadek, co? - ostatnie słowa ryknął jej prosto do ucha.
Dziewczyna szarpnęła się jak uderzona i pociągnęła nosem.
- Nie? - szepnęła. - To dzięki Srebrzystemu.
Srebrzysty był najdziwniejszym osobnikiem z całej piątki. Jego połyskująca,
szara skóra i białe oczy potrafiły przerazić nawet najtwardszych. Był
zimny i cichy. Słuchał się we wszystkim Lekkiego. Nie znał innego życia
niż życie wśród Zwiewnych. Nikt nie wiedział skąd pochodzi, ani czy jest
człowiekiem. Towarzyszył im wiernie, od kiedy uratowali go przed linczem
z rąk przerażonych jego umiejętnościami i wyglądem wieśniaków.
Żywe Srebro
- To ten szary? - warknął rycerz.
Alié skinęła głową.
- Twierdzisz więc, że on sam, w pojedynkę pokonał moich piętnastu zbrojnych
- wycedził rycerz spacerując wzdłuż ściany.
- Miał pewne? moce.
- Czarownik? - Rycerz zastygł w bezruchu.
- Nie - zaprzeczyła Alié.
- Więc kim on był, do jasnej cholery?!
Srebrzysty potrafił zmieniać kształt. Nie jak dopplerzy, przypominał
raczej żywe srebro - przelewał się i połyskiwał. W takim stanie potrafił
przenikać przez szczeliny w ścianach, przechodzić przez ogień, nie imał
się go oręż. Żywe Srebro - niektórzy tak na niego mówili, ale wśród Zwiewnych
przybrał imię Srebrzysty.
Nie wiedzieli skąd pochodzi - miał dziwny akcent, czasem mówił do siebie
w nieznanym języku, wprawiały go w zdumienie trywialne rzeczy, takie jak
mydło, czy lustro, czasem zaś zaskakiwał towarzyszy znajomością geografii
i języków, o którą by go nie podejrzewali.
Samotny
- Zabija z zimną krwią - szeptała Alié. Rycerz przysłuchiwał się stojąc
w bezruchu przy stole. - Nie używa broni, zanurza swoje srebrzyste dłonie
w ciele człowieka i sprawia, że krew puszcza mu się z ust i nosa. Potem
spija tą krew połyskującym, srebrzystym językiem.
- Bzdury.
- A po każdej takiej uczcie, siada na uboczu, z dala od naszego ogniska.
Widzimy tylko jego sylwetkę, jak siedzi skulony i mamrocze w swojej dziwnej
mowie. Może modli się do swoich obcych bogów?
- Bluźnisz i bredzisz - zawyrokował rycerz. - To cię jednak nie uratuje.
Do tygodnia wyłapiemy tą twoją bandę i ozdobimy nimi świerki w lesie.
Srebrzysty zawsze trzymał się na uboczu. Nie uczestniczył w zabawach,
siedział z dala od obozowego ogniska pogrążony we własnych sprawach. Czasem
bawił się, godzinami przelewając dłonie i przyglądając się odblaskom światła
na nich.
W czasie ataku zabijał ludzi gołymi rękami, zatapiając dłonie w ich ciałach.
Później spijał łapczywie krew, a jego białe zazwyczaj oczy zabarwiały
się na czerwono. Wieczorem po takiej uczcie siadał na uboczu i mamrotał
w swoim języku. Następnego dnia był bardzo żywotny i podniecony, śmiał
się razem z innymi, nie odpowiadał jak zwykle półsłówkami, ale wdawał
się w długie rozmowy a w jego pustych oczach połyskiwała wesołość.
Zawsze wolni
- Zawsze byliśmy i zawsze będziemy wolni - Alié uniosła głowę i wytarła
nos rękawem koszuli. - Wolnością, której ty nigdy nie poznasz i nie jesteś
w stanie zrozumieć.
Rycerz uśmiechnął się kpiąco i sięgnął po hełm.
- Więc zawiśniecie wraz ze swoją wolnością.
Nie zauważył srebrnej kałuży rozlewającej się pod stopami.
Zwiewni zazwyczaj atakowali nocą, przy świetle księżyca. W wioskach wpierw
podpalali dom ofiary, by wywabić ją na zewnątrz, a potem mieczami i sztyletami
kończyli sprawę. Przed śmiercią ofiary wykrzykiwali jej w twarz za co
spotyka go kara. Dzieci zostawiali zawsze Srebrzystemu, choć Alié czasem
protestowała twierdząc, że nie powinni ich karać za zbrodnie rodziców.
Lekki uśmiechał się wtedy i nic nie mówił, Srebrzysty zaś roztapiał się
i znikał w środku chaty. Srebrzysty lubił dzieci.
Jeśli ofiarą miał być ktoś znaczniejszy, kogo pilnowali strażnicy lub
ktoś, komu mieszkańcy okolicznych domów gotowi byli przyjść z pomocą,
Zwiewni wysyłali wpierw Srebrzystego. Dostawał się on do środka przez
szczeliny pod drzwiami lub w ścianie. Otwierał im drzwi i wtedy atakowali
w milczeniu. Często o śmierci ofiary dowiadywano się dopiero rankiem następnego
dnia, gdy Zwiewni byli już daleko.
Krew życia
Srebrzysty omotał krzyczącego rycerza połyskującymi splotami swojego
ciała. Ciemna krew spływała po nim i wnikała w Żywe Srebro znikając bez
śladu.
Alié wyrwała broń z dłoni martwego i włożyła na głowę jego hełm.
- Dobra robota, Srebrzysty - uśmiechnęła się do powoli odzyskującego normalne
kształty towarzysza.
Uśmiechnął się oblizując wargi i ruszył przodem.
Krew daje Srebrzystemu życie. Bez niej traci siły i zdolność do zamiany
w Żywe Srebro, staje się apatyczny i małomówny.
Czerwień w źrenicach
Szum lasu uspokajał i sprawiał, że Alié czuła się dziwnie lekka i radosna.
- Gdzie teraz? - zapytała mrużąc oczy.
- A jak myślisz? - Łotr uśmiechnął się krzywo wodząc palcami po rękojeści
miecza. Kikutem ręki przytrzymywał wodze konia.
Wzruszyła ramionami.
- Do Wołobierza - odezwał się Srebrzysty. - Ktoś musi zapłacić za zdradę.
Przytaknęli z uśmiechem.
- Ktoś musi zapłacić - mruknął Lekki. - I to mi się podoba! - krzyknął.
Srebrzysty nie odpowiedział. Zmrużył czerwone oczy. Jego szarą twarz rozjaśnił
uśmiech.
|