Spis treści Literatura

Kącik tolkienowski


Elessar, Boromir

Wiedźmin wśród Hobbitów

Przedruk artykułu Wiedźmin wśród Hobbitów z Inkluza nr 36.

Elessar: No i stało się - trzy miesiące po naszym rodzimym Wiedźminie na ekrany kin weszła pierwsza część Władcy Pierścieni. Od razu narzuca się porównanie - lecz jakkolwiek filmy dzieli ogromna przepaść, wydaje się, że obaj autorzy nie odbiegają od siebie poziomem aż tak bardzo. W Internecie często można znaleźć sondy - kogo wolisz, Tolkiena, czy ASa - i z wynikami bywa różnie. Jeśli jednak głębiej zastanowić się właśnie nad oboma filmami, można odnieść wrażenie, że twórcom Wiedźmina zabrakło pasji, poczucia, że tworzą coś niezwykłego, czegoś, co niewątpliwie czuli członkowie ekipy Petera Jacksona. Czy nie jest to częściowo spowodowane brakiem tejże pasji w literaturze Sapkowskiego? Czytając ją miałem czasem poczucie, że w porównaniu do książek Mistrza jest taka zwykła, ludzka...

Boromir: No oczywiście, że baśń o wiedźminie jest, jak to ująłeś, ludzka! Ale czy to aby na pewno sugeruje brak pasji? Tolkien próbował przekazać czytelnikowi jak najwięcej czystego, idyllicznego wręcz piękna - Sapkowski natomiast piętnuje zło; występuje ono w jego prozie równie często, jak piękno u Tolkiena. Zło występuje tu w każdej postaci - od zwykłego, ludzkiego sukinsyństwa, do demonicznego wręcz zła ucieleśnionego w postaci czarodzieja Vilgefortza - z naciskiem jednak na to pierwsze. I tu faktycznie ujawnia się "ludzkość" prozy Sapka - bo czyż w naszym świecie nie jest podobnie? Powiedzmy to sobie szczerze: sukinsyństwo jest w dzisiejszych czasach w modzie, a coraz trudniej spotkać człowieka, jak to się mówi, "z zasadami". Sapkowski zdaje się doskonale to zauważać - i dlatego to piętnuje. Tolkien natomiast obchodził zło szerokim łukiem. Czy aby nie jest to pójściem na łatwiznę?

Elessar: W pewnym sensie jest, jednak nie do końca. Tolkien napisał mitologię, stworzył świat. Fundamentem każdej dobrej powieści fantasy jest, a przynajmniej powinien być, świat. Przypatrzmy się zatem Sapkowskiemu - co tu mamy? Czy to na pewno jest świat fantasy? Sugerujesz, że Tolkien poszedł na łatwiznę upraszczając schemat dobra i zła, ale czy Sapkowski czasem również nie uprościł sobie zadania przenosząc nasz prawdziwy świat w realia fantasy, zmieniając tylko detale tak by nazewnictwo pasowało? By zamiast Żydów i Masonów mieć elfów i krasnoludów, na których równie dobrze mogą wyżywać się rasiści? Im dalej człowiek zagłębia się w dzieje wiedźmina Geralta, tym dosadniej widać, że świat Sapkowskiego to po prostu nasza Ziemia. Nie wydaje Ci się, że to właśnie można określić pójściem na łatwiznę? I co ważniejsze, czy wobec tego literaturę Sapkowskiego, w szczególności Pięcioksiąg Sagi, można traktować jak pełne fantasy?

Boromir: Faktycznie, jeśli przez pojęcie "pełne" rozumie się dzieło, w którym wszystko, absolutnie wszystko, jest wytworem wyobraźni autora, to Sapka nie można pod to podciągnąć. Literatura Sapkowskiego jest w pewnym sensie tendencyjna - piętnuje wady nas samych, naszego świata. Tendencyjność jest zawsze zła - ale tylko, jeśli jest podstawowym celem, jaki stawia sobie autor, jak np. było w największej pomyłce polskiej literatury, czyli "Ludziach bezdomnych". Jeśli jest tylko "poboczna", może nawet znacznie wzbogacić książkę. Poza tym myślę, że należałoby tu postawić sobie jedno, podstawowe pytanie: czy sam fakt "bycia fantasy" jest podstawowym wymiernikiem klasy książki?

Elessar: Na pewno nie, jednakże ja wcale tego nie sugerowałem. Chodzi mi raczej o to, czego oczekujemy po książce fantasy. Czy naszego świata nie mamy dość w codziennym życiu? Książek, które opisują szarą codzienność jest wiele, chociaż na poziom Sapkowskiego z pewnością wznosi się jedynie mała część z nich. Z drugiej strony być może dzięki takiej oryginalnej przenośni przesłanie Wiedźmina trafi do ludzi, którzy książek innych gatunków nie czytują. Mnie jednak ta tendencyjność przeszkadza, często bowiem bierze ona górę nad baśniowością losów Wiedźmina, przez co cała książka traci swój magiczny urok. Doskonale widać to nawet porównując kolejne książki o Wiedźminie - z jednej strony rewelacyjne opowiadania, w których nawiązania do naszej cywilizacji są w tle i doskonale uzupełniają pomysłowe opowieści o Geralcie, a z drugiej strony kolejne tomy Sagi, w których coraz mniej jest fantastyki, a coraz więcej z każdym rozdziałem nas samych, naszych słabości i wad przeniesionych w realia wiedźmińskiego świata.

Boromir: Faktycznie, opowiadania są najlepsze, a za nimi pierwsze dwa tomy sagi - później jest, niestety, coraz gorzej. Nie sądzę jednak, że głównym powodem tej "spadkowej" tendencji jest zwiększenie dawki moralizatorstwa. Raczej piętnowałbym tu zupełnie niepotrzebne rozdrobnienie narracji na ciągle powtarzające się retrospekcje. Oczywiście sam pomysł ujęcia legendy w retrospekcję jest dobry - świetny jest motyw pustelnika Vysogoty i jego rozmów z Ciri - jednak w czwartym i piątym tomie ilość punktów widzenia i różnych, zupełnie niezależnych od siebie postaci-narratorów jest tak wielka, że czytelnik nie tylko zaczyna się w tym gubić, ale również zwyczajnie się zniechęca. Mam wrażenie, że autor miał zbyt wiele pomysłów na raz w głowie i bardzo trudno mu było zrezygnować choć z jednego. Ze szkodą dla książki, niestety... Chociaż faktycznie równolegle z powyższym w miarę postępu akcji sagi coraz mniej jest w niej fantastyki. U Tolkiena natomiast nie ma ani moralitetu, ani realizmu, a najwyższą wartością w książce jest fantastyka i piękno świata.

Elessar: Nie jedyną jednakże - w jego twórczości, szczególnie we Władcy Pierścieni, widać również tęsknotę do prawdziwej, głębokiej przyjaźni, o którą coraz trudniej w dzisiejszym, zmechanizowanym świecie. A jak już jesteśmy przy zmechanizowaniu świata - Tolkien nigdy tego nie pochwalał, nie lubił maszyn, fabryk, samochodów - chociaż jego skrajnie konserwatywna w tym wypadku postawa jest mocno przesadzona, wydaje mi się, że jej echa można odnaleźć we Władcy Pierścieni. Mam na myśli oczywiście bardziej podświadomość Mistrza, niż celowe, jak to ujmujesz, tendencyjne pisanie, łatwo jednak dostrzec fascynację Tolkiena przyrodą, w szczególności drzewami - wspaniałe opisy aż tchną życiem, szczególnie w Starym Lesie i oczywiście w całym epizodzie w Fangornie. Znowu widać tu różnicę między Tolkienem a Sapkowskim, u którego opisy w ogóle schodzą na dalszy plan ustępując miejsca pędzącej, wielowątkowej akcji i błyskotliwym dialogom. Trudno oceniać w tym wypadku, kto jest lepszy, ponieważ obaj panowie całkowicie różnią się stylami, jednak także właśnie te szerokie, piękne opisy tworzą świat, którego u Sapkowskiego - powtórzę to - brakuje.

Boromir: Faktycznie, czytając opowieści o wiedźminie trudno sobie wyobrazić świat, w którym żyje bohater. Słyszymy ogromną ilość nazw państw, miast, rzek, dziesiątki imion, w tym wielu królów, ale świata wyobrazić się nie da - może z wyjątkiem poszczególnych fragmentów, jak np. ujście Jarugi (co jednak wiele nie zmienia) - i u czytelnika pozostaje uczucie białej plamy, jakby pustych, niedopowiedzianych kart w całej historii.
Jednak, jak sam zauważyłeś, Sapkowski bije Tolkiena pod względem wielowątkowości. U tego ostatniego trochę jej brakuje, choć mamy przynajmniej rozdzielenie akcji w "Dwóch Wieżach"...
Natomiast wracając jeszcze do tendencyjności: obaj zgadzamy się co do tego, że Tolkien unikał moralizowania, na rzecz pokazywania piękna i dawania przykładu. Warto zauważyć, że w tym sensie jego również można "oskarżyć" o tendencję; stworzony przez niego piękny świat kontrastuje z naszym, rzeczywistym - jest dla niego alternatywą i przy tym pod wieloma względami przeciwieństwem. Może to zbyt daleko idąca konkluzja, ale podsumowując, można to ująć jednym zdaniem - to tak, jakby Sapkowski mówił: "Ale ten nasz świat jest do bani!", a Tolkien dodawał: "Racja, a zobaczcie, jaki mógłby być piękny!".

Elessar: Ciekawy i trafny wniosek. Jednakże z twierdzeniem, jakoby Śródziemie było przeciwieństwem Ziemi, zgodzić się nie mogę. Tolkien stworzył Śródziemie w pewnym sensie jako mitologię Anglii, a przynajmniej takie były jego początkowe zamiary. Pisząc, wymyślając sugerował się znanymi powszechnie mitami i legendami, głównie skandynawskimi - stąd można powiedzieć, że Śródziemie przypomina nasz świat, ale nasz świat z opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie, a nie z obecnego życia codziennego.
Jeśli zaś chodzi o wielowątkowość, czy nie miałeś wrażenia czytając wiedźmińską sagę, że Sapkowski miejscami przesadza? Niektóre postacie niewiele wnosiły do książki poza zamętem powstającym w głowie czytelnika. Ponadto pomysły na kolejne wątki im dalej w sagę, tym gorsze są w mojej opinii, autorowi jakby brakuje pomysłów i nie potrafi nas już niczym specjalnym zaskoczyć.
Tolkien natomiast faktycznie, pisze dość jednopłaszczyznowo, niemniej dzięki głębi świata i to nie rzuca się tak bardzo w oczy. Poza tym bardzo umiejętnie wplata jednak wiele wątków pobocznych, których na pierwszy rzut oka można nie dostrzec, jednak tworzą one otoczkę podróży równie dobrze jak sam świat. Czego Mistrzowi brakuje, to trochę zbyt płytkie traktowanie bohaterów - w wielu przypadkach ma wszak materiał do ciekawych przemyśleń, np. relacje Aragorn - Boromir czy Gimli - Legolas; tak naprawdę jednak bliżej przyjrzeć się można tylko psychice Froda, który na przestrzeni powieści zmienia się z beztroskiego hobbita w osobę mądrością życiową dorównującą elfom. Co ważne, w przeciwieństwie do filmu, w książce zmiana ta następuje stopniowo.

Boromir: Jeśli chodzi o wielowątkowość, to oczywiście, że Sapkowski trochę przesadzał - ale tyczy się to tych wątków "przyszłościowych", o których pisałem kilka wypowiedzi wyżej. Natomiast dobrze, że zwróciłeś uwagę na kwestię psychiki - na tym polu polski pisarz zdecydowanie bije angielskiego mistrza. U Tolkiena, jak sam zauważyłeś, nieco tego brakuje, natomiast jest to chyba najmocniejszy punkt twórczości Sapkowskiego. Warto tu przypomnieć np. takie opowiadanie, jak "Okruch lodu", lub przyjrzeć się bliżej relacjom Geralta z jego towarzyszami podróży w sadze.
A wracając do Tolkiena: myślę, że autor nie tylko mógł pogłębić relacje między bohaterami, ale mógł również po prostu zwiększyć dawkę analizy psychicznej każdej z postaci z osobna. Zauważ, jak olbrzymie różnice światopoglądowe mogli mieć (i z pewnością mieli) członkowie drużyny - różnice wynikające zarówno z mentalności danej rasy lub krajów, z których pochodzili, jak również z wiedzy lub jej braku. Najlepszym przykładem jest tutaj Boromir, którego rozterki uwieńczone próbą odebrania Pierścienia nie są spowodowane tylko słabym charakterem, jak wielu nieuważnie czytających uważa, ale przede wszystkim sposobowi, w jaki wychowywał go ojciec, oraz brakiem wiedzy Gondorczyków na temat historii i geografii świata.
Tolkien wszystkich tych bohaterów przedstawiał na tle świata i - jeśli w czyichkolwiek - to w oczach Froda. A ja chętnie zobaczyłbym ten świat w oczach Boromira czy Gimlego - tak samo, jak Sapkowski przedstawiał swój świat w oczach zarówno Geralta, jak i Ciri, Yennefer, czy nawet Dijkstry. Różnorodność punktów widzenia czyni świat pełnowymiarowym i wielopłaszczyznowym.

Elessar: Możnaby zrozumieć to tak, że różnorodność punktów widzenia jest konieczna do pełnowymiarowości i wielopłaszczyznowości świata, a to na pewno prawdą nie jest... Nie jestem nawet przekonany, czy jest to obiektywna zaleta - określiłbym to raczej jako odmienny styl, sposób pokazania świata, wydarzeń i bohaterów trochę szerzej, sposób, który Sapkowski wykorzystuje znakomicie, jednak który nie wystarcza by zaprezentować całość tak dobrze, jak zrobił to Tolkien. Powód jest prosty i już wcześniej go omawialiśmy, chociaż może uda mi się ująć myśl w nowe słowa - Sapkowski próbuje w jednej książce - serii książek, dla uściślenia - zawrzeć i pokazać wszystko. Tolkien natomiast nie musi tego robić, bowiem jego powieść jest umiejscowiona w istniejącym już świecie. I chociaż faktycznie u Mistrza brakuje głębszych rysów psychiki postaci, brakuje trochę wątków pobocznych rodem z codziennego życia, to akurat te aspekty powieści możemy sobie dość łatwo wyobrazić, bowiem zostały zbudowane podstawy do tworzenia historii w Śródziemiu. Mamy świat - możemy wymyślić przygodę, bohatera. Mamy bohatera, nawet już istniejącego - możemy rozwinąć jego psychikę. Co natomiast jest u Sapkowskiego? Są przygody - ale nie ma świata. Jest analiza przeżyć bohaterów, ale nie ma miejsca na nowe postacie. Tu już wszystko zostało powiedziane. Niestety.
Czytając Sagę mam wrażenie, że jest to książka pisana przez człowieka niebywale inteligentnego, spostrzegawczego, z ogromną wiedzą o życiu, bardzo ciętym językiem i oczywiście talentem pisarskim, ale któremu brakuje tego czegoś, co trudno nazwać... nawet nie tyle wyobraźni, co swego rodzaju magicznego natchnienia, którego absolutnym szczytem jest Tolkien. Nie tak nowoczesny, nie tak życiowy jak Sapkowski, ale za to właśnie magiczny. A tacy ludzie zdarzają się niezwykle rzadko.

Boromir: Czyli podsumowując nasze dotychczasowe rozważania, mamy kilka punktów, w których obaj pisarze znacznie się różnią (świat, psychika, podejście do rzeczywistości etc.). Jednej znaczącej różnicy jednak jeszcze nie omówiliśmy, a mianowicie podejścia do symboliki...

Elessar: O tak, tutaj znowu między oboma panami jest znacząca różnica. Tolkien przywiązuje do legend, symboli ogromne znaczenie, przepowiednie w Śródziemiu zawsze się sprawdzają, a wielokroć nawet imiona historycznych postaci służą za broń - np. zawołanie "A Elbereth Gilthoniel", które odstraszyło Nazguli na Wichrowym Czubie, podczas gdy było to po prostu imię Vardy wypowiedziane po elficku. Sapkowski tymczasem symbolikę traktuje z kpiną, niech przykładem tu będą dla porównania miecze głównych bohaterów obu książek - Anduril z wypisanymi na nim zgubnymi dla Mordoru zaklęciami z jednej strony, a z drugiej Sihill, na którym krasnoludzkimi runami wyrzeźbiono napis "Na pohybel skurwysynom!".

Boromir: Albo wisiorek z imieniem Ciri, który na wojnę zabrał ze sobą Jarre, a który miał przynieść mu miłość - wmawiano mu: "Miej go przy sobie, a z pewnością ona nie zapomni" etc., Jarre sam w to wierzył, a oczywiście Ciri nigdy nawet nie była blisko pomyślenia o nim - nie mówiąc już o miłości. Skończyło się na tym, że Jarre dał na imię swojej córce "Ciri" i tyle. Sapkowski depcze symbole, miesza je z błotem. Kto wie zresztą, czy nie ma racji? - W życiu tak jest; wierzysz w coś, traktujesz to jak świętość, ale kończy się to prawie zawsze niczym... Człowiek by chciał, żeby było inaczej, ale, jak już zauważyliśmy wcześniej, Sapkowski piętnuje każde zło naszego świata...
A u Tolkiena raz czytamy, jak Faramir i Boromir mają sen, który kieruje ich do Rivendell, zaraz potem słyszymy, że Króla Nazguli musi zabić kobieta - i oczywiście ginie on z ręki Eowiny... Myślę, że takie podejście do szeroko pojętej metafizyki w dużej mierze wpływa na ten niepowtarzalny, baśniowy i fantastyczny klimat Władcy Pierścieni, który wychwalałeś na początku naszej polemiki.

Elessar: I który w mojej opinii jest największą możliwą zaletą książki fantasy. To jest niewątpliwie najmocniejsza strona Tolkiena. A jaka jest najmocniejsza strona Sapka, poza psychologią postaci? Chyba doskonałe dialogi...

Boromir: Oj, tak. Przypomnij sobie dialog Geralta z Codringherem, zakończony rzutem orionem w ścianę obok głowy Geralta - to było arcymistrzowskie! Albo rozmowa Jaskra z Dijkstrą, czy tego ostatniego z królem Koviru Esteradem - że nie wspomnę Geralta i Vilgefortza na Thanedd... Zresztą, poza takimi długimi, niezwykle inteligentnymi dialogami często przewijają się u Sapka krótkie, szybkie i dowcipne odpowiedzi, jak np. przywitanie Dorregaraya w opowiadaniu "Granice możliwości", lub sławne zakończenie rozmowy Jaskra z Dijkstrą, w którym obaj nawzajem się okłamują, jednocześnie wiedząc o nieszczerości tego drugiego - ten fragment zna chyba każdy!
A co jeszcze w twórczości Sapkowskiego zasługuje na najwyższe pochwały? Sama postać wiedźmina! Idea człowieka-mutanta, odbijającego strzały mieczem i trudniącego się zabijaniem potworów za pieniądze - to jest pomysł! Powinniśmy byli poruszyć ten temat na samym początku, bo to jedna z największych zalet opowieści o wiedźminie. Bardzo niewielu autorów potrafi wymyślić równie ciekawe postacie - wyjątkiem jest tu chyba C.S. Friedmann i jej Gerald Tarrant - ale to już chyba temat na inną rozmowę...

Elessar: Tak, wiedźmin to niewątpliwie wybitny pomysł, który można śmiało postawić w jednym rzędzie nawet nie tylko z Geraldem Tarrantem, ale z samym Hobbitem, od którego przecież to wszystko się zaczęło i na którym teraz naszą rozmowę zakończymy...

Boromir: ...A wracając do Geralda Tarranta...

Na górę strony