Spis treści Wytchnienie

 

Wojciech Diechtiar

Tęczowy smok

Przedruk artykułu Tęczowy smok z Inkluza nr 43.

Opowiem Ci bajkę. Kiedyś, za górami, za lasami, za siedmioma morzami, w krainie, której już nie ma, żył pewien smok. Nie jakaś obrzydliwa, straszna bestia, pożerająca dziewice i puszczająca z dymem całe wsie, śpiąca na górze zrabowanych skarbów, ale piękna, magiczna istota o tęczowej łusce. Każdego dnia smok wyruszał ze swego leża w kryształowej grocie na wysokim, górskim szczycie, by podziwiać piękno swej krainy, zachwycać się majestatem gór, chłonąć ciepłe promienie łagodnego słońca, czuć rześkie podmuchy wiatru. Całymi godzinami szybował pod dachem świata, chłonął zapachy lasu, kwiatów, traw. Ścigał się z ptakami, dziurawił chmury, straszył zające. Nie musiał zabijać, bo przecież był stworzony z najczystszej, najpiękniejszej magii. Wręcz przeciwnie - opiekował się roślinami i zwierzętami, leśnymi stworkami i elfami. Gdy pojawili się ludzie odkrył, że jego największym darem i umiejętnością było przywracanie kolorów marzeniom.

Żył tak szczęśliwie od niepamiętnych czasów, prawdopodobnie od początku świata. I żyłby w ten sposób może nawet do dziś, gdyby nie pewna piękna dziewczyna. Nie wiadomo, co go w niej urzekło. Być może uroda, ale bardziej prawdopodobne wydaje się, że zobaczył w jej marzeniach tak niesłychanie piękne barwy, jakich dotąd nigdzie nie widział. Czasami rodzą się tacy ludzie, którzy potrafią zachwycić nawet istotę magiczną. Tak więc odtąd smok coraz częściej krążył nad domem, w którym mieszkała, polem, na którym pracowała, lasem, w którym zbierała jagody. Przestał ścigać orły, nie chciało mu się malować z chmur obrazów, a zające szybko zapomniały, że istnieje. Słuchając jej śpiewu zaczął wyobrażać sobie, że może żyć u jej boku jak człowiek, prostym i niewinnym życiem. Czas mijał, a jego pragnienie okazania jej swojej miłości, spojrzenia w oczy i dotknięcia dłoni, stało się obsesją. Kraina zaczęła szarzeć. Drzewa, kwiaty, zwierzęta, leśne duszki i elfy zaczęły umierać, gdy ich marzenia bledły i rozpływały się w nicości.

Smok postanowił poszukać kogoś, kto będzie w stanie zamienić go w człowieka. Wyruszył za góry, w nieznane strony. Dotarł do oceanu, przeszukał tysiące wysp - nie znalazł nikogo, kto byłby w stanie mu pomóc. Za oceanem był kraj wielkich równin i pięknych jezior, za nim kolejne góry, lasy, łąki... Wreszcie, na środku ogromnej pustyni, znalazł wieżę zbudowaną z kości, w której mieszkała czarownica. Jej jedynym pragnieniem było odarcie wszystkich istot z marzeń, aby w ten sposób stać się ich królową i panią. Nigdy nie widziała, pomimo tego, że była naprawdę potężną czarownicą, prawdziwego smoka. Ale wiedziała za to, że wedle legend, póki na świecie są smoki, póty ludzie nie wyzbędą się marzeń. Spełniła więc prośbę smoka z radością, bo wiedziała, że stając się człowiekiem, umrze.

W ten oto sposób smok obudził się następnego dnia w ciele mężczyzny. Podobało mu się, było młode i silne. Wyruszył z radością z powrotem. Ale przecież czekała go długa droga. Jego kraina była daleko, a on nie potrafił już latać. Zaczął cierpieć głód i niewygody, ranił stopy na kamieniach, szorstka tkanina ocierała mu skórę, pył wielu dróg zamglił wzrok. Na początku czuł jeszcze smoka, który krzyczał rozpaczliwie w jego sercu, próbował się wydostać, rozwinąć skrzydła... Wtedy płakał, chciał go uwolnić, ale niestety, czarownica wiedziała doskonale, że serce człowieka nie poddaje się jego woli. Szedł więc bardzo długo, odwiedził wszystkie kraje świata i wszędzie widział, jak coraz mniej jest na nim dobrych ludzi. Utracili swoje marzenia, czarownica zaczynała wprowadzać swoje rządy. Nigdzie nie mógł odnaleźć drogi do swojej krainy.

Pewnego jesiennego wieczoru, gdy słońce majestatycznie zachodziło za horyzont, Wędrowiec, bo tak siebie w myślach nazywał, usłyszał śpiew. Serce mało nie wyskoczyło mu z piersi (to smok próbował się uwolnić w ostatnim akcie desperacji). Zaczął biec i za zakrętem leśnej ścieżki ujrzał, siedzącą przy strumieniu i spoglądającą w niebo, swoją wybrankę. Była starsza, lecz nadal piękna, gdyż jej marzenia rozświetlały ją od wewnątrz. Wędrowiec zdał sobie sprawę, że jest w domu, ale kraina zmieniła się nie do poznania. I on się zmienił. Długie lata ciężkiej podróży sprawiły, że wyglądał jak starzec.
- Czego tak wypatrujesz na niebie, piękna pani? - zapytał ją drżącym głosem.
- Możesz mnie uważać za wariatkę, starcze, ale wypatruję tam mego ukochanego. Dawno temu, jak byłam młoda, widywałam na niebie tęczowego smoka, który zawsze był blisko mnie i uskrzydlał moje marzenia. Odszedł pewnego dnia, a wraz z nim odeszły wszystkie moje marzenia i moja miłość. Czekam wciąż na niego. Wiem, że kiedyś wróci i razem pomkniemy w przestworza. Na pewno mi nie wierzysz, ale... dlaczego płaczesz, starcze?

Na górę strony