|
One Shots |
Przedszkole |
Przedruk artykułu Przedszkole z Inkluza nr 35. A teraz załóżmy taką sytuację, że twoi BG, mają rodziny. Dzieci. Rumiane, uśmiechnięte, kochane pociechy. Gdy po raz kolejny, coraz mocniej balansując na tej cienkiej linii szaleństwa, patrzą w oczy Nienazwanego, mają w myślach zawsze to małe światełko, jasny punkcik, który niczym klej trzyma ich jeszcze przed kompletnym rozsypaniem się na kawałki : piękną , opiekuńczą żonę ( męża ) i dwoje kochanych szkrabów. Na przykład w wieku pięciu i sześciu latek - przedszkolnym. Ostatnią ostoję normalności , dobra i ciepła w coraz bardziej ogarniającym ich źle, chaosie i szaleństwie. Ostoję, bez której mógłbyś już dawno temu skreślić resztę PP na karcie gracza, pognieść ją i wyrzucić do kosza.... i która w pewnym momencie zacznie się rozsypywać. Julek i Zuza były dwoma uśmiechniętymi, szczebioczącymi szkrabami, takimi jak wszystkie normalne dzieci w ich wieku - zupełnie nie zdającymi sobie sprawy z tego, z jakimi horrorami ma zwykle do czynienia ich tatuś. Były. Do czasu, kiedy tatuś nie zapisał ich do nowo otwartego, ekskluzywnego przedszkola.... Wiatr rozwiewał sterty zagrabionych liści na podwórku przedszkola. Dzieci niemrawo biegały po placu zabaw. Jacek stał z boku, i bawił się pożyczonym od kolegi samochodzikiem. To przedszkole było dziwne. Zupełnie inne od tego, w którym był przedtem. Tamto było wesołe, panie przedszkolanki były miłe, dzieci się bawiły i były kochane. Tutaj jest to wysokie ogrodzenie, zawsze są chmury, panie są niemiłe, a dzieci są blade i nie chcą się z nim bawić. Poza tym tatuś zawsze odbiera go jako ostatniego, i wtedy zostaje sam, w szatni, i wydaje mu się, że ta ciemność i kurz są żywe, że chcą go zjeść albo zabrać w jakieś strasznie miejsce. I wtedy zawsze płacze. I nikt go wtedy nie słyszy. Dopiero tatuś albo mamusia, którzy przychodzą go odebrać... Przedszkole, mimo iż nowo założone, zbudowane jest w starym, zbudowanym z czerwonej cegły budynku. Podwórko otacza wysoki, ostry parkan, z daleka sprawiający wrażenie więziennego ogrodzenia. Po podwórku snuje się stary, ubrany w szary drelich cieć, palący wyjątkowo śmierdzące papierosy. W większości okien znajdują się kraty, a za siatką słychać cały czas ujadanie psów. Generalnie, budynek sprawia bardziej wrażenie zakładu karnego niż przedszkola... Twarze dzieci są suche, blade i apatyczne. Nie słychać śmiechów, płaczu, krzyków - typowej ścieżki dźwiękowej każdego przedszkolnego podwórka. Twoje dziecko, BG , też niedługo zacznie się takie robić. W domu przestanie się śmiać, szczebiotać, płakać. Będzie reagowało tylko na słowo przedszkole, i to w sposób nieco osobliwy - tikami nerwowymi, bezwolnym oddawaniem moczu, skulaniem się w kłębek. Ale ty przecież nie będziesz zwracał na to uwagi - normalna praca , i unieszkodliwianie groźnych kultystów po godzinach zajmuje Ci przecież dużo więcej czasu.... Jacek po paru dniach w przedszkolu zauważył, że większość dzieci bawi się w pobliżu drzwi do starej kotłowni. Doszedł do wniosku, że podejdzie do nich spróbuje porozmawiać, może rozpocząć jakąś zabawę ? Powoli szedł w ich kierunku. Dzieci, trzymając się za ręce, krążyły wokół usypanego z kamyków, patyków i resztek roztrzaskanych zabawek, a nad nimi stała trzymając założone na piersi ręce pani. Razem z panią dzieci śpiewały piosenkę. Jacek poczuł nagle, że strasznie się boi. Usłyszał już tę piosenkę. Słyszał ją razem z pierwszym snem, jaki miał po przyjściu z przedszkola. "Czarny człowieku, oto my, twoje dzieci..."... Brzmiało to jak kołysanka, ale zaśpiewana przez jakiegoś strasznego potwora. Dzieci zaczęły na niego patrzeć. Dziwnym, nieobecnym, przeszywającym wzrokiem... Po chwili Jacek trzymał się już za ręce razem z innymi dziećmi. I śpiewał piosenkę. Czarny człowieku, oto my, twoje dzieci... Przedszkole w środku wydaje się niekończącym się labiryntem korytarzy i drzwi. I do tego jest diabelnie puste. Na ścianach nie ma żadnych dziecięcych prac, wesołych obrazków, roślin. Drzwi do kolejnych sal są ciężkie i dębowe. Przedszkolanki przy pierwszych rozmowach wydadzą się w miarę normalne... czemu jednak wszystkie ubrane są na czarno ? I mają takie dziwne, niskie, beznamiętne głosy ? Dlaczego w salach jest tak mało zabawek , i wszystkie sprawiają wrażenie starych i zepsutych ? I dlaczego twoje dziecko przestało już nawet płakać ? Spacerując po salach, pustych i cichych, można czasem odczuć wrażenie dziwnego deja vu. Niekiedy wydaje się, jakby przez chwilę, dosłownie przez mgnienie oka, sala wyglądała zupełnie inaczej. Przez dosłownie sekundę można zauważyć zniszczone meble, pajęczyny, i leżące na podłodze małe postacie... i stojącą w rogu olbrzymią, czarną postać. Szepczącą. Jackowi czasami śni się ten sen. Sen, że jest sam w nocy w przedszkolu. Chodzi powoli po pustych, salach, ciemnych, nieoświetlonych korytarzach, w których jednak doskonale wie jak się poruszać. I nagle, na końcu jednego z korytarzy, widzi światło, palące się w jednej z sal. Powoli idzie w jej kierunku, przyciągany do tej dziwnej poświaty niczym gwoździk do magnesu... Dotyka klamki i wchodzi do środka... i widzi zniszczone, stare pomieszczenie, i wszystkich jego kolegów na podłodze... bez ruchu... Budzi się wtedy zlany potem i bardzo, bardzo chce iść do pokoju rodziców i wsunąć się pomiędzy nich w ich łóżku. Jednak po chwili dochodzi do wniosku, że nie jest to za dobry pomysł. Rodzice znowu powiedzą, że przesadza. Że znowu coś sobie wymyśla na temat przedszkola. Coraz bardziej zaczyna wydawać mu się, że mama i tata są już troszkę kimś obcym. Że go nie rozumieją. Po wyjściu na podwórko przedszkola można poczuć dziwny, charakterystyczny smród. Dochodzi on z kotłowni, do której wejście znajduje się z boku przedszkola. Ciężkie, mocne, metalowe drzwi. Zamknięte od środka i nie do ruszenia. A po przytknięciu do nich ucha - zza hałasów pieca i syku pary można usłyszeć szepty. Syki. I dziwną piosenkę - czarny człowieku, oto my, twoje dzieci... Jacek uśmiecha się. W przedszkolu w końcu zaczęło być fajnie. Dzieci są już przyjazne i miłe. Chodzą razem się bawić, tańczyć i śpiewać za przedszkolem, na lekcjach pani im opowiada strasznie ciekawe bajki, a czasami, raz w tygodniu, schodzą do kotłowni. Tam czekają i śpiewają piosenkę. Czekają aż przyjdzie czarny człowiek. Jacek przecież nie boi się już czarnego człowieka - pani i wszystkie inne dzieci mówią, że on jest dobry i nie robi nikomu krzywdy.... No i co ? Teraz już nie chodzi o życie i dusze jakichś anonimowych ludzi. Tu chodzi o życie i zdrowie twojego dziecka... Małej, bezbronnej, niewinnej istoty. Czy zdołasz mu pomóc, obciążany jeszcze faktem, że po części być może i ty zaraziłeś złem i chaosem jego niewinną, małą duszyczkę ? Pomyśl o tym ...
|