Spis treści Deadlands

 


Michał 'Boodzik' Budziński

Ojciec Aleksander Anderson

 

Przedruk artykułu Ojciec Aleksander Anderson z Inkluza nr 46.

"W imię Boga, tym, którzy przemienili się w bezwolnych nieumarłych, wieczny przynoszę odpoczynek. Amen."
- słowa wypowiadane przez ojca Andersona, gdy staje do walki z wynaturzeniem.


Postać ojca Andersona pochodzi z anime "Hellsing", a na pomysł przekonwertowania jej na realia Deadlands wpadłem po przeczytaniu przygody "Nocny Pociąg". Przepraszam wszystkich fanów "Hellsinga", którzy zapewne właśnie uznali mnie za świętokradcę (pozdrowienia dla ciebie, Mandes).

Sylwetka

Tak, Anderson to ksiądz. Skończył studia teologiczne i ma wszystkie niezbędne papiery. Nie ma jednak przydzielonej parafii. Z tego co udało mi się wyciągnąć od mego kumpla Pinkertona, jest kimś znaczącym w Watykanie - należy podobno do Trzynastego Pułku Papieskich Oddziałów Specjalnych, zwanych też Instytutem Iskariota. Pono to kościelny odpowiednik naszych Rangerów i Pinkertonów.

Na pierwszy rzut oka nic nie świadczy o tym, że Aleksander jest księdzem. No, może poza srebrnym krzyżem wiszącym u szyi. Facet ma ponad dwa metry wzrostu i posturę grizzly. Z twarzą też nie jest lepiej; kilka razy widziałem taki typ urody. Miał go Brudny Joe. Tak, ten Joe, który swego czasu zabił w Teksasie dwudziestu luda - dwudniowy zarost, spojrzenie spode łba i obowiązkowo blizna - opis idealnie pasuje do Andersona. Swoje blond włoski każe strzyc na krótko, chociaż ja jeszcze nigdy nie widziałem gościa u fryzjera. Jak na księżulka przystało, nosi sutannę, szary prochowiec i Biblię pod pachą. Nikt nigdy nie widział go korzystającego ze spluwy. Za to całkiem nieźle wywijał mieczami, które nosi w kaburach przy pasie.

Na co dzień jest miłym i uczynnym kapłanem. Nakarmi głodnego, pomoże potrzebującemu, i takie tam pierdoły. Zawsze gdy przyjeżdża do miasta widuje się z miejscowym proboszczem, pokazuje jakiś papierek i od razu ma wyżywienie, czy zakwaterowanie na koszt mieszkańców. Nigdy pierwszy nie wszczyna rozróby i nie szuka zaczepki. Jednak przesrane ma ten, kto wyciągnie na niego broń. Nawet się nie zorientuje, kiedy jego spluwa znajdzie się na drugim końcu sali, razem z kawałkiem przedramienia.

Cała prawda o Andersonie

Instytut im. Judasza Iskariota (zwany oficjalnie 13-tym Pułkiem Papieskich Oddziałów Specjalnych) początkowo kontynuował zadanie Świętej Inkwizycji, tj. zajmował się zwalczaniem zagrożeń wiary chrześcijańskiej. Do działania mógł zostać dopuszczony jedynie za zgodą papieża.

Po '63 w Watykanie zdano sobie sprawę, że uwolnione zostało Zło. Zło, które nigdy nie powinno się przebudzić. Kilka miesięcy po Pomście, Instytut został przystosowany do radzenia sobie z tworami Mścicieli. Jego wyniki nie były jednak zadowalające i zrodziła się potrzeba stworzenia jakiejś broni, która zwiększyłaby szanse Kościoła w walce z wynaturzeniami. Tą bronią stał się młody kleryk, Aleksander Anderson.

Jego mięśnie zostały wzmocnione stalą upiorytową, najnowszym wynalazkiem szalonej nauki. Działanie receptorów bólu znajdujących się w mózgu znacznie zredukowano. Dzięki temu "Broń Judasza", jak zaczęto nazywać Andersona, stała się niemal niewrażliwa na ból. Zabieg ten pozostawił jednak pewien efekt uboczny, a dokładniej trwałe zmiany w psychice operowanego. Miejsce Boga w sercu Aleksandra zajęła walka z wrogami Kościoła. Liczyła się walka i tylko walka. Z tego powodu nie może on używać cudów i darów.

Specjalistom Kościoła udało się ustalić, że źródło dziwnych wydarzeń ostatnich lat znajduje się gdzieś na zachodzie Stanów Zjednoczonych. "Broń" zastała więc wysłana, by przeprowadzić małą wizję lokalną, a przy okazji wyeliminować wszystkie dziwne zjawiska, które staną na drodze wysłannika bożego.

Po przybyciu na Dziwny Zachód Aleksander od razu przystąpił do dzieła. Bez problemu pokonał bestie, które spotkał. Każdą z jego ofiar łatwo rozpoznać, gdyż przybija on do zwłok kartkę z symbolem Instytutu.

Aleksander wie dużo o Pomście, i celem jego działań jest odesłanie do piekła wynaturzeń zamieszkujących Zachód. Jest jednak bezsilny na terenach, których mieszkańcy nie wyznają wiary katolickiej. Z tego powodu nie może działać w Mieście Zatraconych Aniołów, gdzie ostatnio wydarzyło się wiele dziwnych rzeczy, oraz w Republice Pustyni, do której chętnie by się udał, w celu skopania tyłka Hellstrommowi. Ksiądz skorzysta z każdego pretekstu, by dostać się na tamte tereny, choćby miało to kosztować życie tych, którzy go tam zaprowadzą.

Garść pomysłów...

Między młotem a kowadłem...
Niby standard - posse zostaje wynajęta przez kogoś bardzo bogatego do ochrony jego dupy przed jakimś kolesiem. Dobrze by było, gdyby postacie już wcześniej wypełniły zlecenie dla tego BNa. Oczywiście, rzekomym mordercą jest nikt inny, jak ojciec Anderson. Niech gracze cudem przeżyją kilka jego akcji... Później dowiedzą się, że ich pracodawca jest seryjnym zabójcą/wynaturzeniem w przebraniu/potężnym adeptem czarnej magii. I będzie dylemat. BN pewnie już wie, że poznano jego tajemną naturę, więc drużyna znajdzie się pomiędzy młotem a kowadłem. Z jednej strony fanatyczny kaznodzieja, który uważa ich za wrogów, a z drugiej niedawny sprzymierzeniec, chcący jak najszybciej udupić posse tak, by zabrali tajemnicę do grobu.

Cośmy do cholery zrobili?!
Jeżeli w twojej posse, Drogi Szeryfie, znajduje się jakiś wygrzebaniec/kanciarz/wilkołak/wampir lub inny dziwak, postaraj się, by od czasu do czasu jego mroczna połowa wzięła górę. Niech spalą jakąś mieścinę, zabiją bogu ducha winną staruszkę albo zrobią coś równie paskudnego. Kilka takich numerów, a będą mieli na karku Texas Rangersów, Pinkertonów, Szeryfów Federalnych i naszego księdza. Ciekawe, jak wytłumaczą się, że to była tylko chwilowa niedyspozycja i już jest wszystko w porządku?

Wiecie, pojawił się ostatnio taki dziwny facet, który psuje nam robotę...
Pomysł dobry, jeżeli w skład posse wchodzi Ranger lub Pinkerton. Zadaniem naszych graczy jest szpiegowanie działań Andersona i niedopuszczenie, by mieszał się w sprawy Texasów/Agencji. Poza tym, trzeba jeszcze wmówić miejscowym, że wszystko jest w O.K., a wywijanie mieczem to tylko takie hobby księdza. Dodatkowo Aleksander zdążył narobić sobie wielu wrogów, którzy marzą jedynie o zemście - a czy nie łatwiej jest wrogom stłuc kolesi, którzy kręcą przy księżulku już od jakiegoś czasu?


O. Aleksander Anderson
- Profil -

Siła: 3k12
Sprawność: 4k12+4
Jeździectwo 5; skradanie 3; Uniki 3;
Walka: miecze 6
Szybkość: 3k8
Wigor: 3k10
Zręczność: 2k10

Rzucanie: miecz 3
Charyzma: 3k8
Zastraszanie 4; Perswazja 3
Duch: 2k10
Jaja 5; Wiara 3
Spostrzegawczość: 2k8
Przenikliwość 2; Szukanie 4
Spryt 3k8
Blef 2
Wiedza 2k10
Język: łacina 3; Zawodowstwo: teologia 4; Wykształcenie: okultyzm 4

Przewagi:
Chyży 3 (Tempo 19); Gruboskórny 3; Oburęczny 3; Koneksje (Watykan) 5; Osiłek 3

Zawady:
Fanatyk -3; Zobowiązanie (badać Dziwny Zachód) -3; Ten Obcy -3; Kiepski wzrok -1

Specjalne zdolności:
Ciało Andersona zostało zmodyfikowane najnowszymi osiągnięciami szalonej nauki. Dzięki temu zyskał szybkość, siłę i wytrzymałość. Jeżeli chodzi o modyfikatory ran, regenerację i zabójcze strzały traktuj gościa jak wygrzebańca. Tak jest, koleś może przyjąć strzał ze śrutówy na klatę i tylko się uśmiechnie. Do tego, po paru minutach nie będzie widać, ze w ogóle dostał. Padnie na pysk dopiero, gdy porządnie przywali mu się w łeb. A, i jeszcze jedno: jeśli podczas ataku mieczem Aleksander uzyska dwa przebicia, automatycznie trafia drugim.

Klamoty:
Ksiądz ma przy sobie dwa miecze ze stopu stali upiorytowej i srebra, wyprodukowane przez fachowców Kościoła. Jeżeli zadadzą obrażenia wygrzebańcowi lub innemu nieumarłemu, traci on Dech, jak każdy normalny człowiek.
Miecze Andersona - Obrażenia: S+4k10; BO: +4.

Na górę strony