|
|
Ojciec Aleksander Anderson
|
Przedruk artykułu Ojciec Aleksander Anderson z Inkluza nr 46. "W imię Boga, tym, którzy przemienili się w bezwolnych nieumarłych,
wieczny przynoszę odpoczynek. Amen."
SylwetkaTak, Anderson to ksiądz. Skończył studia teologiczne i ma wszystkie niezbędne papiery. Nie ma jednak przydzielonej parafii. Z tego co udało mi się wyciągnąć od mego kumpla Pinkertona, jest kimś znaczącym w Watykanie - należy podobno do Trzynastego Pułku Papieskich Oddziałów Specjalnych, zwanych też Instytutem Iskariota. Pono to kościelny odpowiednik naszych Rangerów i Pinkertonów. Na pierwszy rzut oka nic nie świadczy o tym, że Aleksander jest księdzem. No, może poza srebrnym krzyżem wiszącym u szyi. Facet ma ponad dwa metry wzrostu i posturę grizzly. Z twarzą też nie jest lepiej; kilka razy widziałem taki typ urody. Miał go Brudny Joe. Tak, ten Joe, który swego czasu zabił w Teksasie dwudziestu luda - dwudniowy zarost, spojrzenie spode łba i obowiązkowo blizna - opis idealnie pasuje do Andersona. Swoje blond włoski każe strzyc na krótko, chociaż ja jeszcze nigdy nie widziałem gościa u fryzjera. Jak na księżulka przystało, nosi sutannę, szary prochowiec i Biblię pod pachą. Nikt nigdy nie widział go korzystającego ze spluwy. Za to całkiem nieźle wywijał mieczami, które nosi w kaburach przy pasie. Na co dzień jest miłym i uczynnym kapłanem. Nakarmi głodnego, pomoże potrzebującemu, i takie tam pierdoły. Zawsze gdy przyjeżdża do miasta widuje się z miejscowym proboszczem, pokazuje jakiś papierek i od razu ma wyżywienie, czy zakwaterowanie na koszt mieszkańców. Nigdy pierwszy nie wszczyna rozróby i nie szuka zaczepki. Jednak przesrane ma ten, kto wyciągnie na niego broń. Nawet się nie zorientuje, kiedy jego spluwa znajdzie się na drugim końcu sali, razem z kawałkiem przedramienia. Cała prawda o AndersonieInstytut im. Judasza Iskariota (zwany oficjalnie 13-tym Pułkiem Papieskich Oddziałów Specjalnych) początkowo kontynuował zadanie Świętej Inkwizycji, tj. zajmował się zwalczaniem zagrożeń wiary chrześcijańskiej. Do działania mógł zostać dopuszczony jedynie za zgodą papieża. Po '63 w Watykanie zdano sobie sprawę, że uwolnione zostało Zło. Zło, które nigdy nie powinno się przebudzić. Kilka miesięcy po Pomście, Instytut został przystosowany do radzenia sobie z tworami Mścicieli. Jego wyniki nie były jednak zadowalające i zrodziła się potrzeba stworzenia jakiejś broni, która zwiększyłaby szanse Kościoła w walce z wynaturzeniami. Tą bronią stał się młody kleryk, Aleksander Anderson. Jego mięśnie zostały wzmocnione stalą upiorytową, najnowszym wynalazkiem szalonej nauki. Działanie receptorów bólu znajdujących się w mózgu znacznie zredukowano. Dzięki temu "Broń Judasza", jak zaczęto nazywać Andersona, stała się niemal niewrażliwa na ból. Zabieg ten pozostawił jednak pewien efekt uboczny, a dokładniej trwałe zmiany w psychice operowanego. Miejsce Boga w sercu Aleksandra zajęła walka z wrogami Kościoła. Liczyła się walka i tylko walka. Z tego powodu nie może on używać cudów i darów. Specjalistom Kościoła udało się ustalić, że źródło dziwnych wydarzeń ostatnich lat znajduje się gdzieś na zachodzie Stanów Zjednoczonych. "Broń" zastała więc wysłana, by przeprowadzić małą wizję lokalną, a przy okazji wyeliminować wszystkie dziwne zjawiska, które staną na drodze wysłannika bożego. Po przybyciu na Dziwny Zachód Aleksander od razu przystąpił do dzieła. Bez problemu pokonał bestie, które spotkał. Każdą z jego ofiar łatwo rozpoznać, gdyż przybija on do zwłok kartkę z symbolem Instytutu. Aleksander wie dużo o Pomście, i celem jego działań jest odesłanie do piekła wynaturzeń zamieszkujących Zachód. Jest jednak bezsilny na terenach, których mieszkańcy nie wyznają wiary katolickiej. Z tego powodu nie może działać w Mieście Zatraconych Aniołów, gdzie ostatnio wydarzyło się wiele dziwnych rzeczy, oraz w Republice Pustyni, do której chętnie by się udał, w celu skopania tyłka Hellstrommowi. Ksiądz skorzysta z każdego pretekstu, by dostać się na tamte tereny, choćby miało to kosztować życie tych, którzy go tam zaprowadzą.
Garść pomysłów...Między młotem a kowadłem... Cośmy do cholery zrobili?! Wiecie, pojawił się ostatnio taki dziwny facet, który psuje nam robotę...
|