Spis trePci Fantasy

Warhammer Fantasy Role Play


Stanisław 'Scobin' Krawczyk

Nekromanci

Przedruk artykułu Nekromanci z Inkluza nr 45.

Ostrożnie uchyliłem drzwi i wkroczyłem do pomieszczenia.

Natychmiast uderzył mnie zapach. Owszem, już wcześniej się z nim spotkałem, ale nigdy w takiej sile. Ohydna woń gnijącego ciała, krwi i potu oraz fetor chemikaliów sprawiły, że z początku odruchowo się cofnąłem. Po paru sekundach zacisnąłem jednak nos i ponownie wszedłem do środka. Skoro miałem tu spędzić wiele godzin, musiałem wcześniej przyzwyczaić się do odoru. Omiotłem wzrokiem sprzęty, sufit, podłogę, ściany. Co prawda w pokoju nie było okien, ale trzy duże świeczniki zawieszone pod sufitem dawały wystarczającą ilość światła, abym mógł wszystko uważnie obejrzeć.

Pośrodku sali umieszczono dwa duże stoły. Na pierwszym leżały narzędzia: piły do kości, noże, nożyczki (a przynajmniej coś, co wyglądało bardzo podobnie do nich), pincety, metalowe druty, igły i nici - wszystko to we wszelkich chyba możliwych odmianach, o najróżniejszej ostrości, długości, grubości czy wysokości. Znajdowały się tam również liczne słoje, butelki i fiolki z płynami i preparatami alchemicznymi. Drugi stół przykryty był wprawdzie płótnem, ale od razu odgadłem, co na nim leżało.

Przy jednej ze ścian stało krzesło oraz wygodny fotel. Przy pozostałych były trzy szafy, wszystkie zamknięte na kłódkę. Wiedziałem, że schowano w nich kolejne narzędzia i komponenty - te, które akurat nie były przydatne. Były tam także materiały piśmiennicze: inkaust, piasek, pergamin. Zastanowiło mnie, ile trudu trzeba było poświęcić na zebranie tak imponującej ilości utensyliów. To, co znajdowało się w tej pracowni, mogło kosztować majątek. Nie zapomniano jednak również o prostszych i tańszych, a nie mniej przydatnych rzeczach, takich jak miotła, szmaty i wiadro na wodę, stojące w kącie pokoju.

Wszystko to potrafiłem zrozumieć. Nie byłem natomiast w stanie pojąć, dlaczego na jednej ze ścian wisiał portret zgarbionego starszego człowieka, w dodatku jedzącego akurat kolację. Po chwili jednak przestałem się tym przejmować. Miałem wszak poznać tyle fascynujących rzeczy, że przyczyny powieszenia w pracowni obrazu starca niezbyt mnie zainteresowały.

Wówczas usłyszałem kroki. Nerwowo poprawiłem ubranie i przygładziłem włosy, w zasadzie samemu nie wiedząc, po co to robię. Po chwili drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł mój mistrz. Uśmiechnął się na mój widok i z wyraźnym zadowoleniem rozejrzał po pomieszczeniu (zapach najwyraźniej wcale mu nie przeszkadzał). Wiedziałem, że możliwość pokazania komuś wszystkiego, czego przez lata dokonał, musiała sprawić mu satysfakcję.

Witaj w mojej pracowni, Robercie - powiedział. Rad jestem, że wreszcie cię tu przyprowadziłem. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo rad! - skinąłem głową na znak zgody. - Wiedz, iż jesteś pierwszym człowiekiem (nie liczę tu oczywiście siebie i starego, poczciwego Gregora), który zobaczył to pomieszczenie. To niezwykle nobilitujące, czyż nie? - przytaknąłem. - Jakaż szkoda, że nie mogę tu dzisiaj zostać! Stary Otto właśnie wyzdrowiał i znowu zażądał moich usług. Myślałem, że jego syn zadba, aby stało się inaczej, ale najwyraźniej spartaczył sprawę. Cóż, poczekamy do następnego razu. Tymczasem jednak muszę się udać do rezydencji Ottona. Jak mawiają, aurum non olet.

W tym momencie mistrz musiał dostrzec zawód, który mimo prób zamaskowania odbił się na mojej twarzy. Nie martw się. Jutro pokażę ci, co jest w szafach, a resztę możesz przecież obejrzeć sam - prawda, ale miałem nadzieję, że już dzisiaj zobaczę wszystko... - W końcu same narzędzia z tego stołu powinny być dla przyszłego medyka - ostatnie słowo wypowiedział z wyraźną ironią - wystarczającym zajęciem na wiele godzin. Chyba temu nie zaprzeczysz? Oczywiście nie zaprzeczyłem. Zresztą nawet gdybym chciał tak zrobić, błysk w oczach mistrza z całą pewnością skutecznie by mnie powstrzymał. Wychodzę zatem. Do jutra, Robercie.

I wyszedł.

* * *

Mało kto mógłby przypuszczać, że mistrz zajmował się mroczną magią. Był przecież człowiekiem powszechnie znanym i poważanym, bogaczem mieszkającym w dwupiętrowej rezydencji położonej nad rzeką Reik. Owszem, miał opinię dziwaka - nie dbał zresztą o jej zmianę - ale tak samo było z wieloma innymi szlachcicami. Spore datki na biednych, dawane od czasu do czasu, zapewniały mu spokój. Ostatnie badania mojego mistrza pochłonęły jednakże niemal cały jego majątek i zmusiły go do szukania złota wśród szlachty. Tak właśnie nawiązał kontakt z Ottonem. Nie miałem pojęcia, jakich usług mógł szukać starzec u czarodzieja, i chyba właśnie dlatego czułem niepokój. Jak pokazała przyszłość, niebezpodstawnie. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałem.

Następnego dnia mistrz był jednak w znakomitym humorze. Na pytanie, co jest tego przyczyną, nie odpowiedział; uśmiechnął się tylko jeszcze szerzej. Wieczorem znowu poszliśmy do pracowni. Robiłem wszystko, aby nie dać po sobie znać, że jej odór wciąż mi przeszkadza, ale mistrz nie mógł tego nie zauważyć. Przyzwyczaisz się - powiedział. - Już po paru tygodniach będziesz się tu czuł całkiem swobodnie. Po paru tygodniach? Wzdrygnąłem się. Ale mistrz już tego nie widział, zajmował się bowiem właśnie zdejmowaniem kłódek z szaf.

Z ciekawością zajrzałem do środka. Oprócz kolejnych komponentów, narzędzi, butelek, fiolek, pergaminów, tuszu, barwników, piasku i nie wiadomo czego jeszcze znajdowały się tutaj także księgi i one właśnie od razu przykuły mój wzrok. Grube tomiszcza i cieniutkie książeczki, uznane w Imperium traktaty i apokryficzne pisma heretyków, Anatomia i Sztuki medyczne obok Ciemnych ziół i Xięgi wisielczej... Sześć półek zapełnionych najróżniejszymi obliczami medycyny. Z podziwem spojrzałem na mistrza, nie mogąc pojąć, w jaki sposób zdołał zgromadzić tak imponującą kolekcję.

Zbierałem te książki przez kilkanaście lat - oznajmił z dumą. - A to jeszcze nie wszystko. Najciekawsze pozycje w moich zbiorach znajdują się... gdzie indziej. Ale o nich będziemy jeszcze mieli okazję rozmawiać. - Oby jak najszybciej, pomyślałem. - Teraz zaś nie będziesz chyba miał nic przeciwko temu, że zostawię cię z tymi księgami sam na sam?

I znowu opuścił pokój, tym razem jednak zostawiając mnie z zajęciem o niebo ciekawszym niż poprzednio. Wybrałem jedną z książek (Ohyda Sigmara) i spróbowałem się zająć lekturą. Ale byłem zanadto podekscytowany i ciężko mi było zebrać myśli. Oto trzymałem w dłoniach księgę zakazaną przez wszystkie świątynie. Oto znajdowałem się w miejscu, w którym były przede mną jedynie dwie osoby. Oto mogłem nareszcie swobodnie oglądać to, co mój mistrz gromadził przez lata.

Oto miałem zostać nekromantą.

Komentarz

Miejsce, w którym ma mieszkać i pracować nekromanta, winno spełniać dwa zasadnicze warunki. Po pierwsze, musi być tajne i trudne do odnalezienia. Po drugie, powinno dawać możliwość stałego zaopatrywania się we wszystko, co nieodzowne podczas badań. Jeśli pracownia nie jest wystarczająco dobrze zamaskowana, czarodziej szybko zostanie wykryty i przyjdzie mu albo położyć głowę, albo ratować się ucieczką i zaczynać wszystko od nowa. Jeżeli brakuje narzędzi i materiałów, praca maga będzie się posuwała w żółwim tempie, a sprowadzanie tego wszystkiego ze znacznej odległości wiąże się z kosztami, niewygodą oraz podejrzeniami. Znalezienie siedziby może zatem przysporzyć nekromancie wielu trudności. Żyjąc na pustkowiu, mroczny mag musi się posługiwać jedynie strzępami tego, co mógłby znaleźć w miejscach zamieszkanych przez ludzi. Mieszkając w wiosce lub w jej pobliżu, ryzykuje rychłe ujawnienie. Dlatego miejscem pobytu większości nekromantów są miasta, w szczególności największe, jak Nuln, Altdorf czy Middenheim. W nich stosunkowo najłatwiej jest znaleźć to, co potrzebne, zachowując jednocześnie anonimowość.

W dużych miastach istnieje wiele miejsc, w których nekromanta może znaleźć schronienie. Każde z nich ma jednak pewne wady. Przede wszystkim mroczni magowie muszą raczej zapomnieć o mieszkaniu w kanałach, piwnicach czy suterenach, bowiem w większości z nich żyje już miejska biedota, a czasem można tam spotkać chowających się przed światem mutantów. Nawet jeśli czarodziej pozbędzie się owych sublokatorów, wkrótce ktoś inny zajmie ich miejsce, a każda niepotrzebna ofiara zwiększa szansę wykrycia nekromanty. Nie jest również wbrew pozorom prawdopodobne napotkanie mrocznego maga w akademii medycznej ani w zakładzie pogrzebowym, gdyż ludzie mający stały kontakt ze zwłokami są zazwyczaj szczególnie uważnie obserwowani.

Najlepszym wyjściem dla szukającego lokum czarodzieja jest przypuszczalnie umieszczenie pracowni we własnym domu. Takie wyjście zapewnia nekromancie niezbędny w jego badaniach spokój, pozwala na nieprzejmowanie się wścibskimi mieszczanami i umożliwia stosunkowo łatwe sprowadzanie koniecznych przedmiotów, a także pozbywanie się tego, co zbędne (to zaś może być jeszcze prostsze, jeśli w pobliżu znajduje się rzeka). Zamiast ukrywania się przed oczami obcych czarodziej może natomiast odgrywać rolę ekscentrycznego bogacza, a rzadkie opuszczanie domu (spowodowane postępującą degeneracją) tłumaczyć chorobą. Owszem, kupno i utrzymanie budynku w wielkim mieście Imperium jest bardzo kosztowne, ale magowie i tak muszą być ludźmi zamożnymi, aby móc finansować swoje badania, a usługi nekromanty ponad wszelką wątpliwość nie są tanie.

Kiedy już wreszcie miejsce życia i pracy mrocznego maga jest ustalone, pozostaje jeszcze sprawa odpowiedniego wyposażenia pracowni. Po pierwsze, należy zapewnić wystarczające oświetlenie na nocne prace (a jeśli w pomieszczeniu nie ma okien, to także na dzienne). Wchodzi tu w grę zarówno światło magiczne, jak i zwyczajne (najwłaściwsze wydają się tutaj świeczniki). Po drugie, trzeba zaopatrzyć pokój w stoły (na nich zostaną ustawione najważniejsze narzędzia i przedmioty badań), krzesła (niektóre części pracy wygodniej wykonać na siedząco, a czasem trzeba przez chwilę odpocząć) i szafy (miejsce przechowywania rzadziej używanych utensyliów). Jeżeli pracownia ma być również sypialnią, to nieodzowne pozostaje jeszcze umieszczenie w niej łóżka, a w najgorszym razie koca. Po trzecie, konieczne jest sprowadzenie ogromnej liczby mniejszych przedmiotów: przyborów do badania zwłok, różnej wielkości naczyń, materiałów piśmienniczych, etc., etc. Nie od rzeczy będzie również dołożenie przedmiotów służących sprzątaniu - o ile do panującego w pracowni zapachu można (a nawet trzeba) się po pewnym czasie przyzwyczaić, o tyle na przykład pośliźnięcie się na mokrej podłodze jest nie tylko niewygodne, lecz także niebezpieczne. Po czwarte, nie można zapomnieć o różnego rodzaju komponentach - takich jak ciecze (nieorganiczne lub organiczne) i ciała (lub części ciał) żyjących (niegdyś) stworzeń - które będą pomocne w pracy lub same posłużą za obiekt badań (warto tu wspomnieć o tym, że wcale niełatwo znaleźć i zdobyć przydatne dla nekromanty zwłoki, jednak ten temat jest na tyle obszerny, że zasługuje na oddzielne omówienie). Po piąte wreszcie, nieocenioną pomocą są książki. Mroczni magowie poszukują przede wszystkim ksiąg poświęconych ich własnej sztuce (co niewątpliwie nie wymaga wyjaśnienia) oraz dzieł poświęconych medycynie (znajomość ciała ludzkiego jest jedną z najważniejszych umiejętności nekromanty).

Samodzielne zdobycie wszystkich tych rzeczy (i ciągłe zaopatrywanie się w nowe) bez wzbudzenia niepożądanego zainteresowania może przerosnąć możliwości każdego czarodzieja. Nie powinno zatem dziwić, że wielu magów szuka pomocy (oczywiście incognito). Wachlarz ludzi, którzy mogą się tutaj okazać przydatni, bywa zdumiewająco szeroki, chociaż każdego trzeba opłacić... lub nakłonić do współpracy innymi metodami. Opis tej właśnie strony życia nekromantów będziecie mieli okazję przeczytać w następnej części cyklu. Do zobaczenia.


Na górę strony