Spis treści Deadlands

Dział sponsorowany przez Wydawnictwo MAG


Paweł 'ShandoR' Marczewski

Kelner! Moje spaghetti jest niedoprawione!

Przedruk artykułu Kelner! Moje spaghetti jest niedoprawione! z Inkluza nr 26.

W prasie RPG sporo się ostatnio ukazało artykułów dotyczących nastroju, jaki powinien panować na sesjach DL. Szczególnie dobrze zapadły mi w pamięć dwa takie teksty - "Znajdź swój styl" Ignacego Trzewiczka ("Portal" #9) oraz "Spaghetti Deadlands" Dhaerowa ("MiM" 5/2001). Dla tych, co nie czytali żadnej z rzeczonych publikacji - Ignacy opisuje dwa style prowadzenia DL, horror oraz "grę w twardzieli" rodem ze spaghetti westernów. Dhaerow skupia się na tym drugim stylu, podając konkretne przykłady mające pomóc w jego uzyskaniu (odpowiednie odgrywanie pojedynków, pozowanie na twardziela, odpowiednia muzyka). Niby wszystko fajnie - wskazówki obu autorów są rzeczowe, konkretne, napisane barwnym językiem stylizowanym na gawędę nad szklaneczką whisky... Ale przedstawiony w nich obraz wydaje mi się być niepełny. Czegoś mi tu brakuje. Spaghetti western? Twardziele? Taaak... Tylko czemu zamykać się w schemacie "duża spluwa-mały mózg"? Czemu wykałaczce w zębach ma towarzyszyć brak najmniejszej nawet refleksji w łepetynie naszego gringo? Powiecie, że DL to gra dla twardzieli, a nie jakichś cholernych intelektualistów. Tu jest miejsce na stylowy wygrzew, a nie filozofowanie. Macie rację... A jednak nie do końca!

W artykułach o klimacie w DL przewijają się sformułowania "twardziel", "nogi na stole", "wykałaczka w zębach", "czarny, zakurzony płaszcz". Krótko mówiąc - najważniejsze są dekoracje. A ja mówię, że prawdziwy twardziel niekoniecznie nosi czarny płaszcz. Nie musi żłopać whisky i kłaść nóg na stole. Naprawdę zimny skurczybyk nie pokaże tak łatwo, że jest zimnym skurczybykiem i strzela jak szatan. Dlaczego? Bo to odbiera element zaskoczenia, rzecz najważniejszą przy pojedynkach "w samo południe". Co więcej, naprawdę twardzi goście mogą być wewnętrznie skomplikowani, pokaleczeni przez los. Tacy "brutale o złotych sercach", że pozwolę sobie na pewien skrót myślowy. Żeby nie być gołosłownym posłużę się przykładami z niektórych słynnych westernów.

Na początek "Unforgiven", najsłynniejszy western lat 90-tych. Film, na który namiętnie powołują się autorzy wszelakich zestawień zawierających filmy, które przybliżają klimat DL. Obejrzeliście ten obraz dokładnie? Naprawdę dokładnie? No to wiecie już chyba, że Eastwood nie gra tam sztampowego "twardziela ze spluwą". Owszem, jest twardy. Ale zahartowało go życie, a nie morze wypitej whisky (choć i ten szlachetny trunek miał w tym na pewno jakiś udział). To nie pierwszy lepszy zabijaka. Jest szybki, diabelnie szybki, ale i zgorzkniały. Zrezygnowany. Przegrany. Czy tak wygląda typowy twardziel? Nie. On dobrze wie, że wykałaczka w zębach jest dla gnojków lubiących tanie efekciarstwo. Tak naprawdę przeżyje ten, kto ma więcej oleju w głowie i nerwy ze stali.

Drugi przykład to "Biały kanion". Popatrzcie na naszego głównego bohatera - pierdoła, nie dałbyś za niego złamanego grosza. Gość najwyraźniej podszyty tchórzem. Ciekawe, czy umie w ogóle utrzymać pistolet? Na końcu zaś... No właśnie. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Reszta nie może się nawet zdawkowo uśmiechnąć, bo leży już dawno sześć metrów pod ziemią. I tak ma być - liczy się element zaskoczenia. Moment, w którym trzęsący portkami pastuch wyciąga z gaci spluwę.

Jedźmy dalej. Jednym z moich ulubionych filmów są "Przełomy Missouri". Szczególnie podoba mi się kreacja Marlona Brando w roli najemnego mordercy. Gość chodzi w żabocie i eleganckiej marynarze, na głowie ma szopę siwych włosów, opanowany, łagodny... A wewnątrz zimny jak głaz psychopata uwielbiający zadawać cierpienie. To jest dopiero coś! Wyobrażacie sobie miny Waszych graczy, kiedy facet, którego początkowo wzięli za prowadzącego ekskluzywny burdel alfonsa poderżnie im gardło, kiedy będą w trakcie numerku z jedną z jego podopiecznych? To jest dopiero coś!

Jeszcze jeden film - "Jeremiah Johnson" Sydneya Pollacka. Ten film pokazuje, że na Dzikim Zachodzie są momenty, kiedy nawet najwięksi twardziele wymiękają i płaczą jak dzieci. O ile "Unforgiven" pokazuje rewolwerowca po przejściach, ten film pokazuje właśnie owe "przejścia". Podtytuł mógłby brzmieć "Jak hartowała się stal" - oczywiście gdyby ten tytuł nie był już zajęty:) Obejrzyjcie ten film koniecznie - to tutaj dowiecie się, jak stworzyć bohatera doświadczonego przez życie, jaką wymyślić mu przeszłość, jakie mają dręczyć go koszmary.

Żeby nie było zbyt poważnie wezmę na warsztat jeszcze jeden film, również Pollacka. Chodzi o "Łowców skalpów", pełną ironicznego humoru historię przyjaźni dwóch kowbojów - Murzyna i białego. Pod nie do końca frasobliwą fabułą kryją się celne przemyślenia na temat niewolnictwa i samej istoty przyjaźni. Ten obraz pokaże Wam, że oprócz strzelaniny, Los Diablos i śmierdzących barów istnieje też jeszcze prawdziwa przyjaźń. Być może znajdzie się na nią miejsce także w Waszych przygodach?

To by było na tyle. Mam nadzieję, że pokazałem Wam, iż spaghetti western warto jest czasem troszeczkę urozmaicić przez umiejętne przyprawienie. Dodajcie trochę czarnego pieprzu w postaci pokancerowanego przez życiowe doświadczenia rewolwerowca albo bielutkiej soli odmalowując przyjaźń dwóch takich twardzieli. Zapewniam, że danie nabierze smaku.


Na górę strony