| |
Galaktyczni wojownicy |
Przedruk artykułu Galaktyczni wojownicy z Inkluza nr 28 (po korekcie).
- Spike! Po lewej! "Nazywam się Ramon Aspikles, żołnierz trzy tysiące dwieście czwartej brygady interwencyjnej. Kumple wołają na mnie Spike, bo nigdy nie mogą zapamiętać mojego nazwiska. Cóż, tam, skąd pochodzę, bardziej mnie szanowano, ale wcale nie żałuję, że tu jestem. Dlaczego? Nie wiem".
- Posłuchajcie, plan jest taki. Najbliższy terminal jest na dwudziestym poziomie. Na górę można się dostać windą pasażerską w sektorze zachodnim, windą towarową lub służbową w centralnym, lub schodami przeciwpożarowymi na każdym z czterech krańców. "Jesteśmy w tej całkowicie blaszanej, wysokiej na kilometr stacji badawczej opanowanej przez bezmyślne borgi, żeby zdobyć jakieś informacje. Nie powiedziano nam, czego dotyczą, ale zgaduję, ze chodzi o jakąś broń testowaną jedynie w tej placówce. Musi być bardzo cenna. Inaczej puściliby z dymem tego metalowego olbrzyma razem ze wszystkimi pieprzonymi borgami, zostawiając tylko wielką kupę stopionego żelastwa. Zadanie ciężkie, ale nie narzekam. Nikt z nas nie narzeka. Tak to jest i nie da się nic zmienić. Czasami tylko zastanawiam się, po co my to robimy, kto nam wyznacza zadania, które zawsze są ryzykowne i męczące. Mam też czasami dziwne wrażenie, że ktoś cały czas nas obserwuje. Nie wiem dlaczego. Nie mogę się tyle zastanawiać, bo tracę koncentrację. Muszę się spieszyć".
- Szybciej, Spike! Jest tuż za tobą - ciężki stukot kroków borga za plecami staje się coraz głośniejszy. "Borg jest kilka kroków za mną. Dyszy ciężko, chociaż nie wiem, gdzie jest jego aparat oddechowy i czy w ogóle go posiada. Przede mną drzwi do windy towarowej zaczynają opadać. Jestem za wolny, borg zaraz mnie dopadnie. Za drzwiami widzę postać szefa. Ładuje karabin dwufazowy. Ładuje z niewiarygodną prędkością. Celuje. Strzela. Kilka syntetycznych kul śwista mi koło uszu. Słyszę miękki odgłos kuli wbijającej się w ciało bestii. Jakby mlaśnięcie. Jedno, drugie, trzecie. Głuchy upadek. Żadnego skowytu. Borgi nie mają strun głosowych. Nie wiem, dlaczego".
- Ned, do kurwy nędzy! Czemu nie powiedziałeś, że te gówna będą w windzie? "Wtedy, gdy ledwo dostałem się na windę, okazało się, że w środku są borgi. Winda była wielka jak dom i wysiadło w niej światło, więc nie mogliśmy ich dostrzec, dopóki jeden z nich nie wypadł i nie rzucił się na plecy Rika. Biedak nawet nie krzyknął. Stwór wyrwał mu krtań. I to było ostatnie, co zrobił. Ned zarzekał się, że czujniki nic nie wskazały. Ale przecież miał jeszcze ekran termiczny i heksometr. Nie mógł nic nie zauważyć. Nie mógł też nas okłamać. Zbyt dobrze go znam. Coś mi mówi, że tak miało być".
- Te schody mają koniec? "Ned wychodzi przed innych, bo jego czujniki coś wskazują. Dziwne, że mimo tak dokładnej aparatury nie wie dokładnie co i gdzie. Postępuje z latarką i przyrządami kilka kroków. Wszyscy mamy broń w pogotowiu. Dokładnie obserwuje sufit. Wtedy kropla śluzu spada mi na mundur. Krzyczę. Boże, gdybym krzyknął wcześniej. Może Ned zdążyłby się usunąć przed mięsistymi mackami, które zsunęły się z małej szczeliny przy schodach. Gdy go chwytają, jest już bezradny. Drze się i szamoce w bólach, kaleczony przez parzące przyssawki i kościste kolce wystające z oślizgłej skóry macek. Każdy z nas posyła w górę cały magazynek, zawalają się schody nad nami. Tłusty kawał mięsa, który dostał Neda, runął pomiędzy nas. Ned leży na ziemi owinięty odnóżami nieposiadającymi już właściciela. Szarpią nim konwulsje. Szef strzela mu w głowę z podręcznego pistoletu. Nic nie mówi, ale każdy z nas wie, że tak będzie dla niego najlepiej".
- Nareszcie - powiedział ktoś, wchodząc na dach. "Dlaczego ten statek nie ma większej ładowności? Wiem już, co się święci. Znam tylko jedną rzecz, która waży prawie tonę i dostaje się sama na pokład statku. Odbezpieczam czterokomorowy miotacz plazmy. Zastanawiam się, jak taka broń w ogóle może istnieć. Kto mógł ją wymyślić tak, że nikt nie wie, jak działa. A może ona nie istnieje. Idę do ładowni, uchylam drzwi. Borg ze swymi mackami rzuca się na mnie. Upuszczam przedmiot z mojej ręki. Uświadamiam sobie, że ten organizm o wadze prawie tony nie ma prawa istnieć. Nie ma ust ani innych otworów, przez które mógłby oddychać, wchłaniać lub wydalać. Nie czuje głodu ani zmęczenia. Jedyne, co potrafi, to pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach i zabijać. Nikt nie pomyślał, skąd czerpie energię, aby unieść osiemset kilogramów swojego cielska i całkiem sprawnie się poruszać. Ktoś popełnił zasadniczą głupotę, powołując do istnienia krwiożerczego borga i mój czterokomorowy miotacz plazmy, i ten statek z jego mikroreaktorami, i to wysokie na kilometr żelazne miejsce. Dlaczego nie mogłem zostać farmerem albo handlarzem? Dlaczego muszę zginąć wtedy, gdy prawie się nam udało? To jest, jak w jakimś pieprzonym horrorze! To jest nierzeczywiste. Borg rzuca się na mnie całym swym ciężarem". - Nierzeczywisteeeeee! ...
- Co się stało? ... Kosmiczni żołnierze, gwiezdni wojownicy, obrońcy wszechświata, nadprzestrzeń, podprzestrzeń, bitwy kosmiczne i milion zbiegów okoliczności. Jeśli ktoś zamierza napisać coś podobnego, to niech lepiej się zreflektuje i przerzuci się szybko na coś mniej szkodliwego, na przykład szachy. A jeśli nie masz żadnych wyrzutów sumienia, to biegiem do Hollywood.
|