Spis treści Deadlands

Dział sponsorowany przez Wydawnictwo MAG


Jerzy Cichocki

Francuzka w Sunnytown

Przedruk artykułu Francuzka w Sunnytown z Inkluza nr 24.

Poniżej przedstawiam szkic krótkiej przygody, który możecie wpasować do swoich kampanii, jeśli tylko posse zatrzyma się w Sunnytown (lub każdym innym miasteczku) na dłużej niż tylko butelka whiskey. Szkic został tak napisany, że wasza posse może się trochę pogapić w tekst do miejsca, które wyraźnie zaznaczyłem tylko dla Strażnika. Adios amigos!

Do tej części dostęp może mieć także twoja posse!

20 marca Roku Pańskiego 1877 w Sunnytown nie wyglądał na początek astronomicznej wiosny. Dzień był szary i ponury, wiał przejmujący wiatr, a z nieba, od czasu do czasu, kapał deszcz na przemian ze śniegiem. W istocie, gdyby nie koncert, który miał się odbyć w tym dniu, doszłoby do nielichej awantury, jako że ludziska nie mogli wytrzymać już tej cholernej pogody. Na dodatek ludzie Garcii, ale o nich później.

Wspominałem ci amigo o koncercie. W rzeczy samej. Do miasteczka miała przybyć lady Goeff we własnej osobie! Ktoś napaplał jej w Paryżu, że Dziwny Zachód to niezwykłe miejsce i tak się zachwyciła, że przygotowali jej tournee po całym Zachodzie. Ech, chłopie, obaj wiemy, że to nie miejsce dla takich dam. No, ale przynajmniej sobie popatrzyłem.

Koncert

Popołudniu do Sunnytown wjechał dyliżans. Nie żadnej tam linii przesyłkowej, czy pasażerskiej. Odpicowany dyliżans sponsora panny Goeff. Wyszliśmy wtedy z saloonu. Dzień przyjazdu był z dawna ustalony - na każdym słupie wisiało ogłoszenie o jej koncercie. Oczywiście w Sunnytown nie ma niczego takiego jak ten... no... opera, więc już od rana trwały prace w saloonie u Burry'ego. Wybudowaliśmy specjalną scenę, ustawiliśmy lampy, no i w końcu posprzątaliśmy trochę ten burdel.

Czekaliśmy na tę babkę od paru dni, jej piękność była powszechnie tak czczona jak jej głos. Każdy z nas chciał zobaczyć ją z bliska. Podlecieliśmy więc do dyliżansu, kiedy ten się zatrzymał na środku Main Street, co by podać szanownej panience rękę. A tu, w pół drogi do pojazdu, z dyliżansu wysiadł jakiś niewymierzony hombre. Mówię ci, partnerze. Jakżem go zobaczył pierwszy raz, od razu mi się nie spodobał. Był wysoki, w czarnym prochowcu i takim meloniku. Jednym słowem, miastowy. No nic, ja swoje miejsce znam, wiedziałem że nie mam co rywalizować z nim przy pomocy lady Goeff. I wtedy pojawiła się... Brachu, jak mamcię kocham, nie widziałeś piękniejszej kobiety od tej mujer. Delikatna, z blada cerą, czarnymi lokami i w tej lśniącej, zielonej sukni. Objęła wszystkich wzrokiem, po czym uśmiechnęła się szeroko. Oszaleli! Mówię ci, koleś. Zaraz poleciały w górę kapelusze, co bardziej porywczy wystrzelili parę razy. Panna Goeff zdążyła się widocznie przyzwyczaić do takiego zachowani, bo spokojnie, w asyście tego dryblasa, który trzymał nad nią parasolkę, podążyła do hotelu. Gospodarz położył wcześniej parę kładek do swych progów, co by lady Goeff nie musiała stąpać w błocie. A chłopaki jak psy (mówię ci amigo, nigdy ich nie widziałem w takim stanie) pobiegli za nią do samych drzwi, wychwalając jej urodę pod słońce, tak że gruby Jack musiał ich siłą zatrzymać przed wejściem do jej pokoju. Z niecierpliwością czekaliśmy na wieczorny koncert.

Hej, muchacho! Nie daj się zaskoczyć, ta część przeznaczona jest już tylko dla ciebie, Szeryfie.
Lady Goeff i wysoki mężczyzna w czarnym prochowcu

Jasne, że ta panienka i jej fajansiarski facio nie przybyli na Zachód z własnej woli. Musieli spadać z Paryża, kiedy odkryto ich podstęp. A podstęp jest taki, amigo... Skup się, bo nie będę powtarzać. No więc, ta para pracuje ze sobą już od dawna. Lady Geoff to faktycznie dama estradowa, ale wybrała inną drogę życia. Jej wdzięk i talent potrafią skutecznie odwrócić uwagę widzów, podczas gdy tajemniczy jegomość w czarnym prochowcu i tym śliczniutkim meloniku (obie części garderoby pasują do siebie jak moje dupsko w Tombstone, czyli nijak, bo ja nigdy nie zamierzam postawić stopy w tej mieścinie. Jednak temu kolesiowi wydaje się, że w ten sposób bardziej pasuje do otoczenia. Wiesz, compadre, czarny prochowiec, Colty i te sprawy... Założę się, że nawet nie wie jak obsługiwać te rewolwery) wyciąga od nich kasę za pomocą dziwnych sztuczek. W końcu doczekali się. Zwykle ludzie zauważali straty w swoich mieszkaniach, a i piękna piosenkarka znikała już z miasta, jednak pewnego razu na jej występ przyszedł policjant, który podejrzewał ich o kradzież. Nie obronił się przed zgubnym działaniem piękna lady Goeff, ale wiedział już o co biega. W Paryżu zaczęła się obława na złodziejską parę, tak więc chcąc nie chcąc ten niesamowity duet musiał uciekać.

Madame Charlotte Goeff

W rzeczywistości nazywa się Maria Blanc. Bardzo wcześnie zaczęła zdawać sobie sprawę ze swojej urody i talentów. Wykorzystywała swój urok w wielu celach - żeby się gdzieś przedostać, zdobyć informacje, coś ukraść... Nikt nie potrafi powiedzieć, czy to sprawa naprawdę olśniewającego piękna, czy też nauczyła się jakichś czarnych sztuczek. W każdym razie możesz być pewny, że wywoła na twojej posse niezatarte wrażenie, tak że nie będą mogli nic zrobić, kiedy spojrzy na nich tymi pięknymi jak klejnoty, piwnymi oczami.

W pewnym okresie swego życia spotkała tajemniczego osobnika. Zawsze była pewna, że w życiu najlepiej liczyć na samego siebie, tymczasem odkąd spotkała swego dzisiejszego towarzysza, nie rozstawała się już z nim na krok.

Madame Blanc to podstępna i wyrachowana sztuka. Wychodziła już z wielu opresji, dlatego wie jak posługiwać się bronią i jak sobie radzić w nieprzyjaznym środowisku.

Atak:
Derringer 3k8 (obrażenia 3k6)
Obrona:
Uniki 2k6
Punkty życia: 12
Umiejętności specjalne:
Rzucanie uroku. Pozostawiam Strażnikowi szczegółowe zasady opracowania tej umiejętności. Ważne, że jej piękno zniewala wszystkich mężczyzn (kobiety są odporne na działanie tej mocy). Aby wykonać pod wpływem działanie jej uroku jakiś ruch (np. złapać za rękę złodzieja, który wyciąga postaci worek z pieniędzmi) lub tym bardziej zamach na życie madame Blanc, postać musi wygrać przeciwstawny test swego Ducha z jej Charyzmą (4k10).
Klamoty:
Dwa kufry pełne modnych ciuchów i biżuterii.

Tajemniczy facet w czarnym prochowcu

Nikt nie zna jego imienia. Nikt też chyba nie słyszał jego głosu. Koleś w ogóle się nie odzywa. Kim jest? W tym się też nikt nie rozeznał. Ten ciemny typ to w rzeczywistości złodziej o stalowych nerwach. Kiedyś, dawno temu i nie wiadomo w jaki sposób, poznał tajemnicę niewidzialnej ręki, ulubionej sztuczki kanciarzy. Chociaż nie lubi sięgać po broń, użyje jej, kiedy będzie trzeba. Gra zmanierowanego chłoptasia, który chodzi wszędzie za swoją panią.

Atak:
Rewolwer 3k10 (obrażenia 3k6)
Obrona:
Pięści 3k8
Uniki 2k8
Punkty życia: 16
Umiejętności specjalne:
Potrafi wykorzystać kant niewidzialna ręka, dzięki któremu podprowadza znaczną część kabony od widzów podczas spektaklu lady Goeff. Jest także człowiekiem z żelaza na 1.
Klamoty:
Colt z pasem naboi, walizka pełna pieniędzy.

Saloon u Burry'ego

Ta kiepska rudera, zamieniła się na noc koncertu w prawdziwą operę. Obdrapana ściana za sceną została przykryta czerwoną kotarą, a samo podwyższenie jest oświetlone zebranymi lampami. Stoły porozstawiano, a krzesła ustawiono w rzędach przed sceną. Widownia zebrała się na długo przed rozpoczęciem występu, oczekiwanie skracając sobie oczywiście alkoholem. Nieszczęśliwe były jedynie panienki z piętra, które na próżno szukały towarzystwa - wszyscy czekali na lady Goeff. Powinno się tam zjawić i posse, a jeśli nie, to albo są ślepi, albo głusi na sztukę, albo zapili się na umór i odsypiają teraz w stodole. No, ale co będą sami robić, wszak wszyscy mieszkańcy Sunnytown zebrali się w saloonie! Niedługo będziesz czekał na swoją drużynę, Szeryfie.

U Burry'ego zjawili się też chłopcy Garcii. To banda rzezimieszków, którzy łupią po drogach, a do Sunnytown przyjeżdżają wydać pieniądze, zabawić się i pokrzyczeć trochę. Nikt ich tu nie rusza, a i oni oszczędzają mieszkańców, zostawiając przy tym trochę kabony. Czasem się tylko zdarzy, że trzeba wypełnić miejsce po kulach, powstawiać okna itd. Łatwo ich rozpoznać, przede wszystkim po tym, że przeważającą wśród nich większość stanowią Meksykanie. Wszyscy z bandy noszą ponadto czerwone chusty na szyi. Czują się jak u siebie, zachowują nieuprzejmie, gardzą mieszkańcami Sunnytown i nie zniosą żadnego oporu. Kilka miesięcy temu zastrzelili szeryfa i od tego czasu nie wybrano nikogo nowego na to stanowisko. Dowiedzieli się o koncercie i uważają go za prywatną zabawę - rozsiedli się z butelkami w pierwszych rzędach, opierając nogi o inne krzesła.

Garcia i jego parszywi ludzie

W wieczór koncertu w saloonie Garcia zjawił się z około ośmioosobową paczką (najlepiej, by przypadało po dwóch na jednego członka posse). Mają swoje obozowisko, o którym mało kto wie, w ruinach starego kościółka na wzgórzu, dwie godziny drogi od miasteczka. W ruinach zwykle (zwykle - o ile wcześniej trochę nie wypiją) stoi na czatach dwóch banditos robiąc co jakiś czas obchody, aby mieć widok na wszystkie strony. Na teren obozowiska zwożone są wszystkie łupy, by potem je podzielić. Od gustu Szeryfa zależy co posse może tam ewentualnie znaleźć, wszak zdarzają się różni podróżnicy.

Kiedy na miejscu nie ma Garcii, pozostawia w obozie około pięciu ludzi, stale znajduje się tam też trochę koni.

Atak:
Rewolwer 2k6 (obrażenia 3k6)
Karabin 3k6 (obrażenia 4k8)
Obrona:
Walka na pięści 3k8
Uniki 2k8
Punkty życia: 14
Klamoty:
Wszyscy mają rewolwery, połowa spośród tych, którzy są w miasteczku, posiada karabin, czerwone chusty - znak rozpoznawczy ich bandy, 10$.

W saloonie jest duszno od dymu i od smrodu przepitych gęb, głośno od rozmów i śmiechów. Kiedy na scenę wchodzi panna Goeff, Burry gasi niepotrzebne światła, głosy zastępują gromkie oklaski. Wszyscy zajmują już swoje miejsca, pianista zaczyna grać, tylko tajemnicza postać w czarnym prochowcu ukrywa się w cieniu, za plecami ostatnich widzów...

Popisowy duet... i cała reszta

Wszystko idzie według planu naszej dwójki. Goeff, ekhm, madame Blanc cudnie piszczy, wszyscy są zachwyceni, banditos plują na ziemię tytoniem i wymiatają z gnatów w sufit, a tajemniczy jegomość używa swych magicznych zdolności, nabierając z tyłu worek pełen zielonych. Krótko przed końcem występu wymyka się niepostrzeżenie z saloonu, żeby przygotować rzeczy i konie do podróży. Czeka pod hotelem na swą panią, a ta tymczasem rozdając w powietrze całusy do oszalałego tłumu, znika za kotarą, by wyjść tylnym wyjściem.

Wtedy zdarzą się dwa, nieoczekiwane dla tej wspaniałej dwójki wypadki. Nieobyty, paskudny i śmierdzący Garcia zatrzymuje lady Goeff, żeby zabrać ją do barku, dokąd zaprasza na drinka. Za nim grzecznie kroczą jego chłopaki. Madame Blanc na próżno rozglądając się za swym towarzyszem, kurczowo przytrzymuje pod spódnicą swego derringera. Zaraz po tym następuje drugi z wypadków. Któryś z banditos odkrywa, że jest spłukany, choć jeszcze niedawno miał trochę monet, po czym okazuje się, że reszta ma podobny problem. Rozzłoszczony Garcia przygląda się uważnie wypełnionej ludźmi sali. Wie, że żaden z tutejszych nie odważyłby się tego zrobić, tym bardziej, że podnosi się wrzawa - inni też zostali okradzeni. Wzrok Garcii pada na posse: "A to co za jedni, nie pamiętam ich." No, to teraz twoje chłystki są w tarapatach.

Madame Blanc skorzysta z okazji, podpuszczając Garcię: "Tak, widziałam ich, jak kręcą się po sali podczas koncertu!" Meksykanie nie będą długo czekać - ruszą w kierunku bohaterów, żeby sprać im dupy. Lady Goeff wykorzysta okazję, aby się wyślizgnąć.

Dalszy rozwój akcji zależy od twoich myślicieli w kapeluszach. Walka nie ma raczej sensu (chłopaków Garcii jest dwa razy więcej, a jeśli postacie graczy nie zaprzyjaźnili się z mieszkańcami, to i tamci nabiorą co do naszych bohaterów podejrzeń), więc posse będzie musiała jakoś wytłumaczyć, że to nie ich sprawka. Jeśli ruszą makówkami i dojdą jakoś do tego, że to sprawka duetu z Francji, to jeszcze pozostaje im przekonać resztę, a to nieprosta sprawa - lady Goeff jest tu teraz czczona niczym bóstwo...

Podstarzały amator pięknych kobiet

Ach te kobiety! Doprowadzają nas do szaleństwa! Doprowadziły także, a ściślej jedna z nich (zgadnijcie o której mowa), starego Gardina. Gardin to szalony naukowiec, który zupełnie stracił głowę dla panny Goeff. Z pochodzenia Francuz, widział jej występy jeszcze w stolicy, zanim musiał opuścić ojczyznę z powodu obrzydliwych praktyk, które zostały odkryte przez opinię publiczną. Uznając dzikie tereny Dziwnego Zachodu za wystarczająco tolerancyjne, przeniósł swą pracę tam.

Wkrótce też okazało się, że była to szczęśliwa decyzja. Upioryt pozwolił Gardinowi ukończyć swój projekt - "Szkielet Wspomagany". SW-1 to przedziwna konstrukcja blach i rur, w które przyodziewa się człowiek, stając się chodzącą, choć dosyć wolno i niezgrabnie, maszyną. Ramiona i nogi, dzięki upiorytowemu wspomaganiu (silnik znajduje się na plecach), okazały się niezwykle silne. SW-1 ma jeszcze dwa, niesamowite gadżety. Pierwszym z nich są rakiety nośne, przytwierdzone do metalowych nóg. Pozwalają one na jednorazowe przeskoczenie kilkudziesięciu mil! Drugim z gadżetów są dwa karabiny Gatlinga, umieszczone pod sztucznymi ramionami. Sam Gardin jest pod tym pancerzem bardzo słabo widoczny, choć nie całkowicie zakryty (widoczne są elementy rąk, nóg i głowy), ale żeby go trafić należy wykonać strzał mierzony z modyfikatorem -6. Przebicie silnika, w którym spalany jest upioryt, może spowodować poważny wybuch, z tym że osłona silnika, tak jak i reszty pancerza, wynosi 6.

Okay, ale co on tu robi i jak to się do cholery kończy?!

Wyluzuj, już zmierzam do końca. Pamiętasz, jak opowiadałem, żeby przekonać Garcię? Jeśli twoja posse lubi postrzelać, ich sprawa, ale porządnie oberwaliby w tyłek. No więc jak, wytłumaczyli się, że to nie ich lepkie łapy odpowiedzialne są za puste kieszenie banditos i reszty ludzi? Przekonali ich, żeby szukać kasy u lady Goeff, albo u tego dryblasa w czarnym prochowcu? A może czas się z nim zmierzyć?

Madame Blanc nie przewidziała takiego obrotu spraw, a w balowej sukni daleko nie ucieknie. Pobiegła więc do pokoju w hotelu, gdzie czeka już na nią tajemniczy partner. Jeśli zobaczy tylko grupę wybiegających z saloonu rozrabiaków, zacznie do nich strzelać z karabinu, albo żeby było śmieszniej, rzuci w środek tłumu dynamit z podciętym lontem. W między czasie panna Goeff ma się przebrać i zejść na linie z okna po drugiej stronie hotelu. Tam oczkują już na nich konie. Wydawało się, że los znów uśmiechnie się do zuchwałej dwójki, tymczasem...

Tu właśnie pojawia się jebnięty Gardin. Dowiedział się o swej gwieździe z czasów Paryża, więc postanowił ją porwać i unieść za pomocą WS-1 na swoje ranczo. Kiedy nasza posse będzie się strzelać z facetem w czarnym prochowcu, dojdzie ich krzyk porywanej kobiety. Banditos nie przejmą się tym za szczególnie, będą chcieli odzyskać forsę, dla naszych bohaterów nadarza się jednak okazja (są tymi bohaterami, czy nie?).

Jeśli zaczną deptać Gardinowi po piętach, ten uruchomi rakiety odrzutowe i wyprzedzi posse na tyle, by zamknąć się w budynku na swoim zapyziałym ranczu. Co więcej, twoi hombres będą mieli radochę ze spotkania z preriowymi kleszczami. Ich uwagę zwróciły wibracje wywołane huczną zabawą w Sunnytown. Od tej pory wyczekują na mniejszą grupę, która mogłyby spokojnie zjeść. Nie muszę chyba dodawać, że posse jest w sam raz...

Pieprznięty Gardin

Nie będę się tu nad nim rozwodził. Motywy kierujące tym dziadkiem podałem wcześniej. Zamknął madame Blanc w komórce pod schodami swego domu, w oczekiwaniu na oblężenie posse. Zabezpieczył drzwi i wszystkie okna, pozostawiając nieznaczne szpary, przez które mógłby miotać pociskami swych Gatlingów (opis broni i jej obrażenia znajdziecie w Podręczniku Gracza).

Atak:
Karabin 3k6
Obrona:
WS-1 jest niezdarny w manewrach, stanowi za to potężny pancerz (patrz uwagi w rozdziale "Podstarzały amator pięknych kobiet")
Punkty życia: 14
Klamoty:
Znajdując się we własnym domu ma dostęp do wielu rzeczy. Wybierz odpowiednie, pamiętaj, że para się szaloną nauką.

The End

Do ostatecznej konfrontacji dojdzie na ranczu Gardina. Czy posse uda się pokonać wynalazek szalonego naukowca? Jak poradzą sobie z bandą Garcii, która po rozprawieniu się (czy aby na pewno?) z tajemniczym towarzyszem madame Blanc, zjawi się na ranczo? Jak zachowa się lady Goeff (jeśli jej partner zginie, pojedzie poszukać szczęścia w salonach Wschodu)? Czy posse pojedzie do obozu banditos? A może tajemnicza postać w czarnym prochowcu powróci zza światów?

Strach nie odgrywa w tej przygodzie dużego czynnika, dlatego też nie podawałem nigdzie jego poziomu.

Za odkrycie prawdziwych celów francuskiego duetu po białym sztonie. Za przekonanie banditos (ew. ich pokonanie) po białym sztonie dla każdego. Za pokonanie preriowych kleszczy po czerwonym sztonie, za pokonanie Gardina - niebieski.

Na górę strony