Spis treści Fantasy

Warhammer Fantasy Role Play


Marcin 'Fala' Kołodziński

Dyliżans

Przedruk artykułu Dyliżans z Inkluza nr 20.

"Jens zakończył właśnie wykrzykiwanie wyuczonej na pamięć regułki, z którą miał jeszcze problem kilka tygodni temu. Wzmożone wysiłki Dietricha, polegające głównie na wrzeszczeniu prosto w twarz niezbyt przyjemnych inwektywów pod jego adresem, kiedy choćby się zająknął, osiągnęły pożądany efekt. Chłopak zaczął zdzierać gardło po raz ostatni:

- Podróżni udający się do Marienburga, dyliżansem kompanii Biegnący Wilk z Middenheim, proszeni są o niezwłoczne zajęcie miejsc w naszym powozie!!! Ruszamy za kilka minut!!! Ładujemy ostatnie bagaże!!! - Jens powtórzył to trzykrotnie, po czym zeskoczył z kozła, widząc, że zbliża się ku nim postawny jegomość, wymachujący do nich biletem. Dość sprawnie uporał się z jego bagażem, gdy tymczasem Dietrich ulokował rozgadanego szlachcica tuż przy oknie. " No to mamy komplet" - pomyślał młody pomocnik woźnicy i jeszcze raz zlustrował wzrokiem dekolt dwudziestoletniej córki marienburskiego kupca, która właśnie wyjrzała z wnętrza powozu, obdarzając go ciepłym uśmiechem. Ta podróż zapowiadała się nadzwyczaj ciekawie..."

OBSŁUGA I GŁÓWNY BOHATER

Kompania Biegnący Wilk codziennie wysyła kilka powozów spod swojej siedziby przy Sudetenweg w Middenheim. Kompania obsługuje trasy do Marienburga i do północnych obszarów Imperium, pozostawiając południe swemu rywalowi - Zamkowej Skale. Od kilku lat trasę do Marienburga obsługuje jeden z najlepszych woźniców w całej kompanii - Dietrich Kutschera. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że również Bohaterowie Graczy kiedyś będą mieli przyjemność podróżować jego dyliżansem, lub spotkać go na trakcie prowadzącym do Marienburga.

Mówią, że woźnica jest zazwyczaj człowiekiem twardym i odpornym na wszelkie trudy. Jeśli to prawda, to Kutschera powinien zaliczać się do elity przedstawicieli tej profesji. Przeżył bardzo wiele, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Pochodzi z małej wsi podmarienburskiej, gdzie jego rodzina - żona i dwójka dorosłych synów - żyje zapewne nadal. Przynajmniej ma taką nadzieję. Wyrządził im wiele krzywdy i nigdy nie śmiałby spojrzeć im w twarz... Swój fach poznawał jako pomocnik woźnicy w jednej z małych firm przewozowych, działających pomiędzy Middenheimem i Marienburgiem. Trasę tę zna jak własną kieszeń. Każdy zakręt, koleina, przydrożne drzewo nie mają przed nim żadnych tajemnic. Przecież ta droga to całe jego życie...

Trakt jest dla niego nie tylko miejscem pracy, ale i miejscem gdzie stracił prawie wszystkich swoich bliskich, tych którym bezgranicznie ufał. Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiał, ale jadąc ma wrażenie, jakby duchy jego przyjaciół obserwowały go z ukrycia. Począwszy od jego mistrza - Elrica Duffnera, który umarł na którymś z postojów, zwyczajnie, ze starości, a kończąc na tym młokosie Hannesie, którego znał zaledwie tydzień, a któremu zapomniał powiedzieć, że nie można zapuszczać się w nocy, samemu na Wyjące Wzgórza. Kiedy znalazł jego poszarpane ciało powiedział sobie, że już nigdy się do nikogo nie przywiąże. Zmienił jednak zdanie, kiedy poznał nowego pomocnika, młodego i przepełnionego optymizmem Jensa. Już kilka kursów przekonało go, że z tego młodzika może wyrosnąć kawał dobrego woźnicy. Pomijał uporczywie myśl, że myślał tak poznając wcześniej kilkunastu takich samych chłopców...

Znając historię Kutschery, nie zdziwi nas fakt, że jest człowiekiem niezwykle ostrożnym. Mając tak niebezpieczną pracę, trzeba mieć oczy wokół głowy. Na drodze można się spodziewać zarówno bandytów, rozbójników i wszelakich potworów, jak i wkurzonych mytników, czy nachalnych strażników dróg. Ponadto nie zawsze droga jest w takim stanie, w jakim była jeszcze tydzień temu i nie wiadomo jak ominąć przeszkodę, która nagle się na niej pojawia. To wszystko uczy pokory. Woźnica jest twardzielem, z którym nie warto zadzierać. Tym bardziej nie warto zadzierać z Kutscherą, który zna kilka perfidnych sztuczek, które zaskoczyły już niejednego pewnego siebie zabijakę...

Kutschera jest małomówny i nad wyraz spokojny, jednak, kiedy coś go zdenerwuje potrafi wrzasnąć i gwałtownie wyegzekwować swoją rację. Często bywało, że wykrzyczał w twarz wyżej urodzonemu, że to właśnie on jest szefem na trakcie i nikt mu nie będzie podskakiwał, ryzykując w ten sposób co najmniej swoją posadę. Życie nauczyło go, że rację ma ten, kto zna się na rzeczy, a nie ten, któremu się to tylko wydaje...

Kutschera ma swój własny kodeks honorowy. Każdy problem próbuje rozwiązać bez użycia siły, a kiedy walka jest nieunikniona zamienia się w prawdziwego demona wojny. Umie walczyć i jak na prawie pięćdziesięcioletniego człowieka idzie mu to lepiej niż dobrze. Ponadto wzbudza respekt już samym wyglądem. Ponad 190 centymetrów wzrostu i szerokie bary robią wrażenie. Efekt wzrasta, kiedy w rękach trzyma olbrzymią kaczą stopę, która z pewnością potrafi zdmuchnąć makówkę niejednemu zbirowi. Pod długim płaszczem trzyma ukryte cztery sztylety do rzucania, które rzadko chybiają celu.

W jego zawsze gładko ogolonej twarzy zawsze można dostrzec coś niezwykłego. W głębi duszy Kutschera jest dobrym człowiekiem. Odmieniło go to, co przeżył podczas wieloletniego tułania się po traktach Starego Świata. Teraz próbuje przekazać jak najwięcej wiedzy swemu pomocnikowi - Jensowi Beifehrerowi.

Jak odnosi się do BG? Kutschera jest człowiekiem prostym. Jeśli BG będą się do niego odnosić przynajmniej z odrobiną szacunku, to on odwzajemni się tym samym. Ponad wszystko ceni profesjonalizm, a jeśli wśród BG rozpozna kogoś, kto zna się na rzeczy, na pewno polubi go na swój sposób...

Drugim członkiem obsługi dyliżansu, pomocnikiem woźnicy, jest Jens Beifehrer. Kutschera przyjął go do fachu, gdyż chłopak nie miał gdzie się podziać. Jego matka zmarła po długiej chorobie, a ojciec siedział pewnie w jakimś więzieniu, mało zainteresowany losem syna. Siedemnastoletni Jens umieścił swoją kilkuletnią siostrę w przytułku sióstr Shallyi, a sam ruszył w poszukiwaniu pracy. Udało mu się namówić Kutscherę, aby ten wziął go na praktykę. Zarabia marnie, ale obiecał sobie, że kiedyś zamieszka wraz z siostrą w Middenheim. Kiedyś na pewno... Kutschera nazywa go ambitnym szczeniakiem, ale już zdążył go polubić. Jens jest niepoprawnym optymistą i nawet kiedy wszystko się wali, on nadal sprawia wrażenie szczęśliwego. W rzeczywistości jego krótkie życie nie było usłane różami i dostawał od losu w kość już od urodzenia. To nauczyło go pewnej tolerancji na ból, zarówno psychiczny jak i fizyczny. Jens uchodzi za pracowitego, jednak robi z pasją tylko to, co go pociąga. Lubi pracować ze zwierzętami, uważając je za lepsze i łagodniejsze od ludzi. Nic dziwnego, że kilkukrotnie nachodził Kutscherę, aby ten dał mu pracę.

Chłopak uwielbia opowieści o bohaterach i chwalebnych czynach. Pociąga go życie poszukiwacza przygód i jak sam mówi, może kiedyś porzuci dyliżans i przyłączy się do jakiejś grupki najemników. Na razie narzeka na to, że nie miał jeszcze okazji wykazać się w walce, gdyż do tej pory jedyną okazją było napotkanie dwóch pijaczków, którzy z respektem ominęli jednak woźnicę z potężną kaczą stopą w zasięgu ręki. Jednakże Kutschera pociesza swego pomocnika tym, że prędzej czy później na pewno będzie miał szansę przetrącić komuś gnaty...

Obrazu Jensa dopełnia jego niezwykła wręcz charyzma i wdzięk osobisty. W stosunku do ludzi jest po prostu urzekający, szczególnie do płci pięknej. Nie jest podrywaczem, a na pewno nie powinien odgrywać takiej roli w scenariuszach. Jest po prostu bardzo atrakcyjnym młodym facetem, z którym z przyjemnością poflirtuje niemal każda niewiasta.

Po dość szczegółowym opisie obsługi dyliżansu, czas powiedzieć coś właśnie o nim. Jest to standardowy powóz kompanii przewozowej Biegnący Wilk z Middenheim. Wykonany z dębowego drewna, z dobrym zawieszeniem i kołami wykonanymi u najlepszych kołodziei w Middenheim, sprawuje się dość nieźle na każdej nawierzchni. Wnętrze, obite średniej klasy materiałem, z dość wygodnymi siedziskami, mieści 6 dorosłych osób, chociaż zdarzało się, że Kutschera wiózł ich aż 8 (w tym dwoje dzieci). Jazda jest dość komfortowa. Klient płaci, więc wymaga, a cena nie należy do najniższych. Dzień podróży kosztuje dokładnie 6 ZK, co za przejechanie trasy Middenheim-Marienburg daje kwotę około 65 ZK (około 550 kilometrów, czyli od 10 do 12 dni podróży, w zależności od warunków pogodowych, wypadków losowych itd., itp.). Jak widać dosyć droga przyjemność. Tym bardziej, że tyle kosztuje sam transport, bez wyżywienia i noclegów. Standardowo podróżujący nocują w przydrożnych zajazdach, które umiejscowione są na trakcie w odległościach odpowiadającym dziennej trasie dyliżansu (czyli co około 50 kilometrów). Są to raczej bardzo przeciętne lokale. Obsługa nocuje przy powozie w stajni.

Ostatnim stałym elementem dyliżansu są oczywiście konie. Jest ich cztery. Nazywają się kolejno, poczynając od najstarszego: Friderick, Gustavus, Adolphus i Malcolmus. Są to mocne i zdrowe wałachy, o które obsługa dba chyba bardziej niż o samych siebie. Wyciągnęły one Kutscherę już z niejednej opresji. Biegnąc z całych sił, są w stanie pokonać dziennie dystans około 70-80 kilometrów, jednak później potrzebują co najmniej tyle odpoczynku, ile trwała ta szaleńcza jazda. Woźnica stara się jednak wykorzystywać ich pracę niezbyt intensywnie, dbając o to, aby żaden z jego faworytów nie był przemęczony.

Powyżej opisałem dość obszernie główne elementy, występujące w tym artykule. Ich charakterystyki i umiejętności można dobrać indywidualnie, sugerując się ich obrazem przedstawionym przeze mnie.

KLIENCI

Dyliżans nigdy nie jedzie pusty. W tym świecie nie znosi się przecież wszelkich przejawów marnotrawstwa. Wnętrze powozu niemal zawsze jest pełne przeróżnego typu podróżnych. Oczywiście niewielu ludzi stać na tak kosztowną podróż, ale na brak klienteli kompania Biegnący Wilk jeszcze nigdy nie narzekała. Kogóż więc można zauważyć, kiedy zajrzymy do środka naszego dyliżansu?

Szlachta. Ta najwyżej stojąca w hierarchii klasa społeczna posiada wystarczająco dużo Złotych Koron, by móc podróżować dowolnym środkiem transportu. Oczywiście wielu posiada swoje własne powozy i służbę, ale zdecydowana większość mniej zamożnych wybierze z pewnością nasz dyliżans. Jak się będzie zachowywać taki przeciętny przedstawiciel najwyższej klasy? Może być wyniosły i olewać namiętnie wszystko i wszystkich; może być po prostu zwykłym człowiekiem, cichym i spokojnym, który chce tylko przejechać w jak najkrótszym czasie tę całą trasę; a może to być zupełnie fajny gość, najprawdopodobniej wojak, który podobnie jak Bohaterowie Graczy, zaczynał jako najemnik, a teraz dorobił się nobilitacji i fortuny. Podróżować może również żona, córka lub krewna jakiegoś szlachcica. Na pewno urozmaici to czas całej męskiej części podróżnych. Damami należy się przecież troskliwie zajmować, a co dopiero damami zamożnymi...

Kapłani. Znaczniejsi mają zapewne własne środki transportu, ale z naszego dyliżansu mogą skorzystać pomniejsi, którzy zostali wysłani z jakąś misją lub tacy, którzy po prostu chcieliby przedostać się z jednego miejsca na drugie, ponieważ muszą załatwić jakąś pilną sprawę osobistą. Ten podróżujący może okazać się bardzo nieprzyjemnym typem, który gani wszystkich za "zbyt rozpasany styl życia", wścibia nos w nie swoje sprawy i ogólnie jest upierdliwy. Może się jednak okazać, że może to być zupełnie porządny, nie sprawiający problemów klecha, który co najwyżej pogada trochę swoim bogu bez żadnych prób indoktrynacji...

Uczeni. Podróżują z jednego uniwersytetu do drugiego, dokonują dziwnych pomiarów, dużo notują i czytają. Są to lekarze, bakałarze, prawnicy, ale także alchemicy, czarodzieje czy inżynierowie. Wszyscy razem i każdy z osobna jest niezwykle interesującym człowiekiem, a kiedy już spotka się co najmniej dwóch takich, podróż w ich towarzystwie może okazać się niezwykle ciekawa...

Wojskowi. Podróżują dyliżansem bardzo rzadko, ale czasem są do tego zmuszeni. Nie mówimy oczywiście o zwykłym szarym wojaku, ale o kapitanach, balistykach czy bombardierach, czyli wyższych rangą. Tacy towarzysze podróży z reguły dobrze rozumieją Bohaterów Graczy, a że przez całą podróż śmiertelnie się nudzą, za wszelką cenę próbują rozruszać towarzystwo. Z nimi na pewno droga będzie o wiele ciekawsza...

Inni. Oczywiście naszym dyliżansem mogą podróżować dowolne osoby, które na to stać. W powyższych przykładach pominąłem kupców i członków ich rodzin, a także przedstawicieli innych profesji. Zdecydowaną większość podróżnych stanowią jednak przedstawiciele szlachty, kupiectwa i zamożnych uczonych...

Podobnie jak w przypadku obsługi dyliżansu nie podaję charakterystyk podróżnych, które powinien opracować MG.

POMYSŁY NA SCENARIUSZE

Dyliżans można wykorzystać zarówno do mniejszego epizodu scenariusza, jak i oprzeć na nim całą fabułę przygody. Zacznijmy od tego, kiedy BG spotykają na swej drodze dyliżans. Mogą kupić bilety i po prostu stać się podróżnymi, bądź też towarzyszyć powozowi na jego trasie. Mogą również spotkać go na trasie, najlepiej w jak najbardziej dramatycznych okolicznościach: podczas napadu rozbójników, zielonoskórych czy mutantów, podczas koszmarnej burzy, podczas beznadziejnych prób wyciągnięcia karocy z błotka itp. Czego może dotyczyć scenariusz? Może się wiązać z co najmniej kilkoma składowymi naszego dyliżansu: samego pojazdu, jego obsługi, podróżnych lub ich bagażu. Pojazd. Może być zaczarowany, nawiedzony, albo po prostu podróżujący nim mają nieustannego pecha. Może się ciągle psuć, związana jest z nim jakaś koszmarna legenda, ktoś próbuje go sabotować albo go zdobyć. Może coś w nim ukryto, a teraz ktoś próbuje to odzyskać. Można wykorzystać kilka bardzo fajnych patentów z filmów czy książek, dotyczących przedmiotów lub pojazdów (na myśl przychodzi mi oczywiście Christine!!!).

Obsługa. Wydaje mi się, że sporo pomysłów odnośnie Jensa, czy Kutschery można wynieść z ich opisów. Mogą się wiązać bezpośrednio z ich życiem. BG mogą zostać wynajęci do ich odszukania na trakcie, Jens może otrzymać jakieś złe wieści z Middenheim, na przykład o pożarze sierocińca, w którym była jego siostra i może porwać dyliżans, aby jak najszybciej dostać się z powrotem do miasta itd.

Podróżni. Z nimi wiąże się chyba najwięcej pomysłów. Któryś z nich może wynająć BG do ochrony. Któryś jest ukrywającym się mordercą, szpiegiem, podróżującym incognito posłańcem, czy może zwykłym zamożnym facetem, którego ktoś chce obrabować/porwać/zabić... Pomysły same wpadają do głowy...

Bagaż. To wiąże się z jego właścicielem, chyba, że on sam nie wie co ze sobą wiezie. Może to być jakiś magiczny przedmiot, bardzo cenny obraz czy rzeźba, coś zrabowanego czy nielegalnego, a może jest to coś żywego!... Przedmiot może w jakiś negatywny sposób oddziaływać na podróżnych i obsługę dyliżansu, sprawiać jakiś problem, uśmiercać po kolei podróżnych (horror w Marienburskim Expresie!).

Myślę, że te luźne pomysły rozwiniecie w naprawdę fajne scenariusze, a może wymyślicie coś swojego! Życzę niezłej jazdy Moim DYLIŻANSEM !

Na górę strony