|
One Shots |
Dentysta |
Przedruk artykułu Dentysta z Inkluza nr . Trent już wiele razy był u doktora Moore, ale tym razem czuje się jakoś dziwnie. Wszyscy jakoś podejrzliwie obserwują go w poczekalni. To dziecko, które zamiast krzyczeć, płakać, i próbować uciekać z gabinetu, powoli przeżuwa gumę. Zadbana, na oko pięćdziesięcioletnia kobieta, która zamiast je uspokoić, nieustannie gniecie w rękach jakąś małą, oprawioną w czarną skórę książeczkę. I ta recepcjonistka. Przedtem zawsze piłowała paznokcie, rozlewała kawę albo czytała kobiece magazyny. Teraz, patrzy na niego tak jakoś ... paskudnie . Zimnym, przewiercającym na wylot niczym wiertło spojrzeniem. W końcu otwierają się drzwi gabinetu i woła go doktor Moore. Miły, niski, korpulentny starszy pan, z lekko haczykowatym nosem, zawsze idealnie ogolony, w nieskazitelnie białym fartuchu. Trent pamiętał go jeszcze z dzieciństwa - był jego rodzinnym dentystą, zawsze umiał złagodzić ból i cierpienie na fotelu dentystycznym ciepłymi słowami i zabawkami... Był dla niego jak dobry wujek. Rodzina mówiła kiedyś, że doktor Moore jest bohaterem narodowym - dużo czasu spędził na wojnie w Wietnamie, walcząc z szerzącymi się tam chorobami... - Trent, słyszałem że mamy jakieś ubytki. No chodź, chodź, nie bój się. - Trent był już tu wiele razy, ale głos pana Moore`a tym razem zabrzmiał wręcz strasznie. Przedtem koił, uspokajał, wymiatał z głowy przemożną ochotę jak najszybszej ucieczki z poczekalni. - Trent, nie bój się. To tylko malutki ubytek. No, uspokój się. Wcale nie zaboli... Fotel dentystyczny jest jakiś dziwnie... lepki. I to światło halogenów... tak kłuje w oczy. I te dziwne urządzenia, wiertła, igły, skalpele - brudne, przerdzewiałe, wszystkie leżące w metalowej misce, zanurzone w rdzawoczerwonej wodzie... Upiorne, powykrzywiane twarze klownów i pluszowych misiów, wypełniających całą przestrzeń dziecięcego gabinetu... Trent nigdy nie widział niczego takiego w tym zawsze jasnym i kolorowym gabinecie. Doktor Moore uśmiecha się, bardzo szeroko. - Spokojnie Trent. Gwarantuję, że nic Ci się nie stanie. Nie, nie patrz na tę substancję. Jest mi naprawdę potrzebna. Nie, nie, nic ci się nie stanie... To taki nowy środek znieczulający. Tylko otwórz usta, trochę szerzej, taaakkk... No więc, od którego zaczniemy wyrywanie? A-ha, zapomniałem, musimy też trochę rozwiercić... najlepiej przednią jedynkę.... spokojnie, Trent, spokojnie..... możesz krzyczeć, i tak nikt..... jaki piękny, zdrowy język... Boże, jaki piękny, zdrowy, czerwony język... |