Spis treści Sprawa dla profesora Kredy

 


Tekst: Artur Gawroński
Ilustracje: Belphegor

Cała prawda o Jojo

Przedruk artykułu Cała prawda o Jojo z Inkluza nr 12 (po korekcie).

Jojo... jakie jest każdy widzi...

Jesteś wielkim fanem jojo? Może tylko podziwiasz dzielnych śmiałków ryzykujących własne zęby oraz przyzwoity, nieposiniaczony wygląd twarzy tylko po to, aby nauczyć się kolejnej, karkołomnej sztuczki? Nieistotne, wszyscy na pewno wiedzą, co to jest... to jojo... a może nie?

Jojo to w sumie niezbyt skomplikowane urządzenie, kawałek sznurka i bardziej lub mniej okrągłe COŚ, na co ten sznurek się nawija... BZDURA! TAK TYLKO SIĘ WAM WYDAJE!!

Jak to było dawniej...

Już prehistoryczne ludy znały tę zabawkę, Inkowie uznawali ją za najlepszego mordercę nudy, a na starożytnych olimpiadach naczelną i wzbudzającą najwięcej emocji konkurencją były zawody w jojo. Nie? A co to, lekcja historii?!

 

Zapytajcie swoich dziadków, pradziadków a jeżeli potraficie się kontaktować z duchami, nawet prapraprapraprapraprapraprapradziadków, wszyscy na pewno będą mieli Wam wiele do opowiedzenia. Szczególnie ci ostatni, gdyż wśród żywych ci, co znają prawdę, boją się ją wyznać...

Wszyscy znamy z lekcji historii te dziwne i niewyjaśnione zdarzenia. Tu nie wiadomo jak zginął któryś król, tam cesarz, innym razem znany polityk albo gwiazda muzyki pop. Mówi się o różnych przyczynach zgonu - to samobójstwo, to śmierć naturalna, zawał, zapalenie płuc, przepuklina, piorun kulisty czy modne ostatnio AIDS, ale nikt nie mówi o raportach koronerów, nikt nawet nie wspomni o wymienianych w nich ranach charakterystycznych dla ciosów zadawanych przy użyciu jojo, o śladach na szyi takich, jakie zostawia cienki sznurek!

A chcecie wiedzieć jak umarł Elvis? Co tam Elvis, a prezydent Kennedy? A może chcecie wiedzieć, w jaki sposób Kain zabił Abla?

Jojo? Alien?

No cóż, jest wiele teorii na temat istoty jojo, jedne bardziej, inne mniej prawdziwe. Pewne jest jedno - nie jest to zwyczajny wytwór rąk ludzkich, żaden człowiek nie byłby w stanie wymyślić czegoś tak prostego, a jednocześnie tak genialnego w swej istocie.

No może... Gdyby był bardzo pijany...

Czy jojo to tak naprawdę najeźdźcy z Kosmosu? Czerpaliby energię od tych, którzy się nimi bawią. Jest wiele faktów przemawiających za tą teorią; spróbujcie na przykład wypuścić jojo swobodnie z ręki w dół, nie nadając mu żadnej prędkości. Jojo najpierw rozpędzi się, nabierając energii podczas spadania a, potem rozpocznie zużywanie energii na powrót do naszej dłoni, ale NIGDY do niej nie wróci! Co się dzieje z różnicą wartości tych energii? Oczywiście jest magazynowana w jojo! Po co? Tego nie wie nikt. Co bardziej konserwatywni i tępi naukowcy twierdzą, że różnica wynika z występowania tarcia podczas ruchu jojo czy też z innej, równie zakłamanej i naiwnej przyczyny. Wszystko pięknie, dopóki nie weźmiemy pod uwagę, że CI NAUKOWCY SĄ W ZMOWIE Z JOJO!

 
Czy to naprawdę jest aż tak proste?

Oj nie, na pewno nie!

Wszystko, co napisałem powyżej, pochodzi z pracy doktora Hakki Storkinena, którego posiniaczone, martwe ciało znaleziono w jego własnym domu. Tak, zabiło go jego własne jojo, po którym (oprócz ran i połamanych kości czaszki) został tylko ślad na palcu prawej dłoni oraz wspomnienie w zapiskach doktora. Doktor Storkinen najwyraźniej był zbyt bliski poznania całej prawdy. Czy to oznacza, że streszczona powyżej teoria jest prawdziwa? Nie wiem, niewykluczone...

Niestety fakty, dane i dowody zawarte w pracy doktora, z której je czerpałem, nie zostały nigdy podane do publicznej wiadomości, media także są kontrolowane przez jojo!

 
Jeżeli sam coś wiesz i nie boisz się...

My, poszukiwacze prawdy, prawdziwi, nieskorumpowani naukowcy musimy się wspierać! Wspólnie uwolnimy świat od plagi jojo, ale musimy zebrać nasze siły, STAĆ SIĘ JEDNOŚCIĄ! Dlatego, bracia, jeżeli wiecie o czymś, czego ja nie wiem, jeżeli posiadacie jakieś historyczne jojo, które mógłbym zbadać, bezzwłocznie dajcie mi o tym znać! Sam chętnie udostępnię wyniki moich wieloletnich badań. Bądźmy dobrej myśli, świat nie jest jeszcze stracony.

Y2K, pierwszy i bardzo ważny strategicznie atak Jojo, udało nam się odeprzeć praktycznie bez strat, wprawdzie niektórzy mają przeterminowane karty kredytowe (o prawie sto lat), a gdzieś tam jakaś babcia w domu starców otrzymała propozycję przyjęcia do przedszkola, ale generalnie strat nie było, sukces! Niektórzy twierdzą, że problem Y2K powstał przez bezmyślność pierwszych informatyków. Ale czy normalny, zdrowo myślący, nieopętany manią jojo informatyk mógłby popełnić TAKI błąd? CZY KTOKOLWIEK MÓGŁBY?!

No może... gdyby był bardzo pijany...

Profesor Franciszek Kreda

 

Wszystkich mających jakiekolwiek informacje, teorie mniej, bardziej lub totalnie zwariowane, wyniki badań lub cokolwiek innego na temat jojo - redakcja uprzejmie prosi o kontakt i sama przyłącza się do ekipy profesora, aby pomóc w ratowaniu Ziemii!

Redaktorzy jedynego nieskorumpowanego pisma Inkluz.

* * * * *

Z innej beczki...

A teraz, kiedy zabawa jojo nabrała zupełnie innego wymiaru (przynajmniej dla tych naprawdę odważnych i żądnych wrażeń, znudzonych życiem desperatów, albo też naiwnych głupców, którzy wierzą, iż ludzkość istnieje tylko po to, aby zapewnić środowisko i dobre warunki życia dla jojo, czy też pałających chęcią POZNANIA i ZROZUMIENIA prawdziwych naukowców i odkrywców - za takiego i ja się uważam - słowem dla wszystkich tych, którzy nie przestaną po przeczytaniu tego tekstu bawić się jojo albo wręcz zaczną to robić), spróbujmy tę okropnie popularną (oj, gdyby oni wszyscy wiedzieli, jak ryzykują...) zabawę przenieść do naszego, jedynego prawdziwego świata sesji. Bo w końcu jak można w pełni czerpać radość z zabawy jojo, jeżeli aby się pobawić musimy wyjść do realnego świata, nieprawdaż?

Teoria przedstawiona powyżej może nie nadawać się do wszystkich systemów (szczerze mówiąc, praktycznie nie nadaje się do prawie żadnego), ale od czego Wasza wyobraźnia? Trochę zmian tutaj, trochę tam i mamy gotowy spisek gildii skrytobójców, zawodowego związku grabarzy albo kółka gospodyń domowych.

Jojo wcale nie musi być złe, za jego pomocą dobrzy magowie mogą kontrolować i unicestwiać zło. Jojo, talizman z bardzo drogimi, ochronnymi czarami niepozwalającymi na wykrycie, czym tak naprawdę jest, podstępnie wprowadzone na czarny rynek i mające intrygująco wielką cenę, może skusić chciwych. A co potem? Na pewno nic miłego...

Hm, a co by było, gdyby tak jeden z graczy znalazł jojo leżące sobie nieopodal drogi, gdzieś w rowie... Stare, zabrudzone, może nawet niezdatne już do użytku... Zresztą średniowieczny zabijaka, który nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego na oczy, i tak nie wiedziałby jak się tym posługiwać, jednakże przebłyski gładkiej, plastikowej powierzchni przykrytej warstwą brudu i kurzu powinny go skłonić do zatrzymania zabawki.

Nie zastanawia Was, co zrobiłby z takim cackiem głupawy, opętany manią zabijania elfów krasnolud? A może jak wykręciłby się "wszystkowiedzący" drużynowy mag od odpowiedzi na pytania kompanów o pochodzenie i działanie "talizmanu"?

No ale przecież RPG, klimat systemu, jak ja mogę wprowadzić jojo do średniowiecznego świata? - ktoś zapyta. Jak to jak?

Normalnie.

Przede wszystkim jojo jest tutaj tylko symbolem, równie dobrze może to być jakiś inny gadżet, chodzi o ideę wprowadzania czegoś tak niekonwencjonalnego do sesji. Klimatu nie trzeba psuć; jeżeli całość zostanie dobrze rozegrana przez MG, to gracze nigdy nie wpadną na to, że to, co mają w rękach, jest zabawką z przyszłości. Przecież takie jojo dla średniowiecznych to nic innego jak talizman na szyję z oberwanym z jednej strony sznurkiem. Oczywiście magiczny, bo czy taki normalny mógłby być taki gładki i błyszczący? Już tak niestety z ludźmi jest, że gdy czegoś nie znają, to szukają analogii do tego, co poznali; tak było i będzie zawsze.

Chcielibyście historii przedmiotu? Po co? Przecież gracze i tak nie domyślą się, z czym mają do czynienia, zresztą kto powiedział, że w świecie Warhammera nie lądują ufole? Ufole są wszędzie! Są więc i tam... Po prostu któryś nieroztropnie upuścił swoją zabawkę i o niej zapomniał...

Teraz pozostaje mi jeszcze uporać się z pytaniem: po co to wszystko.

Właściwie nie wiem, ale dlaczego nie? Aby sesje były ciekawe, trzeba ciągle zaskakiwać graczy (oczywiście żeby MG się nie zanudził, on także musi być zaskakiwany, ale to już zupełnie inna historia). Zresztą ja bym w tym widział przyjemność dla Mistrza. Czy nie fajnie by było kiedyś, potem, za kilka lat powiedzieć graczom, że ten wspaniały talizman, którego strzegli jak oka w głowie, to było po prostu jojo zostawione przypadkiem przez jakiegoś obcego, bądź też przybysza z przyszłości? Już sobie wyobrażam ich miny mówiące "Ale przecież...".

Albo wyobraźcie sobie studnię, taką zwykłą, o której nawet słowem się graczom nie wspomina, dopóki nie zapytają wieśniaka gdzie mogliby napoić konie. Nie korci Was czasem, żeby zrobić im psikusa i umieścić tuż pod dnem studni jakiś skarb? Tak tylko dla własnej satysfakcji i przyjemności, bo przecież wiadomo, że gracze o tym w życiu by nie pomyśleli (hej, a może w studni pływa Dopefish[*]?). Mnie korci, ale może po prostu jestem inny...

Na tym dzisiaj skończę. Inne teorie, inne pomysły oraz najprawdopodobniej fakty następnym razem... może... jeżeli będę jeszcze żył... Teraz muszę przeprowadzić jeszcze kilka eksperymentów na jojo, którego ofiarą stało się ostatnio osiemnaścioro dzieci z pewnego przedszkola oraz cała jego kadra wychowawcza... JOJO ROZPRUWACZ!

Że już nie wspomnę o tym, że jest późno, a mnie cholernie chce się spać...




[*] Dopefish to taka sympatyczna zielona ryba, która po raz pierwszy pojawiła się w kultowej (albo i nie) grze Keen Commander (jak ktoś chce to, dam save'a tuż przy Dopefishu). Jej twórcą jest Tom Hall, wiąże się z nią kilka ciekawych legend oraz historyjek; sam pomysł jest natomiast bardzo prosty;,to była tylko mało znacząca, drugoplanowa postać w grze, której zadaniem było zjadanie małych rybek i... bohatera. Ach, zapomniałbym, oczywiście jeszcze beka (to wtedy, gdy się tak wykrzywia). Nie wiedzieć czemu Dopefish doczekał się ogromnej liczby nawiązań w wielu różnych grach (Quake, Quake II, ROTT, Terminal Velocity, ...) i nie tylko w nich. Doczekał się także ogromnej rzeszy fanów i wielbicieli. Naprawdę ogromnej... podejrzanie rzekłbym nawet... Ha! To na pewno sprawka UFO! SPRAWA DLA PROFESORA KREDY! Więcej informacji o Dopefishu na http://www.dopefish.comm, naprawdę polecam, to niezwykłe (i bardzo ciekawe), jak się potoczyły (i nadal toczą) losy Dopefisha. DOPEFISH LIVES!

Na górę strony