|
|
|
Rhah Wynn Brakujące ogniwo, czyli rzecz o klonowaniu... figurek |
Przedruk artykułu Brakujące ogniwo, czyli rzecz o klonowaniu... figurek z Inkluza nr . "Dałeś mi panie, Zbroję - dawny kuł płatnerz ją, Czy nie zdarzyło się Wam wiele razy, że po jakiejś całonocnej bitwie, wasza ukochana figurka nagle się gdzieś zawieruszyła? Albo na skutek uderzenia w podłogę, kupiony za odjęte sobie od ust pieniądze (wybaczcie skrót myślowy) "nie-do-wyjęcia" regimencik 5 trolli stracił 20 procent stanu osobowego? Wymyśliliście może sobie wspaniałego konwerta do pokazania na najbliższej sesji - wielkiego zmutowanego Demona - który czeka tylko na poskładanie, ale ... rozkłada Was brak części? Przecież nie macie serca żeby odjąć smokowi skrzydła a Nagashowi miecz? Cóż, jedynym sposobem jest wówczas własnoręczne zrobienie odlewu. Pierwszy artykuł na ten temat przeczytałem bodajże w starej Gildii. Mówi się tam między innymi, że na przykład w Szwecji własnoręczne odlewanie figurek jest traktowane na równi z samym graniem, a mistrzostwo młodych adeptów tej sztuki pozwala im na wystawianie ... regimentu smoków Chaosu. Ponieważ jednak w gildiowym artykule brakło szczegółów technicznych - postanowiłem rzecz zbadać bliżej i umożliwić Wam korzystanie z gotowej wiedzy. A więc, do rzeczy ... Naszym celem będzie wykonanie własnoręcznego odlewu jakiegoś detalu bądź samej figurki. Od razu uprzedzam, że wykonanie tego własnymi środkami nie sprawi raczej, że będziecie mieli idealne kopie Waszych ulubionych modeli. Niemniej jednak, nawet jeśli specjalnie się nie przyłożycie, zupełnie spokojnie możecie takim klonem zastąpić zagubionego członka regimentu. Warto w tym miejscu dodać, że takich figurek nie wolno wystawiać w żadnym szanującym się turnieju, ani oczywiście czerpać korzyści z ich sprzedaży. Rzecz wydaje się oczywista, ale w naszym kochanym kraju, będącym rajem dla piratów, sprzedających "szary" (czytaj: ukradziony) software lepiej mówić pewne rzeczy wyraźnie. Czym innym jest tworzenie "klona" np. do budowy konwersji na własne potrzeby, czym innym - próba produkcji pirackich figurek. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale myślę, że jest to sprawa analogiczna do zagadnień z zakresu własności do utworów muzycznych: MOŻNA wykonać kopię legalnie kupionej płytki CD na własne potrzeby, ale sprzedaż jej "dalej" jest już przestępstwem (vide:ustawa AHRA, czyli Audio Home Recrding Act). Mam nadzieję, że jako ludzie świadomi, uznacie, że opisane niżej metody pomogą Wam tworzyć np. lepsze konwersje, czy własne diaoramy i nie będziecie próbowali łamać prawa. Na wszelki wypadek chciałbym zaznaczyć, że nie ponoszę odpowiedzialności za Wasze działania, więc na paczki do więzienia ode mnie raczej nie liczcie. Po tej porcji dziegciu, czas na "miodzik". Do wykonania odlewu potrzebna będzie nam: Macie już detal, który chcecie sklonować? Ja uznałem, że potrzebuję leadera do mojej ekipy szkieletów, która stanowi część mojej domowej "wystawki". Podobała mi się bardzo figurka starego wighta, ale niestety, był to jeździec. Obciąłem więc jego górną połowę i skorzystałem z dolnej połowy (bez skojarzeń!) dark elfickiego guarda. W ten sposób powstał bardzo sympatyczny model. No dobra, ale teraz wighty już nie są pełnym regimentem - trzeba zrobić odlew na potrzeby "kościstych" i przywrócić sytuację początkową. Negatyw musimy zrobić z czegoś, co będzie odpowiednio płynne, tak, że oblepiając dokładnie kształt detalu, pozwoli oddać większość z jego szczegółów. Potem nasza forma musi zastygnąć i przyjąć w miarę stałą konsystencję. Na coś takiego najlepiej nada się silikonowy kauczuk. Pamiętacie program "Zrób to sam" Adama Słodowego ? Tak, tak, chodzi o tego gościa z nieśmiertelną, dwukolorową strzałką na patyku. Ten wirtuoz robienia "czegoś z niczego" prawie każdy program rozpoczynał od słów: "z kawałków blachy, które można znaleźć na każdym podwórku ...". O, bogowie, ileż to razy przeszukiwałem podwórko w poszukiwaniu takich kawałków, przeklinając w duchu radosny optymizm telewizyjnego magika ... Potem było jeszcze gorzej, go drugim ulubionym zwrotem tego okrutnika było: "w ten sposób właśnie możemy sobie zrobić to a to - ja już wcześniej taki model przygotowałem ...". Rozpacz ;-) No dobrze, kauczuku silikonowego nie znajdziecie na podwórku. Trzeba go poszukać w sklepach chemicznych - a uprzedzam, że tylko niewiele z nich prowadzi taki towar. Od czego jest jednak Internet ? Wyguglujcie sobie jedno z haseł "polastosil" "gumosil" albo po prostu "kauczuki silikonowe" - na stronach producenta znajdziecie adres sklepu w waszym mieście, zajmującego się handlem takimi preparatami.
Kauczuk silikonowy jest gęstą, płynną masą, przypominającą trochę w konsystencji skondensowane, słodzone mleko. Dostaniecie go w różnych opakowaniach - takie jak to na rysunku kosztuje około 80 PLN, ale można z niego wykonać setki form, więc wychodzi naprawdę tanio. Potrzebny będzie jeszcze składnik, który spowoduje, że nasz kauczuk stężeje do postaci stałej. Proces ten nazywa się fachowo sieciowaniem, a do jego wymuszania służą odpowiednie katalizatory (na szczęście nie ma problemu z ich zakupem - dostaniecie je zapewne w tym samym sklepie co kauczuk). Kauczuków jest wiele rodzajów - w sklepie w którym się zaopatruję, mogę kupić zarówno Polastosile jak i Gumosile. Różnica jest niewielka - polastosile generalnie dają bardziej twardą i mniej elastyczną postać stałą, ale do naszych potrzeb nadadzą się obie, zwłaszcza, jeśli nie pożałujemy katalizatora - oba preparaty można zresztą mieszać.
Musimy teraz przygotować pojemnik na naszą formę negatywową. Wygodnie jest zrobić go samemu z kartonu (ja poświęciłem stare karty Kultu - mam nadzieję że miłośnicy tego systemu mi to wybaczą ...). Można także skorzystać np. z pojemnika po jogurcie czy czymś podobnym, ale uwaga: pojemniczek należy BARDZO dokładnie wymyć i osuszyć, inaczej forma miejscami nie stwardnieje i będzie do wyrzucenia.
Teraz trzeba przygotować się do wylewki. Po pierwsze, przygotujemy sobie strzykawkę, którą będziemy nabierać katalizator i małe pudełko w którym rozrobimy masę kauczukową z "utwardzaczem". Warto też zadbać o dobrą wentylację, zarówno kauczuk, jak i katalizator śmierdzą niemiłosiernie. Jak dobrze wykonać formę negatywową ? Proces będzie składał się z kilku etapów. Po pierwsze musimy wylać pierwszą warstwę, pełniącą głównie rolę usztywniającą. Jeśli macie dwa rodzaje kauczuków, to na warstwę usztywniającą możecie dać np. Polastosil, a przy samej figurce dać Gumosil, choć nie jest to konieczne. Potem, po zastygnięciu pierwszej wylewki (powinna mieć ok. 5 mm wysokości) wylejemy drugą warstwę, w której, przed pełnym zastygnięciem, umieścimy nasz element. Tak zakończymy pierwszy etap pracy, po czym przygotujemy "górę" formy negatywowej. A więc, zaczynamy: W naszym osobnym naczynku przygotowujemy pewną ilość kauczuku, po czym dodajemy do niego trochę katalizatora (najlepiej skorzystać ze strzykawki z igłą - rozlanie katalizatora jest porównywalne z rozlaniem amoniaku). Stosunek wagowy zależy od Was - im więcej katalizatora tym sieciowanie szybsze, a forma bardziej krucha. Ja niespecjalnie przejmuję się sugestiami producenta: proponowane 2:100 wagowo sieciowałoby godzinami, a nas przecież "świerzbią palce". Na całość formy rozpatrzonej w artykule zużyłem ok. 5 cm3 katalizatora (warstwa pierwsza zabrała ok. 1 cm3). W ten sposób po 5 minutach kauczuk zastyga. Kauczuk z katalizatorem trzeba energicznie wymieszać, dbając zwłaszcza o narożniki pudełka. Na razie nie zmieni od swej płynności, ale proces sieciowania już się zaczął - na pewno zauważycie powstające malutkie pęcherzyki gazu (nie będzie ich dużo, ale łatwo je zobaczyć).
Teraz musimy być dokładni - wylewamy przecież dolną część formy negatywu. Musimy znów przygotować kauczuk z katalizatorem, tak jak to zrobiliśmy poprzednio, ale tu potrzeba pewnego wyczucia - musimy wylać dokładnie tyle masy, żeby nasz element był zanurzony mniej więcej do 50% swojej wysokości. Pamiętajcie, że wypchnie on pewną ilość kauczuku do góry. Obie warstwy - pierwsza i druga połączą się ze sobą idealnie i będą stanowiły jedność, nawet jeśli użyjecie innych kauczuków (np. Polastosilu i Gumosilu)! Producent zaleca, aby element umieszczać poziomo na wbitych w kauczuk igiełkach lub kawałkach wcześniej zestalonych, ale ja mam inną propozycję. Po wylaniu kauczuku w drugiej warstwie odczekujemy chwilę, aż przyjmie on konsystencję gęstego miodu i dopiero wtedy lekko wcisnąć nasz element - jeśli dobrze "wyczaimy" moment nie powinien on opadać za głęboko pod swoim ciężarem. Nie martwcie się, nawet jeśli nie wyjdzie wam za pierwszym razem, nie stracicie swojego elementu - kauczuk nie zwiąże się z niczym innym poza ... innym kauczukiem i figurkę można spokojnie wyjąć i ponowić próbę z nową wylewką. Jedyny minus tej metody jest taki, że jeśli kauczuk będzie już zbyt gęsty, to powierzchnia obok modelu może być niezbyt gładka, ale nie stanowi to żadnego problemu.
Teraz trzeba spowodować, żeby kolejna wylewana warstwa ("góra" naszej formy) nie połączyła się z gotowymi już warstwami pierwszą i drugą. Aby tak się stało, musimy pokryć wszystko czymś tłustym - nadaje się do tego dowolny krem natłuszczający np. Nivea. Ważne, żeby nie był to krem czysto nawilżający, bo nie najlepiej zdaje on egzamin i mogą wtedy być problemy z ładnym rozdzieleniem formy. Rozsmarujcie krem na całej powierzchni kauczuku. Figurka raczej powinna zostać sucha - bo krem może spowodować rozmycie szczegółów (ale bez przesady - posmarowanie figurki cienką warstwą krzywdy nie zrobi). Gotowi ? To wylewamy ostatnią warstwę i ... czekamy na zestalenie się formy.
Kiedy już wszystko się "wysieciuje", możemy rozciąć nasze pudełko i wyjąć negatyw. Mam nadzieję, że dobrze mieszaliście kauczuk z katalizatorem, a pudełko "docelowe" było czyste, bo jeśli nie, to pozostaną części płynne i najprawdopodobniej trzeba się do roboty będzie zabrać raz jeszcze. Jeśli natomiast wszystko zrobiliście dobrze, nie powinno być problemu z rozdzieleniem obu części, które będą miały konsystencję dość miękkiej gumy.
Mamy formę (negatyw) teraz trzeba wymyślić coś na masę pozytywową. Ideałem byłby oczywiście metal. Niestety, nie jestem specjalistą metalurgiem i nie wiem, jaki stop miałby pożądane dla mnie właściwości (musi być prosty w "obsłudze", tani, mieć niską temperaturę topnienia i nadawać się do zastosowania nie tylko w ciśnieniowych formach wtryskowych). Jest zdaje się coś takiego co nazywa się ZnAl, ale zamiast tego możemy spokojnie posłużyć się zwykłą Poxiliną - na pewno jest prostsza do zdobycia. Ma ona tę zaletę, że nie wymaga topienia (nie poparzymy się), jest tania i przede wszystkim szybko tężeje (ok. 3 minuty), dzięki czemu "odlewany" element możemy zaraz sprawdzać. Poxilina składa się z dwóch składników, które trzeba zgnieść na jedną masę. Po dobrym zgnieceniu (miętosimy jak plastelinę), trzeba działać szybko - obie części formy wypełniamy masą, najlepiej z minimalnym nadmiarem (MINIMALNYM), po czym składamy je razem i mocno ściskamy (tak aby połówki się połączyły - potem możemy puścić). Jeśli nasza figurka podczas zalewania kauczukiem dotykała brzegów formy, to nadmiar Poxiliny ucieknie i po kłopocie. Jeśli nie, to po wszystkim musimy ostrożnie usunąć powstające na figurce charakterystyczne "kołnierzyki" (im bardziej przesadziliśmy z ilością masy, tym większe zniekształcenia) - ale czynność tę wykonamy później, gdy figurka już skamienieje. Dobrze rozrobiona Poxilina tężeje naprawdę szybko - po 2-3 minutach przestaje być plastyczna, po około 10 minutach, odlew jest gotowy i można go wyjąć z negatywu. Proces tężenia jest wysoce egzoenergetyczny - masa rozgrzewa się, łatwo sprawdzić, kiedy "już wiąże" po prostu dotykając palcem pozostawionych poxilinowych resztek.
Na zakończenie kilka słów o BHP ;-). Odczynniki użyte nie są może jakąś wielką trucizną, ale należy zachować ostrożność, bo śmierdzą naprawdę mocno. W pokoju, w którym rozlał się katalizator nie daje się po prostu spać. Po za tym oczywiście nie należy przy zabawie jeść, a po skończonej pracy trzeba porządnie umyć ręce. Ja wiem, wy to wszystko wiecie, ale ... Miłego eksperymentowania ... Rhah Wynn |